Dziennikarz sportowy w przeszłości związany ze Sport.pl, gdzie prowadził rubryki…
Burza rozpętała się po słowach Stacy Lewis, jednej z najlepiej zarabiających golfistek świata, że dysproporcja pomiędzy zarobkami w LPGA Tour i PGA Tour. „Gramy często lepiej od facetów, w zasadzie robimy to samo, ale nie możemy liczyć na taką promocję jak oni”, skarży się Amerykanka.
„Mamy lepszą skuteczność w trafianiu na fairwaye czy greeny. Pewne aspekty gry są w naszym wykonaniu od nich lepsze. Gram czasem z facetami i oni się mnie pytają: czy tobie zdarza się nie trafić na fairway? Gramy podobnie, różnica jest w promocji”, dodaje Lewis.
Jeśli prześledzić słowa Lewis, to ma ona rację, mówiąc, że często kobiety grają lepiej. Pierwszy przykład z brzegu? Skuteczność trafień na fairway. Lewis w tym roku ma ją na poziomie 87 procent, a pięć innych golfistek ma wynik powyżej 80 procent. U mężczyzn? W PGA Tour nie ma gracza o takiej skuteczności, liderem jest Thomas Aiken z 77 procentami.
Różnica jest w długości zagrania z tee – panie do 300 metrów rzadko kiedy dobijają dalekie uderzenia, czasem nawet blisko 400-metrowe, u mężczyzn nie są niczym nadzwyczajnym.
Dla kibiców skuteczność ma mniejsze znaczenie niż odległość. Także dlatego, że ratowanie się z kłopotów, w jakie często wpadają po dalekich zagraniach, jest bardziej doceniane niż zagrania z fairwaya.
Dysproporcja między zarobkami kobiet i mężczyzn obecna jest we wszystkich dziedzinach życia. W niektórych branżach zasypywanie rowu przebiega szybciej, w innych wolniej. W sporcie to też mężczyźni są tymi, którzy zarabiają lepiej, bo to facet bardziej kojarzy się z wizerunkiem atlety niż kobieta. W pierwszej setce najlepiej zarabiających sportowców pań jest mniej niż 10. Golf nie jest w tej materii wyjątkiem.
Różnica w nagrodach i wypłatach, na jakie mogą liczyć panie w porównaniu z mężczyznami, sięga 22 procent, jeśli zestawimy PGA Tour i LPGA Tour. Annika Sorenstam, zwyciężczyni 93 zawodowych turniejów, w tym 10 wielkich szlemów, zarobiła w całej karierze 22 miliony dolarów. Tyle co Jordan Spieth w samym 2015 roku.
„Ta różnica jest potwornie frustrująca. W zasadzie robimy to samo, ale nie możemy liczyć na taką promocję w telewizji jak oni”, mówi Lewis.
Frustrację Lewis można zrozumieć, ale fakty są takie, że męskim golfem interesuje się więcej osób. Stąd większe zainteresowanie sponsorów, wyższe pule nagród, więcej i lepsze transmisje w telewizji.
Jak to zmienić? Potrzeba jeszcze więcej ciężkiej pracy ze strony organizacji zajmujących się golfem kobiecym, a także wysiłku mediów, by pokazywania kobiecego sportu zbyt łatwo nie rezygnowały, mimo że z biznesowego punktu widzenia nie zawsze jest to opłacalne.
[fot]fot. Golf24/Marek Darnikowski[/fot]





