Now Reading
Boniek w sidłach nałogu… golfowego

Boniek w sidłach nałogu… golfowego

Ikona polskiej piłki nożnej, prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, biznesmen, a także golfista z handicapem, który byłby z pewnością mniejszy, gdyby jego właściciel miał więcej czasu na grę. Zbigniew Boniek przyznaje, że sport ten relaksuje go jak żaden inny. W golfa gra jego żona, syn i wnuki, a w Rzymie, w którym mieszka od 30 lat, w promieniu 30 km ma aż 17 pól golfowych. Sportowa żyłka nie pozwoliła mu nie spróbować. Legendarny Zibi, znany także jako Rudy czy Książe Nocy, specjalnie dla „Golf&Roll” uderzy piłkę nożną ulubionym driverem i wyjaśni, dlaczego do największych sukcesów sportowych musimy jeszcze dorosnąć.

Golf&Roll: Tu w Polsce jest Pan kojarzony głównie z piłką nożną. Tymczasem niewielu wie, że jest Pan także zapalonym golfistą. Skąd ten golf? Jak pojawił się w Pana życiu?

Zbigniew Boniek: W golfa gram już od dobrych 6-7 lat. Zacząłem we Włoszech, w tym samym czasie, kiedy w golfa zaczynał grać mój syn. Kilka razy go zaprowadziłem na tego golfa, patrzyłem, jak uderza piłkę i postanowiłem, że sam spróbuję. Szybko się okazało, że to wcale nie było takie proste, jak mi się na początku wydawało. Widziałem jednak, jak ludzie w moim wieku uderzają piłkę. Co więcej, uderzają i im wychodzi, trochę się zaciąłem i wciąż próbowałem. To jest tak, że po pierwszym razie, jak człowiek pośle drive’a i piłka leci na te 180-200 m, jest z tego ogromna przyjemność i to strasznie wciąga. Ze mną było podobnie, dałem się pochłonąć z – jak to można powiedzieć – umiarkowaną agresją sportową, bo czasu, niestety, za dużo na to nie mam. Muszę jednak powiedzieć, że golf jest jedyną grą, która mnie relaksuje w sposób niebywały. Poza tym, jest to sport szalenie trudny, jeden z najtrudniejszych, jakie znam.

G&R: Golf jest dla Pana odskocznią od tego, co się dzieje w życiu zawodowym?

Z.B.: Oczywiście. Ogólnie sport jest dla mnie taką formą odreagowania. Ja lubię pograć sobie zarówno w golfa, w tenisa, jak i ze znajomymi zagrać w piłkę w pięciu na pięciu. To jest mi szalenie potrzebne. Poza tym w golfie cenię to, że danego dnia wygra ten, kto jest w danym momencie najlepszy. Tu nie ma sędziego, nie ma przeciwnika, tu nie można oszukać nikogo poza samym sobą. I nawet kiedy komuś na niskim poziomie z kieszeni wypadają piłki, to do niczego nie prowadzi.

[rps-include post=6867]

G&R: W Polsce panuje przekonanie, że golfowy talent, któremu udałoby się zaistnieć na świecie, pomógłby spopularyzować ten sport wśród Polaków. Zgadza się Pan z tym?

Z. B.: Myślę, że problem w popularyzacji tego sportu polega na tym, że jest on po pierwsze dyscypliną bardzo trudną i pracochłonną. Golf dla dzieciaków nie jest rzeczą łatwą, dla których bardziej atrakcyjne są dyscypliny, gdzie mogą się porządnie zmęczyć, wypocić. I chyba dlatego nie ma w młodzieży takiej chęci do uprawiania tego typu sportu. Co tu dużo mówić, golf jest też sportem, który troszeczkę kosztuje. Żeby wykształcić dzieciaka na dobrego golfistę, trzeba w to sporo zainwestować Poza tym u nas w Polsce nie ma jeszcze systemu, który by w tym wszystkim pomagał. Dla przykładu we Włoszech dzieci mają tabele, system premiowania. Mam wnuka, który ma 9 lat i hcp 12, i mimo że z racji wieku należy do tej niższej klasy, to był już na mistrzostwach Włoch, chociaż są one od lat 12. A to dlatego, że jest w pierwszej 70-stce we Włoszech. Wnuk ma także tzw. kartę federacji i jak chce iść grać na pole, to za to nie płaci. Czyli za każdym razem dla rodziców jest to oszczędność 30-40 euro, czyli spore odciążenie. W Polsce, myślę, to tylko kwestia czasu, zanim też dorobimy się podobnego systemu, bo dyscyplina jest u nas wciąż młoda.

G&R: No właśnie, patrząc na to, co dzieje się w wielu dyscyplinach, nowego systemu potrzebuje cały sport w Polsce. Chyba także piłka nożna, bo ostatnio nie możemy doczekać się i tu większych sukcesów…

Z. B.: Myślę, że brakuje nam trochę profesjonalizmu i pieniędzy, bo my z tą piłką nie jesteśmy aż tak daleko. Gdybyśmy mieli trochę więcej środków, nie kupowalibyśmy siódmego gatunku ubrań, tylko drugi czy pierwszy. Mamy też ten nasz polski charakter i chcielibyśmy od razu wygrywać. Kiedy pojawia się ktoś nowy, od razu oczekuje się od niego cudów. A tu trzeba pracy, 3-4 lat i często te nowe osoby, które przychodzą, tego nie wytrzymują. Brakuje w tym przede wszystkim państwa, nie mamy chociażby porządnej ustawy o sporcie masowym, która w obecnym kształcie jest po prostu śmieszna. Bo co produkuje klub piłkarski? Emocje. Przecież nic innego. Im więcej się wygrywa, tym więcej musi się wydawać, dokupować coraz lepszych piłkarzy, bo oczekiwania ludzi są także coraz większe. W zamian ma się taki sam reżim podatkowy jak wszystkie inne firmy, które są nastawione na zysk. Do biletów jest naliczany podatek VAT. A przecież można byłoby pomóc trochę temu sportowi. Bo my nie jesteśmy daleko od wielkiej piłki. Mamy stadiony, infrastrukturę. Ale ilu u nas bogatych ludzi chce być właścicielem klubu piłkarskiego? Nikt. A dlaczego? Bo nie jesteś szanowany, bo cię zaraz obrażą, wyzwą. Nie masz dodatkowej ulgi. To, że nie mamy sukcesów sportowych, jest takim pretekstem do takiej totalnej krytyki, a ta krytyka powoduje totalny marazm. Musimy dorosnąć. Jesteśmy tacy sami jak na Zachodzie kluby były 10-15 lat temu. Mamy problemy, które sami sobie stwarzamy.

G&R: Na czym polegał zatem fenomen sukcesów drużyny, która razem z Panem zdobyła 3. miejsce podczas mistrzostw świata w Hiszpanii w 1982 r.?

Z. B.: To jest bardzo proste. My mamy taką samą młodzież, jaka jest na Zachodzie. Ma ona takie same predyspozycje, taki sam talent. Myśmy wtedy nie odpuszczali, bo nie mieliśmy w stosunku do nich żadnego dystansu do odrobienia….

Chcesz przeczytać więcej? Pełen wywiad znajdziesz w najnowszym numerze magazynu „Golf&Roll”, który na rynku pojawi się 15 listopada. Zamów prenumeratę.

 

Brak komentarzy (0)

Napisz komentarz

© 2025 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: NO81 Sp. z o.o., z siedzibą w/przy: ul.  Kazimierza Górskiego 1/416, 81-304 Gdynia