Aktualne informacje dotyczące golfa w Polsce i na świecie, szereg…
Jakub Urbański, świeżo upieczony mistrz Polski match play, o swoich golfowych początkach, dalszych planach i ostatniej wygranej. Specjalnie dla „Golf&Roll”!
G&R: Twoja przygoda z golfem zaczęła się…
Kuba Urbański: To dość ciekawa historia. Mój tato często jeździł na pole golfowe, aby potrenować. Czasami się pytał, czy nie chciałbym pojechać z nim. Raz na jakiś czas jeździłem z nim na drivig czy na pole, ale tak naprawdę, aż do momentu pierwszego medalu w cyklu Junior Tour, nie było tego wow. To wtedy złapałem bakcyla i nabrałem ochoty na więcej. Miałem wtedy jakieś 8 lat.
G&R Dlaczego właśnie golf?
K.U.: W golfie pociąga mnie chyba to, że tak naprawdę każdy może w niego grać i że nie ma tu ograniczeń. Jest różnorodność graczy. Każdy, grając na swoim określonym poziomie, może wygrać lub przegrać. Ten sport doskonale pokazuje także charakter człowieka.
G&R: Jakie są Twoje dalsze golfowe plany?
K.U.: Jestem aktualnie w trakcie procesu rekrutacji na uniwersytet w Stanach Zjednoczonych. Mam nadzieję, że pójdę w ślady Adriana Meronka i Mateusza Gradeckiego, którym tam się powiodło. Chciałbym w przyszłości związać swoją przyszłość z golfem zawodowym.
G&R: Najtrudniejszy pojedynek w tegorocznych Mistrzostwach Polski Match Play?
K.U.: Myślę, że mecz ćwierćfinałowy z Alejandro Pedrycem, z którym w przeszłości „ścierałem się” już wielokrotnie i przegrywałem, był dla mnie sporym wyzwaniem. Jednak najtrudniejszy był dla mnie finałowy pojedynek z Niemcem, w którym po 5 dołkach byłem 4 down. Mój rywal grał bardzo dobrze, ja w miarę ok, ale miałem nadzieję, że nie utrzyma on formy na 18 dołków i że w pewnym momencie mój spokój go złamie. Po 12. dołku, kiedy doprowadziłem do remisu, Niemiec, który od początku rundy bardzo dobrze puttował, trochę się podłamał i zaczął dawać mi niespodziewane prezenty – m.in. nie trafiał krótkich puttów. Starałem się to wykorzystać i… poskutkowało.
G&R: Co uważasz za swoje dotychczasowe największe osiągnięcie jeśli chodzi o golf?
K.U.: Wygrana w tegorocznych Mistrzostwach Polski Match Play była jednym z większych moich osiągnięć. W zeszłym roku udało mi się także bardzo dobrze zaprezentować podczas Mistrzostw Polski Juniorów, szczególnie w fazie meczowej – skończyłem rywalizację jako trzeci, dwa lata temu z kolei byłem drugim. Było też po drodze kilka innych turniejów, w których dobrze się zaprezentowałem jak Callaway IMG Academy czy Faldo Series w Austrii.
G&R: Czy match play to ten format gry, w którym dobrze się czujesz?
K.U.: Bardzo lubię ten format gry, bo jest dość nieprzewidywalny. Tu trzeba zachować spokój umysłu i nie patrzeć na rywali, zająć się swoją własną grą i…. mieć nadzieję, że to wystarczy.
G&R: Jakie są Twoje mocne i słabe strony jeśli chodzi o golfa?
K.U.: Bez wątpienia moją mocną stroną jest to, że gram daleko, chociażby biorąc pod uwagę mój wiek. Ta umiejętność, przyznam, bywa dość pomocna. Jedną z moich mocniejszych stron jest również gra ironami. Kiedyś spędzałem dużo czasu na trening tego elementu i to zaowocowało. Moją słabszą stroną jest natomiast puttowanie. Przechodząc z pola, gdzie były bardzo wolne greeny, na pole, gdzie były szybkie, ciężko jest mi się przedstawić.
G&R: Masz jakąś zasadę czy dewizę, którą kierujesz się w golfie?
K.U.: Nie za bardzo. Po prostu uważam, że golf to jest taki sport, gdzie tak naprawdę bardzo rzadko zdarzają się jakieś wyjątkowo utalentowane osoby. Tu trzeba ćwiczyć, tu trzeba spędzić miliony godzin na polu golfowym. Nie ma innej drogi. Talent to jeden procent, reszta to zacięcie i chęć do gry.
G&R: Masz jakichś sportowych idoli?
K.U.: Na pewno moim idolem jest Adrian Meronk. Obserwuję go i gram z nim od wielu lat z racji tego, że należymy do tego samego klubu golfowego. Jest naprawdę świetnym graczem. Z zagranicznych golfistów podziwiam także Tigera czy Rory’ego. Jeśli chodzi zaś o kogoś spoza golfa, to takim autorytetem pozostaje dla mnie Micheal Phelps, jeden z najlepszych sportowców na świecie, multimedalista olimpijski. Jest on dla mnie przykładem kogoś, kto osiągnął bardzo wiele dzięki swojej ciężkiej pracy. Pokazał światu, ile pracy trzeba tak naprawdę włożyć w sport.
G&R: Gdyby nie golf, zostałbyś…
K.U.: Kiedyś chciałem spróbować footballu amerykańskiego i tak sobie myślę, że gdyby nie golf, to może bym spróbował, chociaż nie wiem, co by z tego wyszło. Nie ma jednak co gdybać, bo na razie nie spróbuję – nie chcę się nabawić żadnych kontuzji. Może kiedyś – kto wie…
[fot]fot. strzalynafairwayu.pl[/fot]





