Europejski golf się starzeje!
Były prezes PGA Polska, organizacji zrzeszającej zawodowych golfistów. Wielki promotor…
Właśnie zakończył się turniej Berenberg Masters należący do European Senior Tour. Spotkałem na nim wielu znajomych golfistów, niektórych znam od trzydziestu lat. Pierwsze nasze pytanie brzmiało: jak zdrowie, a dopiero potem, jak z handicapem i czy ciągle gram w tym samym klubie? Następnie: czy wiesz, że X nie żyje, a Y ma Alzheimera i przestał grać w golfa?
No na szczęście był też Gary Player, który grał przez sześć dni pod rząd i ani razu nie zagrał powyżej 72 uderzeń. Na polu Gut Laerchenhof też dwa razy grał.
Ta cała sytuacja dała mi dużo do myślenia. Boom golfowy zaczął się w Niemczech w latach 80., a pola golfowe zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. W samej okolicy Kolonii w ciągu 25 lat, liczba pól wzrosła z 3 do ponad 30.
Jest prosta reguła, że aby pole golfowe mogło się utrzymać ze składek członkowskich, potrzebnych jest około 700 członków. No i tu powstaje wielki dylemat. Większość golfistów zaczynała grać w wieku lat 45 i więcej, dzieci wyszły z domu, sukcesy zawodowe zostały osiągnięte, a łokcie i kolana zaczęły boleć, więc trzeba było zrezygnować z tenisa. Golf zrobił się więc modnym i popularnym sportem. Mój lekarz, mój fryzjer, pięciu sąsiadów i dekarz z przeciwka – wszyscy grają w golfa.
System klubów golfowych, gdzie członkowie zapisywali się z myślą, że będą grali do końca życia, zaczyna obecnie niszczyć strukturę pól golfowych. Nie ma młodych ludzi, którzy dzisiaj mogą być pewni, że na stałe będą mogli mieszkać w tym samym mieście, ponieważ praca nie przyjdzie do nich, to oni muszą jeździć za pracą. Więc: co dzieje się na polach golfowych? Ilość członków jest dalej taka sama, ale czynnych graczy jest coraz mniej. No właśnie, w moim klubie przeciętna wieku członków przekroczyła 60 lat. Bardzo im w tym pomagam. Parę tygodni temu grałem z kolegą, który nadal ma jednocyfrowy handicap i dorastających wnuków. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że nasz bardzo ekskluzywny klub może, w ciągu jednego roku, stracić nawet 150 członków. Z dnia na dzień takiej straty nie da się wyrównać. Więc co zrobi właściciel? Podniesie roczną składkę, aby wyrównać wyniki finansowe.
Naturalnie, można już teraz myśleć o podobnej sytuacji i przyjmować do klubu dzieci i młodzież na bardzo korzystnych warunkach. Ptaki i ludzie mają zwyczaj powrotu do swojego gniazda, więc nawet jeśli młodzi pojadą studiować do innych miast czy krajów i pierwszą pracę zdobędą na końcu świata, to zawsze będą chcieli wrócić tam, gdzie się wychowali, robili pierwsze kroki sportowe i byli młodzi. Kluby golfowe, które spoczywają na zdobytych laurach za parę lat będą tanio do kupienia, co już dzieje się w Wielkiej Brytanii i powoli zaczyna się w Niemczech.
Golf w Polsce jest młodym sportem, jednakże ci pionierzy z przed 20 lat już wtedy też nie byli najmłodsi. Co należy więc robić? Narybek, narybek i jeszcze raz narybek.
Mam takie powiedzenie: że gram na bardzo ekskluzywnym polu golfowym z przyłączonym do niego „domem starców”.





