Z początkiem nowego roku Katarzyna Bobińska i Zbigniew Urbanek zdecydowali się otworzyć nowy rozdział swojej zawodowej historii. Właścicielka prężnie działającego golfowego biura podróży Travel & Action, obchodzącego w tym sezonie swoje 20-lecie, oraz manager działający od wielu lat w branży IT, postanowili przejąć inną dobrze znaną markę golfową na polskim rynku – Golf24. Obie firmy połączyły siły, chcąc oferować swoim klientom kompleksowe aktywności związane z golfem.
G&R: W tym roku firma Travel & Action świętuje 20-lecie swojego istnienia. To piękny i okrągły jubileusz. Kasiu, jakie to były dla Ciebie lata?
Katarzyna Bobińska: „Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu”. Ta świetna myśl Konfucjusza towarzyszyła mi od zawsze. Mam to szczęście, że udało mi się połączyć pasję do aktywnego życia z pracą i tym mottem kieruję się, tworząc każdy z moich biznesów. Ale każdy biznes to szkoła przetrwania i mnóstwo ciężkiej pracy, cierpliwości, trudnych decyzji, dużo stresu, poświęcenie. Przeważały jednak piękne momenty. Miałam okazję zagrać na kilkuset polach golfowych prawie na każdym kontynencie, poznać i uczyć się od wybitnych autorytetów w mojej branży i znaleźć przyjaciół od USA po Japonię. Cenię każdą chwilę i możliwości, jakie daje mi moja praca.
G&R: Wróćmy na chwilę do początków. Skąd pomysł, by zająć się wyjazdami dla golfistów. Dwadzieścia lat temu ten rynek w Polsce dopiero raczkował…
K.B.: Nasza rodzina była w latach 90. zapalonymi tenisistami. Podczas jednego z rodzinnych wyjazdów w 1996 r. do Indonezji świeżo poznani na wyspie Ria Bintan Australijczycy zaproponowali rodzicom rundę golfa. Pierwszy strzał na ponad 100 m poskutkował totalnym zauroczeniem! Po powrocie do Polski, do Trójmiasta, realia były wszystkim znane, ale miłość zakiełkowała i powoli ewoluowała. Rodzice jeździli na wyjazdy organizowane przez szwedzkie golfowe biuro podroży, bo w Polsce nikt tego nie oferował. Na studiach ekonomicznych w latach 2001–2005 miałam okazję szkolić się w zaprzyjaźnionym biurze podróży i tam poznawałam pierwsze tajniki pracy jako organizator wyjazdów. Biuro szczyciło się bardzo dobrą jakością obsługi i było pionierem w wielu oryginalnych działaniach na polskim rynku. W tym czasie golf w Polsce zaczął rozkwitać i w 2002 roku otworzyło się pole Sierra Golf Club, dziś Sierra Golf Resort. Przyznam jednak, że golf nie od razu skradł moje serce. Jako nastolatka i młoda studentka uprawiałam znacznie bardziej dynamiczne dyscypliny: nurkowanie na wrakach, w jaskiniach, skoki na linach, ekstremalna jazda na nartach, jazda quadami po lesie. Niemal codziennie biegałam i uwielbiałam organizować życie przyjaciół. Mój dom był przez lata otwarty i bardzo dużo się w nim działo. Przyszedł 2005 r. i czas zakończenia studiów. Już w końcówce, 1 marca, założyłam z ówczesną wspólniczką spółkę. Tak zaczęła się historia Travel&Action. Początkowo oferowałyśmy więcej dyscyplin (narty, wind&kite, maratony i oczywiście golf). Ale to właśnie ostatnia dyscyplina sportu była od początku naszym dużym wyróżnikiem. Tworzyłyśmy pierwsze polskie biuro podróży specjalizujące się w golfowych wyjazdach. W końcu sama w golfa zaczęłam grać w 2007 r. Po rozstaniu ze wspólniczką w 2012 roku zawęziłam działalność tylko do golfa i wtedy rozpoczął się kolejny przełomowy moment rozwoju.

G&R: Z perspektywy lat, jak zmieniały się preferencje wyjazdowe Polaków?
K.B.: Porównując rynek na przestrzeni tych 20 lat, to przede wszystkim zmieniła się dostępność lotów. Wraz z rozwojem siatki połączeń rozwijała się nasza oferta. Od początku skupialiśmy się na kilku typach wyjazdów. Akademie z Pro, wyjazdy grupowe połączone ze zwiedzaniem świata czy też szyte oferty w najbardziej odległe strony świata. Początkowo oferowaliśmy wyjazdy do 5-gwiazdkowych hoteli, przez lata przeważały oferty do Turcji, Egiptu i Hiszpanii. Przełomem okazało się otwarcie lotu do Alicante. Dostałam bardzo korzystaną wówczas propozycję wyjazdów do jednego z resortów z 4 gwiazdkami i w 2009 r. lub 2010 r. w ciągu jednego miesiąca wysłałam ponad 70 osób w ten rejon Europy. Od tego czasu wprowadziliśmy również oferty znacznie tańsze. W ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się dalekie wyprawy. Polacy są też w końcu gotowi na najpiękniejszy golf na ziemi – grę na polach linksowych. Zdobyliśmy doświadczenie, mamy niższe HCP i już nie tylko pogoń za słońcem ma znaczenie. Zagrać na najstarszym polu na świecie z XVIII w. to prawdziwy zaszczyt… Szkocja, Irlandia są tak blisko, a są jeszcze mało znane wśród polskich graczy. Dziś właśnie tę ofertę chcemy rozwijać najbardziej. Zauważyliśmy też rosnący trend na wyjazdy kilkudniowe. Znacznie łatwiej jest wyrwać się na 2–4 noce niż cały tydzień, a liczna siatka połączeń ułatwia nam takie krótkie podróże. Impulsem rozwojowym sprzedaży ma być również nacisk na projekty dla osób początkujących. Od kilku sezonów udaje nam się zapełnić każdy wyjazd dla świeżych golfistów. I takich ofert pojawi się w naszej ofercie coraz więcej. Wracamy też do sekcji Ladies Golf – projekt, który miał inaugurację tuż przed wybuchem COVID-19 i został odłożony na półkę z pomysłami na „kiedyś”. Dziś przyszedł też czas na automatyzację. I to kolejny znaczący krok w rozwoju firmy. Właśnie wystartowała nasza nowa strona internetowa wraz z systemem do rezerwacji i zarządzaniem całym przedsiębiorstwem. Wchodzimy w erę online bookingu (choćby części naszych wyjazdów). To system, o jakim marzyłam od dobrych 6 lat!
G&R: Jubileuszowy rok Travel&Action zaczęłaś z przytupem. Wraz ze Zbyszkiem Urbankiem zdecydowaliście się przejąć stery w Golf24, agencji z równie imponującym, 20-letnim stażem i bogatym golfowym portfolio. Skąd taka decyzja?
K.B.: W 2024 r. spełniłam swoje największe życiowe biznesowe marzenie i otworzyłam pierwszy w Polsce butikowy wellbeingowy ośrodek z pilatesem, jogą i małym SPA. Pilates to moja druga wielka pasja. Rok wycieńczającej pracy, walki z instytucjami, bankami, fachowcami, dostawcami. W listopadzie łapałam w końcu oddech po ciężkim roku i obiecałam dzieciom, że w końcu będę miała więcej czasu na bycie mamą… Pojechałam na piękny wyjazd z grupą i wróciłam na kilka dni do kraju pakować kolejne walizki na rodzinny urlop. W tym czasie finalizowaliśmy już proces zakupu Golf24. Firma ta była moim wieloletnim partnerem, dla którego organizowałam wyjazdy zagraniczne. Znałam cały team, bardzo się szanowaliśmy i lubiliśmy. Mieliśmy te same wartości: najwyższą jakość usług, nowoczesność, dbałość o każdy szczegół i emocje, jakie niosą za sobą realizowane projekty. Decyzja o przejęciu Golf24 była naturalnym etapem wspólnego rozwoju. Nie byłabym w stanie jej podjąć, gdyby nie mój partner Zbyszek Urbanek, który od jakiegoś czasu pomagał mi w firmie Travel&Action. Doskonały kandydat do objęcia sterów w Golf24!
Mamy to szczęście, że udało nam się połączyć pasję do aktywnego życia z pracą”
G&R: Zbyszku, jakiej zatem szansy upatrujesz w połączeniu sił z innym tak mocnym graczem na golfowym rynku?
Zbigniew Urbanek: Doświadczenia Golf24 w organizacji prestiżowych wydarzeń golfowych nie sposób przecenić – firma ma istotny udział w tworzeniu historii golfa w Polsce, a niektórzy sponsorzy z pionierskich lat pierwszej dekady XXI w. twierdzą, że wręcz wyprzedzała swoje czasy. Najstarsze dziecko Kasi, T&A, z kolei wyznaczało standardy przez te wszystkie lata rozwoju turystyki golfowej, konsekwentnie budując swoją pozycję, wiarygodność i zaufanie wśród golfistów i nie tylko! Wspólnym mianownikiem obu firm była, jest i będzie pasja, profesjonalizm, rozwój golfa oraz satysfakcja klientów, czyli sponsorów i graczy. Fuzja to unikalna szansa na stworzenie kompleksowego ekosystemu golfowego dla bardzo zróżnicowanych grup odbiorców. Golf na świecie jest bardzo różnorodny, żeby wspomnieć choćby o green fee – można zagrać rundę zarówno za 10, jak i kilka tysięcy dolarów. I świadomość tego oraz uszanowanie odmiennych twarzy golfa jest niezbędne do jego rozwoju. Nasza gospodarka przez ostatnie dekady przegoniła takie kraje jak Szwecja, startując z bardzo niskiego poziomu – marzy nam się, aby tak stało się i z golfem. To nasza misja, wiemy, że nie tylko nasza, dlatego deklarujemy wolę współpracy ze wszystkimi, którym dobro tego sportu leży na sercu – bez znaczenia, czy wcześniej było nam po drodze! Wracając do pytania, obie firmy od lat blisko współpracowały, wzajemnie uzupełniając swoje kompetencje i taki krok w pewnym sensie jest naturalnym zacieśnieniem tej współpracy. Z jednej strony pozwala na efektywniejszą alokację połączonych zasobów, a z drugiej umożliwia budowanie dla klientów – tych indywidualnych oraz firm – ofert na zupełnie innym poziomie. Takich, które obejmują niemal wszystkie aspekty „golfowego życia”, czyli naukę gry, udział w turniejach golfowych, wyjazdy zagraniczne, a także możliwość zaistnienia golfa w strukturach danej firmy poprzez np. programy lojalnościowe.

G&R: Twoja zawodowa ścieżka od wielu lat związana była z IT. Skąd decyzja, by porzucić tę branżę i związać się zawodowo z golfem?
Z.U.: To prawda, wszyscy wiemy, że IT jest jednym z tych obszarów, gdzie zawsze wiele się działo – niemal każdy dzień przynosi nowe technologie, a jeśli nie idziesz do przodu, zostajesz daleko w tyle. Proszę sobie wyobrazić, że trafiłem tam po finansach na SGH, może dlatego dla mnie osobiście IT miało bardzo ludzki wymiar, było okazją na spotykanie i współpracę z nietuzinkowymi ludźmi, dawało możliwość, czy wręcz wymagało, bardzo kreatywnego myślenia, a zarazem uczyło planowania i konsekwencji. Od zawsze uwielbiałem podróże, a kiedy kilka lat temu w moim życiu na dobre zagościł golf – nie tylko on zresztą – powoli, acz nieuchronnie, zaczął zbliżać się moment, kiedy proporcje zaangażowania zawodowego w IT i golfa zmienią się na korzyść tego drugiego. Kasiu – bardzo Ci dziękuję za inspirację i… marzę, że któregoś dnia wygram z Tobą w brutto!
G&R: Jakie macie plany na ten pierwszy sezon w roli właścicieli Golf24? Jakie zmiany przewidujecie? W którym kierunku ma rozwijać się firma?
K.B.: Przede wszystkim chcemy, by wszystkie projekty firmy były realizowane i by ich poziom był utrzymany na najwyższym poziomie. Odświeżamy cały marketing Golf24 i poprawimy komunikację. Nie wszyscy znają samą markę Golf24 i nie wiedzą, co tak naprawdę firma robi… Wracamy do nadrzędnej misji, jaka od początku istniała w T&A i Golf24 – by popularyzować nasz piękny sport. Kładziemy też nacisk na rozwój oferty dla firm. Tu strategia jest zbieżna z tym, co planujemy w T&A – by stawiać na poczatkujących golfistów. Przy projekcie Polish Masters wdrażamy akademie i turnieje na 9 dołkach dla graczy z HCP 36–54. Również przy Golf Business Legue wracamy do organizacji akademii. Czyli jednym słowem, stawiamy na „świeżą krew”, której polski golf potrzebuje. Przyznajmy otwarcie, że także sponsorzy liczą na nowe kontakty. Oczywiście nie zapominamy o naszych stałych graczach – docenimy lojalność, ale i szykujemy dla nich trochę nowości w tym sezonie podczas Biznes Ligi.

G&R: Wiele osób związanych z golfem w Polsce, takich jak chociażby właściciele pól golfowych, swoje zaangażowanie w tej branży wiąże z misją popularyzacji tego sportu. Czy macie podobnie?
K.B.: Zdecydowanie. Naszą misją jest popularyzacja golfa. Intensywnie pracujemy nad strategicznym partnerstwem z dużym wydawnictwem, by mieć stałą rubrykę o golfie. Nasze działania kierujemy do juniorów i osób początkujących. Chcemy zarażać firmy do spróbowania golfa i wdrażać systemy motywacyjne związane z tym sportem. Naszym marzeniem jest budowa małych obiektów golfowych w Polsce, bo to klucz do prawdziwego przełomu. Gorzów Wielkopolski, a teraz Białystok są przykładami miast, które widzą w tym potencjał rozwoju. A że moje marzenia się spełniają, to kto wie… Kwestia czasu. A tego dziś przy starcie sezonu 2025 zdecydowanie brakuje.
G&R: Kasiu, obserwujesz golfowy rynek w Polsce od wielu lat. Znasz jego mocne i słabe strony. Jakich impulsów potrzebuje on do bardziej dynamicznego rozwoju?
K.B.: Potrzebujemy sukcesów młodych amatorów i zawodowych golfistów. Mamy naszą gwiazdę Adriana Meronka. Z raportu przygotowanego przez Polski Golf wynika, że jego sukces realnie przełożył się na liczbę golfistów i zainteresowanie dyscypliną wśród młodych graczy. Świetny kanał w social mediach i na łamach „Golf&Rolla” – Golfowa Geografia Polski – prowadzą Rafał Bryndal i Tadeusz Winkowski.
Golf potrzebuje także strategicznych partnerów, sponsorów, którzy widzą w tym szerszą misję, chcąc kształcić młodych mistrzów i inwestować w polski sport. I tu muszę wspomnieć o kolejnej fantastycznej inicjatywie. W grudniu zeszłego roku wystartował oficjalnie pierwszy studencki klub UG Golf Club przy Uniwersytecie Gdańskim. Lokalne pola zagwarantowały juniorom i studentom darmową grę na swoich obiektach. I to jest prawdziwy impuls do rozwoju golfa! Co najważniejsze, klub ma już prawie 100 członków, a zainteresowanie jeszcze większe. Brawo dla Sierra Golf Resort, Sand Valley i Tokary Golf za zaangażowanie w ten projekt. Mam nadzieję, że reszta Polski weźmie przykład i da młodym również tak samo dobre warunki.
Kładziemy też nacisk na rozwój oferty oraz niezmiennie na profesjonalizm.
G&R: Jak jeszcze będziecie świętować ten jubileuszowy rok Travel&Action?
K.B.: Przez cały rok organizujemy serię wyjazdów „20-lecie T&A”, natomiast główną imprezę jubileuszową organizujemy w naszym macierzystym klubie Sierra Golf Resort 21–22 czerwca. To tu cała historia się tak naprawdę zaczęła i to miejsce najbliższe naszemu sercu. A przede wszystkim to resort, który jak my ceni sobie wysoką jakość i doskonale wpisuje się w nasze standardy. W tym roku będzie wiele okazji do spotkania. Do zobaczenia na Polish Masters, Golf Business League i innych naszych eventach.


fot. Golf24/Rafał Ogrodowczyk
