Redaktor naczelna magazynu "Golf&Roll" oraz strony internetowej czasopisma. Z pismem…
Olimpijski turniej nie przewyższy rangą imprez wielkoszlemowych, a wirus Zika to dla niektórych zawodowców jedynie wymówka przed startem w Rio de Janeiro – uważa czołowy polski golfista. Z liderem kadry narodowej rozmawiamy o tym, czy sam będzie się starał o olimpijską kwalifikację do Tokio (2020), po tym jak przejdzie już na zawodowstwo… Poznajcie plany Adriana Meronka!
Golf&Roll: Wielkimi krokami zbliżają się igrzyska, tymczasem… o rezygnacji ze startu w Rio de Janeiro informują kolejni czołowi golfiści – Vijay Singh z Fidżi, Charl Schwartzel z RPA, dalej lider światowego rankingu Australijczyk Jason Day, a ostatnio triumfator czterech turniejów wielkoszlemowych Rory McIlroy. Oficjalnym powodem jest potencjalne zagrożenie wirusem Zika…
Adrian Meronk: Zika może być dobrą wymówką, choć ostatnio czytałem komentarz Rory’ego, że gdyby igrzyska nie były w Rio, to pojechałoby na nie więcej zawodników. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, jakie jest prawdziwe podejście golfistów ze światowej czołówki do tematu igrzysk. W mojej opinii, olimpijski turniej nie przewyższy rangą tych wielkoszlemowych. Dla zawodowych golfistów starty są ich pracą, sposobem zarabiania pieniędzy, a igrzyska nie dają pod tym względem takich możliwości jak zwykłe turnieje PGA Tour. Także pytanie, jak losy olimpijskiego golfa na igrzyskach potoczą się w przyszłości i czy znowu dyscyplina ta nie zostanie wycofana z programu igrzysk…
G&R: Na pewno golf będzie jeszcze w programie Igrzysk XXXII Olimpiady w Tokio. Czy myślisz o rywalizacji w japońskiej stolicy? Czy to realny plan?
A.M.: Bardzo chciałbym wystartować w stolicy Japonii, bo olimpiada to szansa, z której warto skorzystać. Ale najważniejsza pozostaje walka o możliwość rywalizacji w zawodach pierwszej światowej ligi.
G&R: Jakie masz plany na najbliższe tygodnie? Gdzie zamierzasz po raz pierwszy wystąpić w roli zawodowca?
A.M.: Na początku lipca wystartuję w mistrzostwach Europy amatorów w Estonii, a miesiąc później w drużynowych mistrzostwach świata w Meksyku. Na zawodowstwo planuję przejść gdzieś na jesieni, pewnie w październiku. Moje aktualne miejsce w rankingu WAGR daje mi automatyczny start w drugim etapie Q School, ale muszę wystąpić tam jako amator i to myślę, będzie moim ostatnim występem w tej roli. Jeśli udałoby mi się awansować do trzeciego etapu to byłby wtedy mój pierwszy występ jako zawodowca.
G&R: Jaki jest twój długoterminowy plan na zawodowe granie?
A.M.: Wszystko zależy od tego, jak będę grał na Q School i czy uda mi się zdobyć kartę na European Tour czy Challenge Tour. Jeśli się uda, na pewno całą jesień i zimę będę przygotowywał się do występów na tourze. Jeśli nie, to mam nadzieję dostać kilka dzikich kart na turnieje Challenge Tour w przyszłym roku i tam szukać swojej szansy. Plan C to natomiast występy w trzecioligowym Pro Golf Tourze.
G&R: Czy odczuwasz na sobie presję bycia „najlepszym polskim golfistą”?
A.M.: Presja zawsze jest, aczkolwiek zawsze staram się grać swój golf, skupiać się na swoich rzeczach, na tym co robię. Niezależnie od turnieju i jego rangi, chcę grać zawsze jak najlepiej i reprezentować Polskę, jak najlepiej tylko mogę. Cieszy mnie, że polski golf rozwija się w dużo lepszym kierunku niż jeszcze parę lat temu, chociaż nadal trudno nazwać to tempem ekspresowym. Powstają nowe pola, coraz więcej ludzi zaczyna grać, jest coraz więcej juniorów. Mam nadzieję, że ja też przyczynię się w przyszłości, by go jeszcze bardziej spopularyzować.
G&R: Który z dotychczasowych startów uważasz za swój najważniejszy sukces?
A.M.: Dojście do półfinału British Amateur, co miało miejsce w czerwcu. Wiadomo, że apatyt rósł wraz z tym, jak przechodziłem przez kolejne rundy. Ale, jak patrzę na to z perspektywy czasu, był to duży sukces i dobry występ. Na pewno ważny był także Palmer Cup, w którym reprezentowałem Polskę, a jednocześnie Europę po raz drugi raz z rzędu.
G&R: A bywały kryzysowe dni w Twojej dotychczasowej karierze?
A.M.: Miałem taki moment podczas drużynowych mistrzostw juniorów w Holandii. Miałam wtedy 16 czy 17 lat. Podczas pierwszej rundy stroke play zagrałem bardzo, bardzo słabo. Pamiętam, że byłem bardzo zrezygnowany i mówiłem trenerowi, że nie mam już ochotę na grę. Kolejny taki trudny moment to kwalifikacje do The Open, w których wystąpiłem kilka dni temu. Grałem tam po dwóch tygodniach ciężkiej walki na polach, byłem bardzo zmęczony i nie miałem takiej satysfakcji i radości z gry, jaką zazwyczaj czuję. Był to jeden z takich trudniejszych momentów.
G&R: Czym różnił się trening w USA od tego, jaki miałeś w Polsce? Co dokładnie dały ci te lata w ETSU?
A.M.: Sam trening dużo się nie różni, ponieważ mam stałą rutynę, która wykonuję niezależnie od tego, gdzie jestem. Różnica polegała głównie na tym, że tam miałem szkołę i musiałem pogodzić naukę, grę i trening w jednym czasie. Jednak nauczyciele byli pod tym względem bardzo wyrozumiali, zresztą ETSU to nie był Harvard, gdzie musiałbym się pewnie uczyć cały dzień. Wyjazd do Stanów umożliwił mi przede wszystkim zmierzenie się z innymi rówieśnikami z całego świata, grającymi na naprawdę wysokim poziomie. Turnieje akademickie były bardzo mocno obsadzone, więc sukcesy w nich dały mi dużą pewność siebie.
Jak wygląda twój dzień treningowy?
A.M.: Jak idę na pole, to gram na wynik, jeśli chcę coś poprawić w technice, to siedzę na range’u i wybijam tyle piłek, aż poczuję, że poprawię to, co chciałem. Codziennie trenuję krótką grę i puttowanie, bo są to najważniejsze elementy gry w golfa. W golfie zawodowym ważna będzie powtarzalność. Różnice wśród graczy ze światowej czołówki są bardzo małe – nie trzeba co tydzień wygrywać każdego turnieju, wystarczy być w pierwszej dziesiątce, aby utrzymać się w lidze. Ale na pewno trzeba się golfowi oddać w stu procentach i po prostu to lubić, mieć z tego przyjemność. Nic na siłę.
G&R: Czy kiedy zostaniesz zawodowcem grupa ludzi, trenerów pracujących nad twoim sukcesem się powiększy?
A.M.: Od kilku lat zbieram ludzi do mojej drużyny. Moim głównym trenerem jest Matthew Tipper, ale mam osobnego trenera od przygotowania fizycznego i kondycji z mojego college’u w Stanach, z którym utrzymuję kontakt. Staram się bardzo ostrożnie wybierać ludzi, z którymi pracuję. Muszę im w końcu ufać w stu procentach.
G&R: A na jest miejsce w Twoim życiu poza golfem..?
Na dziewczynę, spotykania się z przyjaciółmi, wycieczki… Staram się znajdować czas na inne sporty – piłkę nożną, koszykówkę, bo każda forma aktywności fizycznej jest dla mnie atrakcyjna.
Opracowanie: Joanna Drużba i Anna Kalinowska
Adrian Meronk – wielokrotny medalista mistrzostw Polski, czołowy zawodnik kadry narodowej. Jednynie w tym roku zajął: 4. miejsce w Jones Cup Invitational, 1. miejsce w mistrzostwach Konferencji Południowej (indywidualnie i drużynowo) w ramach NCAA, został golfistą roku w Konferencji Południowej, a wreszcie dotarał do półfinału British Amateur Championship, a wraz z drużyną Europy triumfował w Palmer Cup. Urodzony w Hamburgu, wychowany w Pniewach pod Poznaniem, mieszkający obecnie we Wrocławiu. Pochodzi ze sportowej rodziny – ojciec Andrzej był w latach 70-80. ligowym siatkarzem.
[fot]fot. 2PR[/fot]





