Now Reading
Miguel Angel Jimenez: Mechanik potrzebny od zaraz

Miguel Angel Jimenez: Mechanik potrzebny od zaraz

Uwielbia palić kosztujące małą fortunę cygara, upajać się aromatem  i smakiem najlepszych win, kolekcjonować ekskluzywne zegarki, a przede wszystkim mknąć krętymi drogami Costa del Sol swoim wystrzałowym Ferrari. Kiedyś przez pół roku pracował jako mechanik w lokalnym warsztacie samochodowym. Teraz marzy o kolejnym występie w europejskiej drużynie Ryder Cup.

Nie pomylisz z nikim innym. Łatwo rozpoznasz go już z daleka. Stąpa dumnie i z mnóstwem gracji jakby płynął kilka centymetrów nad ziemią. Jego charakterystyczna, nienaturalnie wyprostowana sylwetka sprawia wrażenie, że jej właściciel właśnie połknął trzonek 45 calowego drivera. Elementem podkreślającym umiłowanie wszystkiego co najlepsze jest zaokrąglony brzuszek, dobrze traktowany doskonałą, hiszpańską Paellą i ukochanym winem – Rioja. Jego bezcenne stopy pławią się w robionych ręcznie, specjalnie na zamówienie Mistrza, butach Gigi Nebuloni. Całość dopełnia charakterystyczna, ruda „kitka” wygospodarowana z wściekłej burzy, niemożliwie pokręconych włosów. Kiedy szykuje się do strzału ustawiony jest jakieś  40 stopni na prawo od celu. Mimo to jego piłki na przekór wszystkiemu i tak lecą tam gdzie on tego chce, o czym najlepiej świadczy „garść” zwycięstw na koncie. Znany jest wszystkim jako Mechanik i jeśli gdzieś w okolicach Malagi rozsypie ci się samochód, śmiało możesz się do niego zgłosić z naprawą.

Miasto winem płynące

Malaga to piękne miasto, położone nad Morzem Śródziemnym, u podnóża Gór Betyckich, w cudownym regionie Hiszpanii Południowej – Andaluzji. Jest dużym ośrodkiem  przemysłowym. Jednocześnie dzięki łagodnemu klimatowi uprawia się tam cytrusy oraz oczywiście … winorośl , z której powstaje znane na całym świecie wino. Znajdują się tam też duży port handlowy i rybacki, stocznia i baza marynarki wojennej. Od lat pięćdziesiątych XX wieku rozpoczął się tam gwałtowny rozwój turystyki. Do tej pory Malaga kojarzyć mogła się jako miejsce narodzin takich sław jak Pablo Picasso czy Antonio Banderas. Od teraz, powinna być przez nas utożsamiana z innym pełnokrwistym Hiszpanem, który przyszedł tam na świat …

Wyjątkowo zdolny caddie

Miguel Angel Jimenez, pochodzi z bardzo licznej rodziny, w dodatku drastycznie zdominowanej przez mężczyzn. Normalnie, posiadanie sześciu braci może być  okolicznością dość „obciążającą” jednak Miguel miał w całej tej sytuacji sporo  szczęścia. Otóż, najstarszy z braci – Juan był profesjonalnym golfistą i pewnego dnia poprosił on 14- letniego wówczas Miguela o pomoc w klubie, w którym pracował. Od tamtej pory Angel pracował jako caddie w Torrequebrada Golf Club.

Nadmienić trzeba, że były to te mroczne czasy, chyba jeszcze przed inkwizycją, kiedy caddie nie mógł legalnie być golfistą amatorem i grać na polu, na którym pracuje!  Oczywiście każdy szanujący się młody człowiek dorabiający targaniem ciężkich toreb, niewiele robił sobie z tej dziwnej reguły i łamał ją na potęgę, ćwicząc i grając na polu ile się tylko da, byle nie na oczach szacownych klubowiczów, lub co gorsza ojca dyrektora! Jak łatwo się domyślić nasz „Aniołek” był jednym z wielu perfekcyjnie omijających zakazy, zwłaszcza po potężnej dawce inspiracji, jaką zainkasował podczas rozgrywanego na „jego własnym polu”  w 1979 roku turnieju Spanish Open. Obserwowani na żywo Seve Ballesteros, Sam Torrance, czy Sandy Lyle nie pozostawili mu większego wyboru. Piętnastolatek postanowił pójść w ich ślady!

Dość szybko, bo już w roku 1982, w wieku osiemnastu lat przeszedł na zawodowstwo, by po sześciu latach, okraszonych czterema startami w morderczej Q-school dostać się w końcu do wyśnionego European Tour. Tam z kolei, po czterech latach zmagań,  podczas Piaget Belgian Open w 1992 roku, wywalczył wreszcie swoje pierwsze zwycięstwo wśród elity europejskiego golfa. W sumie zwyciężył w dziewiętnastu profesjonalnych turniejach, z czego w szesnastu z cyklu European Tour. W  latach w 1998, 1999, 2004 i 2008 uplasował się na czwartej, jak dotąd najwyższej pozycji w całorocznym  rankingu tych rozgrywek.

W 2009 roku podczas Open de France dokonał nie lada wyczynu, biorąc udział w swoim pięćsetnym turnieju. To wszystko w wieku 45 lat ! Na następny tak okrągły jubileusz pewnie trzeba będzie chwilę zaczekać.

A jak Albatros

Mimo wspaniałych wygranych, świetnych rund, niezliczonej ilości doskonałych zagrań jest coś szczególnego, dzięki czemu Jimenez przeszedł do historii, dostarczając przy okazji niemal mistycznego przeżycia swoim fanom. Albatros!!! To przy nim niemal każda „hole in one” wydaje się oklepana jak … kolejna edycja „Tańca z gwiazdami” . W dodatku ten magiczny strzał miał miejsce nie byle gdzie bo na hiszpańskiej Valderramie – jednym z najwspanialszych pól w Europie. To tam w  1994 roku, podczas finałowej rundy, kończącego sezon turnieju Volvo Masters, mając 194 metry do flagi, Jimenez posłał swoje drugie zagranie … wprost do siedemnastego dołka! Był to pierwszy albatros w historii zagrany w trakcie turnieju na tym niezwykle widowiskowym dołku.

Drążąc delikatnie temat albatrosów wiele z nich rzeczywiście było niezwykłych. W 2003 roku, na polu Kingsbarns doszło do kuriozalnej sytuacji, kiedy to Lee Westwood i Steen Tinning jako pierwsi w europejskich rozgrywkach zagrali swoje albatrosy, podczas tej samej rundy – jeden na dziewiątym, a drugi na trzecim dołku. ! Absolutne Mistrzostwo Świata!

Mimo to i tak  najsłynniejszym albatrosem jest bezsprzecznie ten z 1935 roku zagrany drewnianą czwórką, z 212 metrów,  na piętnastym dołku, finałowej rundy US Masters. Autorem tego genialnego zagrania, które doprowadziło do dogrywki i wygranej w turnieju był Gene Sarazen.

Jak dobrze naoliwiony mechani-zm

Jimenez  pod wieloma względami jest wyjątkowym golfistą. Oprócz bardzo wielu przymiotów ma jeszcze jedną niezwykłą cechę. Wydaje się, że wraz z upływem czasu jego forma rośnie. Jak sam to ujął : „Jestem jak dobre wino. Im starszy tym lepszy”. Szczególnie widoczne było to podczas rozgrywanego na początku lutego flagowego, europejskiego turnieju – Omega Dubai Desert Classic, gdzie w dramatycznej dogrywce 46-letni The Mechanic  pokonał młodszego o dziewięć lat, więc w sumie też już nie juniora , zajmującego trzecią pozycję w rankingu światowym – Lee Westwooda. Pozwoliło mu to zdobyć rekordowy, dziewiąty tytuł wywalczony … po czterdziestce. Po swoim sukcesie tak zdradzał kulisy wygranej: „ Nie zrobiłem NIC przez zimę, ale ZA TO potem, prawie każdego dnia, przez ostatnie DWA TYGODNIE byłem w siłowni…” Cóż za rozbrajająca szczerość! Nieprawdaż? Który jeszcze golfista światowego formatu odważyłby się przyznać, że zamiast pracowicie budować formę przed nadchodzącym sezonem, przebimbał całą zimę trzymając się tak daleko siłowni jak to tylko możliwe.

Jimenez ma za to swoją oryginalną teorię tłumaczącą świetną formę i golfową długowieczność; „Zawsze kontroluję czy mam w swojej diecie dużo dobrej hiszpańskiej oliwy z oliwek, która ma świetny wpływ na utrzymanie zdrowych kości i stawów”.  Okazuje się i w tym przypadku, że proste metody są najskuteczniejsze !

W poprzednich latach dwukrotnie z rzędu  zajmował drugie miejsce w Dubaju, a poprzednie turniejowe zwycięstwo miało miejsce w 2008 roku podczas BMW PGA Championship. Ten niespodziewany powrót do formy przesunął go na czwartą pozycję w rankingu Race to Dubai i na trzydziestą na świecie – dając prawo gry w nadchodzących turniejach wielkoszlemowych, w których siedmiokrotnie plasował się w pierwszej dziesiątce, z czego raz był drugi w 2000 roku w US Open,  a rok później trzeci w The Open.

Ryder Cup

Jeden z najważniejszych momentów jego kariery miał miejsce, kiedy kapitan drużyny europejskiej z 1997 roku – Seve Ballesteros poprosił go aby został nie grającym vice kapitanem i pomógł poprowadzić Europę do, jak się później okazało, niezwykle emocjonującego zwycięstwa na dobrze mu znajomej Valderramie. Dzięki temu doświadczeniu zrozumiał, że nie ma niczego, czego pragnąłby więcej niż GRA w Ryder Cup.

Marzenie to po raz pierwszy spełnił już dwa lata później.  W sumie podczas swoich trzech występów on i jego drużyna doświadczyła całego spektrum emocji. Od traumatycznej, jednopunktowej porażki, okraszonej dzikim dopingiem fanatycznych, amerykańskich kibiców w Brooklinie w 1999 roku, przez demolujące zwycięstwo pod wodzą Bernharda Langera w 2004 roku na polu Oakland Hills, gdzie na jego życzenie zaopatrzono pokój odpraw drużyny europejskiej w wino Rioja, ekspres do kawy i zapas cygar, po wysoką porażkę w 2008 roku w Valhalla Golf Club, pod dowództwem Nicka Faldo.

Najdziwniejsze, zważywszy zwłaszcza na tradycje słynnych hiszpańskich torreadorów, takich jak Ballesteros, Olazabal i Garcia jest to, że w przeciwieństwie do nich, jego dorobek w Ryder Cup, delikatnie ujmując – nie jest imponujący. Do tej pory w dwunastu rozegranych meczach zwyciężył tylko dwa razy, przegrał w siedmiu, a zremisował w trzech.

Nie byłby jednak prawdziwym wojownikiem gdyby jakieś cyferki odebrały mu chęć gry w kolejnym Pucharze Rydera. Zwycięstwo w Dubaju daje mu duże szanse na kolejny występ w ukochanym wydarzeniu sportowym.

O tym czy i w jakim stopniu Mechanik podreperuje rezultaty swojej drużyny okaże się już we wrześniu w walijskim Celtic Manor.

„Golf&Roll” nr 1/2010

fot. Sport/Gettyimages/Flash Press Media

 

Brak komentarzy (0)

Napisz komentarz

© 2025 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: NO81 Sp. z o.o., z siedzibą w/przy: ul.  Kazimierza Górskiego 1/416, 81-304 Gdynia