Mordercze osiemnastki
To jedyna znana nam osoba w Polsce, która podjęła się…
Sądzicie, że burza z piorunami, zawał serca oraz latające piłki to wszystko, co może grozić Waszemu zdrowiu, urodzie i samopoczuciu w trakcie gry w golfa? Jeśli tak… to dobrze, że czytacie ten tekst, bo być może uratuje on Wasze życie (o urodzie nie wspomnę). Parafrazując jeden z moich ulubionych polskich filmów „…Nic nie wiecie…, ale zaraz się wszystkiego dowiecie!”, przed Wami najgroźniejsze pola golfowe świata (kolejność przypadkowa).
1. Wulkaniczna lawa i wszędobylski popiół – Merapi Golf Course, Yogyakarta, Indonezja
Ludzie odwiedzają to miejsce ze względu na bliską lokalizację miasta Yogyakarta (nie mylić z Dżakartą), wspaniałą pogodę i niesamowite, majestatyczne wręcz widoki. Robi się jeszcze bardziej klimatycznie, kiedy zorientujecie się, że góra Merapi, która daje cień polu, to w rzeczywistości… aktywny wulkan. Jak bardzo aktywny? Dość bardzo, bo ostatnią erupcję zafundował miejscowym w 2010 r., zabijając przy okazji 350 osób. Warstwa popiołów, która pokryła całe pole (i resztę okolicy, rzecz jasna), została usunięta, a grę wznowiono. Jeśli zdecydujecie się na grę na tym polu, mała sugestia – w przypadku alarmów, wystrzałów albo innych komunikatów dźwiękowych nie kończcie dołka tylko zejdźcie z pola w trybie pilnym. Jeśli się nie zastosujecie do tej rady, macie spore szanse na znalezienie się na szycie listy nagród Darwina (wyróżnienie gwarantowane).
2. Snajperzy i pole minowe – Camp Bonifas, Panmunjom, Korea Południowa
Strefa zdemilitaryzowana, granica pomiędzy kochającymi się ponad wszystko Koreami, Południową i Północną, pola minowe i pole golfowe. Tak na prawdę to zaledwie jeden dołek, ale niech Wasza wyobraźnia trochę popracuje. Wieżyczka snajperska zaraz za greenem, 192 jardy poczucia lęku i lekkiej ekscytacji. No i jeszcze jedno – jak „zaciągniecie” i Wasza piłka poleci na out of bounds, to efekt będzie dosłownie i w przenośni wybuchowy. Według oficjalnego komunikatu, przynajmniej jedno takie uderzenie zakończyło się zdetonowaniem północno-koreańskiej miny. I wtedy pozostaje tylko zrobić dobrą minę do złej gry i wyciągnąć kolejną piłkę z torby. Wojskowi twardo utrzymują, że póki co nikt na polu golfowym nie zginął, ale jestem pewien, że to pole rozerwie Was na strzępy. Na pewno w przenośni.
3. Recydywiści i drut kolczasty – Prison View Golf Course, Angola, Luizjana, USA
Stanowy Zakład Penitencjarny w Luizjanie jest największym więzieniem o zaostrzonym rygorze w Stanach Zjednoczonych. W ramach placówki działa farma, radio oraz stacja telewizyjna. Poza tym od 2004 roku funkcjonuje tam także 9-dołkowe pole golfowe, zaopatrzone w tereny treningowe i domek klubowy. Żeby było jeszcze zabawniej, możecie tam zagrać za jedyne 10 dolarów. Zanim jednak zarezerwujecie tee-time, musicie przeczekać 48 godzin, w czasie których Was przemaglują i sprawdzą, czy czasem nie macie nic wspólnego z aktualnie osadzonymi. Potem jeszcze tylko rewizja osobista, przeszukanie auta i już z górki. Nie zapomnijcie zostawić broń i alkohol w zaciszu domowym, chyba że chcecie zostać tu dłużej niż na rundę. I jeszcze jedno. Bądźcie mili dla greenkeeperów – trawę tam koszą więźniowie, którzy mogą nienajlepiej odebrać narzekanie na zbyt wolne greeny.
4. Drapieżniki i hipopotamy – Skukuza Golf Course, Kruger National Park, RPA
Chociaż jego wymiary są dość standardowe – par 72, 5950 metrów z męskich tee i 5059 metrów z damskich – to nie myślcie, że jesteście na normalnym polu. Skukuza to kombinacja safari, mrożącej krew w żyłach krwawej przygody i rundy golfowej. Wybudowane w 1972 roku pole golfowe graniczy z jednym z największych parków narodowych Afryki. Lwy, słonie, leopardy, guźce, bawoły i inne dzikuny zapuszczają się na fairwaye i greeny regularnie. Nie wierzycie? Przeczytajcie wskazówki na karcie wyników. Dowiecie się z niej między innymi, że w przypadku spotkania czegoś z powyższej listy, nie należy uciekać, bo zwierzę poczuje, że ma przewagę i prawdopodobnie zacznie Was ścigać (i dogoni)! I jeszcze jedno – trzymajcie się możliwie daleko od wody, hipopotamy są duże, zabójcze i nie boją się ani Was, ani Waszych kijów golfowych. Traktorów i kosiarek też się nie boją, bo informacji o atakach na pracowników jest sporo…
5.Choroba wysokościowa i porywy wiatru – Jade Dragon Snow Mountain Golf Club, Lijiang, Yunnan, Chiny
Z pewnością znajdziecie tutaj niesamowite a nawet zapierające dech w piersiach widoki. Nie mniej zapierająca jest długość pola – konkretnie 8 548 jardów, co czyni go najdłuższym polem golfowym świata (wcześniej rekord należał do International Country Club, które miało 8 350 jardów z „tygrysich tee”). Wśród morderczo rozciągniętych dołków znajdziecie par 5 o długości 711 jardów (i dwa kolejne powyżej 680 jardów), 525-jardowy par 4 i 270-jardowy par 3. Ten obiekt znajduje się ponad 3 kilometry nad poziomem morza, co powoduje, że piłka leci znacznie dalej (gęstość powietrza jakby ktoś nie wiedział). Niestety, poza tym, że leci dalej, skręca też równie chętnie, dlatego nawet najlepsi golfiści mają problem z przełamaniem tam magicznej bariery 80 uderzeń. Golfistom z kłopotami oddechowymi odradzam rundy na Jade Dragon – trzeba mieć wytrzymałość Ironmanów, żeby dziarskim krokiem przejść tego potwora.
6. Wilgoć i piekielna dżungla – Ko’olau Golf Club, Kaneohe, Oahu, Hawaje
Deszcz tropikalny, poziom wilgoci, który potrafi być nie do zniesienia, cienie rzucane przez majestatyczne góry i koszmarna osiemnastka. Konkretnie koszmarnie trudna. Wybudowana w 1992 roku za, bagatela, 82 miliony dolarów. Chociaż długością może nie powala (7310 jardów), to jednak niech Was to nie zwiedzie. Rekord pola to 67 uderzeń, chociaż wielu amatorów robi tutaj tyle samo uderzeń na 9 dołkach. Manager pola, Ken Terao, nie pozostawia złudzeń – zabierzcie ze sobą przynajmniej tak dużo piłek golfowych, jaki jest Wasz aktualny handicap. W razie opuszczenia fairwaya, bierzecie nową piłkę, ponieważ zejście z niego do dżungli na 200% zakończy się bliskim spotkaniem z pająkami, wężami i innymi trolingsami. Dzieła zniszczenia dodają głębokie jary, które powodują, że każde uderzenie, które nie doleci do celu, jest w zasadzie stracone. Przez to wszystko slope pola wynosi, według USGA, od 152 do 162!!! P.S. Chi Chi Rodriguez zagrał tutaj 88!
7.Hipotermia – World Ice Golf Championship, Uummannaq, Greenlandia
Najbardziej wysunięte na północ pole golfowe świata, całkowicie uzależnione na nastrojów i wahań pogody, zaprojektowane przez naturę, wyżłobione przez lód. Każdego roku w marcu z krajobrazu fiordów i gór lodowych wyłania się 9-dołkowe pole golfowe. Szaleńcy (może w przyszłości i Wy) rozgrywają wówczas 36-dołkowy turniej (jedyny organizowany na kole podbiegunowym). Jak to wygląda? Lodowe greeny, czerwone piłki i -50 stopni Celsjusza. No i możecie doświadczyć dodatkowych atrakcji, spotykając foki albo niedźwiedzie polarne. Zawodnicy, którzy znają temat, powtarzają „nie pytaj mnie o mój wynik, ja tu próbuję po prostu nie umrzeć”. Przed grą musicie podpisać oświadczenie, że w przypadku śmierci nikt (z Waszą rodziną włącznie) nie będzie pociągać organizatora imprezy do odpowiedzialności. No i pamiętajcie, żeby nie oddalać się od grupy, bo mogą Was znaleźć dopiero po kilku latach…
8.Talibowie, upał i miny lądowe – Kabul Golf Club, Kabul, Afganistan
Pole otwarte w 1967 roku, miało pierwotnie 6 dołków, ale po trzech dekadach od zamknięcia (Talibowie kategorycznie zakazali sportów) i ponownym otwarciu zmieniono obiekt na 9-dołkowy. Zanim to jednak nastąpiło, trzeba było teren oczyścić z… min lądowych, bowiem w tak zwanym międzyczasie przekwalifikowano teren ten na miejsce szkoleń wojska. Wojsko wyszło, min niby też nie ma, ale podejrzewam, że kilku „szczęśliwców” będzie miało tam wybuchowe uderzenia. Za jedyne 15 dolarów możecie sami to sprawdzić. No i plus jest taki, że na polu nie ma ani jednej przeszkody wodnej. W zasadzie to wody w ogóle nie ma w całej okolicy. Weźcie butelkową, bo o odwodnienie w tych rejonach nietrudno.
9.Jumbo Jety vs. piłki – Kantarat Golf Club, międzynarodowe lotnisko Don Mueang, Bangkok
Jest wiele pól golfowych znajdujących się w okolicach portów lotniczych. Jednakże to pole jest umiejscowione bezpośrednio na lotnisku, a konkretniej między dwoma głównymi pasami startowymi. Musicie sobie zatem poradzić z przerażającym rykiem silników Jumbo Jetów, oraz z turbulencjami zmieniającym w znaczący sposób lot piłki. Z pewnością już chcecie tam jechać, ale, niestety, chwilowo pole zostało zamknięte przez ochronę lotniska z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów. Mam nadzieję, że zmienią zdanie – niecodziennie człowiek ma szansę zginąć w katastrofie lotniczej, stojąc na ziemi lub spowodować takową, grając tee shota. Swoją drogą, przypomina mi to nieco poznańskie poletko, gdzie samoloty lądują zaraz obok. Aż łezka się kręci!
fot. Roman Road Golf Club





