Oda do… greenkeeperów
Były prezes PGA Polska, organizacji zrzeszającej zawodowych golfistów. Wielki promotor…
Wczoraj grałem ostatni turniej w tym roku na moim polu golfowym w Gut Laerchenhof. Wprawdzie zająłem trzecie miejsce, ale to nie jest ważne. Czym naprawdę byłem zaskoczony, to było przygotowanie bardzo szybkich greenów, które były skoszone i wyprasowane. Nie było prawie żadnych liści na fairwayach i w roughach . Poranna rosa została ściągnięta przy pomocy liny.
Od dzisiaj zaczęły się przygotowania pola na zimę i przyszłoroczny sezon, łącznie z turniejem European Tour BMW International. Rano pomyślałem, że przyjmujemy pracę greenkeeperów jako rzecz normalną, której się spodziewamy tak samo jak sprzątania ulicy. A jednak jest inaczej: greenkeeperzy są to partnerzy naszej gry i naszych handicapów. Codziennie wstają o samym świcie, aby przygotować nasz stadion. Najpierw naprawiają divoty, pitchmarki i ślady po naszych butach w bunkrach (z poprzedniego dnia), a potem „pieszczą” dla nas fairwaye i roughy, ręcznie koszą greeny, aby nasza piłka bez przeszkód wpadała do dołka.
Dobry greenkeeper i jego załoga to 50% sukcesu każdego pola golfowego. To właśnie na dobrze przygotowane pola z chęcią wracamy. Greenkeeping to nie tylko „man power”, to też specjalistyczne maszyny, które są bardzo drogie i o które trzeba codziennie dbać. Dobry greenkeeper musi też zaplanować okres pracy tych maszyn i ilość paliwa, które w tym czasie spalą. W dzisiejszych czasach posługują się oni GPS- em, aby maszyny jeździły jak najkrótszą drogą. Dobry greenkeeper wie też, że on ma pracę, bo są golfiści. Zatem jeżeli jest w pobliżu gracza, to wyłącza silniki, aby mu nie przeszkadzać w uderzeniu. Zawsze jeździ „pod prąd”, a nie za grupą graczy. I z tego powodu greenkeeperzy i gracze rzadko spotykają się na polu golfowym. Ja jednak gdy ich spotykam podczas gry, zawsze mówię „Dzień dobry” i dziękuję za ich pracę.
U nas w klubie raz w roku urządzamy party dla członków i greenkeeperów, aby się wymienić uwagami oraz jak również lepiej poznać ludzi, którzy są odpowiedzialni za nasze stadiony. Greenkeeperzy też chcą wiedzieć, co my myślimy o ich pracy, mimo że to przecież nie my ich bezpośrednio opłacamy. Większość greenkeeperów umie grać w golfa i to na poziomie, o którym niektórzy amatorzy mogliby tylko pomarzyć. Podczas budowy pól golfowych, główny greekeeper jest już zatrudniony do współpracy z architektem, bo to on właśnie musi wiedzieć, co się dzieje pod murawą. My golfiści widzimy tylko 10% pola golfowego, cała reszta jest ukryta pod ziemią.
Jeszcze raz dziękując wszystkim greenkeeperom za ich wysiłek dla mojej przyjemności, zdejmując przed nimi czapkę. Chapeau!
fot. strzalynafairwayu.pl





