Były prezes PGA Polska, organizacji zrzeszającej zawodowych golfistów. Wielki promotor…
W golfa gram od 1981 roku. No powiedzmy, że staram się o dobry wynik, odpowiedni mojemu wiekowi. Ale nie o tym chciałem pisać.
Należę do ludzi, których śmiało można nazwać ciekawskimi. W lecie 1991 roku mój stały kolega golfowy wspomniał, że chce na północ od Kolonii zbudowac nowe pole golfowe o dobrym standarcie. Na początku mowa była naturalnie o architektach dostępnych na rynku niemieckim. Jakoś nam odbiło i nagle padło hasło: Jack Nicklaus. Naturalnie nie mieliśmy pojęcia, ile jego architektura kosztuje, jak i gdzie z nim rozmawiać. Muszę tu wspomnieć, że mój znajomy zbudował już 9-dołkowe pole na południe od Kolonii i jego wiedza na temat budowy pól golfowych wyprzedzała mój „know how” o 100%. Google i internet były dla nas czarną magią. Ale znaleźliśmy przedstawicielstwo na Europę: Nicklaus Golf Course Design w Londynie. Ze względu na moje dość dobre znajomości angielskiego to ja zostałem wysłany na pierwsze spotkanie w centrum Londynu. Okazało się jednak, że osoba odpowiedzialna za to biuro to Austryjak z bardzo znanej rodziny i z własnym polem golfowym. Clemens przyjął mnie miło i wysłuchał. Dostałem broszurkę i cennik Nicklausa jako architekta. Zaczynał się od 350 000 $ a kończył na 1,5 mln $. Clemens i ja myśleliśmy, że ta sprawa spali się na panewce. Na szczęście obaj się myliliśmy.
Mając już bardzo dobry teren pod stadion golfowy oddalony o 24 km od Kolonii i Düsseldorfu z zapleczem 2,5 milionów mieszkańców, mój znajomy przekonał lokalny bank, że Kolonia i oni potrzebują najlepszego pola golfowego w Niemczech, aby sprowadzić światowe firmy w te okolice. Razem z nimi mieli przyjechać nowi klienci dla banku i nowi podatnicy dla rejonu. Tak powstał projekt „Gut Lärchenhof designed by Jack Nicklaus”.
Długo się nie zastanawiałem, że moje następne dwa lata spądzę na budowie pola golfowego, podpatrując pracę najsłynniejszego architekta i golfistę wszech czasów. O kłopotach z urzędnikami, grupą Partii Zielonych nie chcę się rozpisywać. Jedno tylko powiem: budując pole golfowe, masz więcej wrogów niż przyjaciół. A ci, którzy dotychczas byli twoimi przyjaciółmi, nagle robią się wielkimi znawcami i chcą doradzać Jackowi Nicklausowi, jak budować dobre pole golfowe. Po tym, jak zrezygnowaliśmy z ich wsparcia, zmienili oni frakcję i stali się wielkimi wrogami budowy tego pola. Dzisiaj Gut Lärchenhof należy do najlepszych pól w Niemczech, ma około 700 członków i gościło już 10 turniejów European Tour.
No właśnie, Bernhard Langer Sport Marketing zapytał o przeprowadzenie Linde German Masters z Berlina w Kolonii w rok po oddaniu pola do użytku. Dla mnie to było znowu nowe wyzwanie. Jak prawie każdy golfista oglądałem turnieje zawodowe, ale jak są one organizowane, nie miałem zielonego pojęcia. Na szczęście był w tym czasie organizowany Ladies European Tour Hennessey Championship w Kolonii na polu w Refrath. Już w poniedziałek byłem przyglądać się przygotowaniom i treningowi zawodniczek. Od razu zmieniłem zdanie o damskim golfie. Kobiety uderzające piłki na odległość 240 metrów, z dokładnością dla samców zupełnie nieznaną, zrobiły na mnie duże wrażenie. Liselotte Neumann (kapitan zwycięskiej europejskiej drużyny Solheim Cup 2013) uderzała nieprecyzyjnie wedge’em na odległość 110 metrów. Spytała mnie, czy znam clubfittera. Przejechaliśmy 50 km w jedną stronę, a Armenio Cortes ustawiał jej wedge przez dwie godziny na dystans 100 metrów. Liselotte wygrała ten turniej i do dzisiaj jesteśmy dobrymi znajomymi. Tak, to była dobra lekcja, że zawodowcy wygrywają turnieje nie tylko, bo są utalentowani, ale że, podchodzą do wszystkiego z profesjonalnym nastawieniem. W następnym roku już byłem pomocnikiem na Hennessey Cup, a rok później już u siebie pomagałem w organizowaniu Linde German Masters. Postanowiłem poznać pracę telewizji podczas trasmisji na żywo z turnieju golfowego. Pracowałem przez trzy lata pod rząd po cztery dnie jako TV Spoter. Piekielna robota, ale dzisiaj, oglądając z wielkim respektem transmisje z turniejów wiem, jak to działa. Zapoznałem się też z dyrektorami turniejów i sędziami zawodowych imprez. Dzisiaj wiem bardzo dużo o zawodowym golfie, ale też wiem, że od wszystkiego są specjaliści. Jeżeli ich się nie zatrudni do pomocy, to można zepsuć cały turniej i stracić zaufanie zawodników. A co najgorsze to stracić sponsora.
Na zdjęciu Marek Podstolski z Toro Seutake’em prezesem drugiej największej japońskiej firmy chemicznej i budowlanej Sekisui, Wolfgangiem Mitke, dyrektorem rozwoju miasta Duesseldorf HCP -4 oraz Jackiem Niklausem na otwarciu pola Gut Laerchenhof.





