Aktualne informacje dotyczące golfa w Polsce i na świecie, szereg…
Siedzę. Godzinę, dwie, mija trzecia i siedzę. Kot dawno się znudził, zrzucił klawiaturę, zaanektował kolana, włączył silnik i leży. Ja twardo, jak medytujący jogin, siedzę.
Pustka w głowie, tylko w uszach Miles Davis z Johnem Coltrane’em zachwycają jazzowymi standardami, ale nie pomagają. Mają w trąbach moje dylematy, gdzie tym razem polecieć.
Po golfowych, zimowych w lecie, doświadczeniach z Norwegią, priorytety co do kierunku geograficznego się ustabilizowały. Po prostu, ma być ciepło, niedrogo, niedaleko. Oczywiście, w okolicy lądowania powinno znaleźć się minimum 6 pól golfowych.
Zadzwoniłem do mojego zamorskiego przyjaciela z prośbą o pomoc. Nie na temat tego, gdzie w jesienny czas się przemieścić, ale jak poradzić sobie z nową, krzywo latającą hybrydą. Z hybrydą nie pomógł, nadal krzywa, ale myśl taką podsunął: „A grałeś w Marrakeszu?”. „Nie grałeś”, wymruczał kot i ponownie zasnął.
Maroko kołatało mi się w głowie od czasów egipskiego golfowego zauroczenia. Nie umiałem jednak takiego wyjazdu poskładać w konkretny plan.
Po nie najlepszych doświadczeniach z indywidualnym pobytem w Turcji, wolałem przy wyjeździe do arabskiego kraju skorzystać z biura podróży, które dałoby mi przelot i hotel ze śniadaniem. Za radą zamorskiego przyjaciela i kota rozpocząłem składanie Marrakeszu. Czternaście pól w okolicy, z marokańskiej czterdziestki, zachęcało do poszukiwań. I wtedy zaczęły się schody…
Dla wszystkich polskich biur podróży Maroko to pobytowo-plażowy Agadir (w okolicy tylko 4 pola) lub objazdówki o kuszących nazwach „mozaika Północy”, „Cesarskie miasta de luxe”, czy też „Spotkanie z Marokiem”. Marrakesz doklejany jest do ofert w formie jednodniowej wycieczki fakultatywnej.
Z pomocą przyszło niemieckie biuro podróży. Lot z Berlina, siedem dni ze śniadaniem w centrum hotelowym Marrakeszu zaoferowało za 839 euro i to z Caddie w pakiecie. Samochód odebraliśmy na lotnisku i mogliśmy rozpocząć marokańską przygodę.
Al Maaden Golf Course
- Par: 73
- Architekt: Kyle Phillips
- Długość: 6 569 m
- Rok założenia: 2010
- Green fee: 99 euro / Buggy: 40 euro
Dojazd na pole to off-roadowa przeprawa przez rozbabrany plac budowy, a potem zaczyna się pięknie, zaryzykuję nawet, że bardzo pięknie. Oczywiście poza krajobrazami, które też są placem budowy. Niedokończone budynki, dźwigi, sterty kamieni. Na jałowej pustynnej ziemi wyczarowano zielone golfowe oazy. Wyczarować to jedno, ale utrzymać je w dobrej kondycji to już inna sprawa. Pole Al Maaden daje radę. Fairwaye, greeny i bunkry w idealnym stanie. Piaskowe przeszkody w trzech kolorach: żółtym, czerwonym i białym. Nie dość, że kolorowe, to jeszcze całe ich zatrzęsienie.
Architekt pola musiał być czarodziejem, że potrafił z tego dość płaskiego terenu zrobić je tak niejednoznacznym. Cały czas coś się dzieje.
Środkowe dołki obu dziewiątek wyposażone zostały w ogromne wodne konstrukcje przypominające stawy do hodowli łososia. Zjechałem pół golfowego świata i czegoś takiego nie widziałem. Bunkrów w trzech kolorach też nie widziałem. Byłem tak zadziwiony łososiową konstrukcją, że straciłem w wodnych odmętach 4 piłeczki. Pole też udostępniło swoje hektary na plenerową wystawę nowoczesnej rzeźby.
Al Maaden jest bardzo długie, tak więc ten, co lubi długo, i ten, co lubi krócej, znajdzie swoje znaczniki. Na koniec dobra wiadomość – wszystkie uderzenia otwierające lądują na zielonym, tak szeroko. Kolejne uderzenia, to już inna, trudniejsza technicznie, przygoda.
Zdecydowanie polecam. Każdy poziom golfowego doświadczenia znajdzie na tym polu coś dla siebie.
Rotana Palmeraie Golf Club
- Par: 72
- Architekt: Robert Trent Jones Sr.
- Długość: 6 214 m
- Rok założenia: 2009
- Green fee: 99 Euro / Buggy: 40 Euro
Wjazd na pole, a właściwie do golfowego resortu Rotana Palmeraie przytłacza skromnego golfistę ogromem, a piękno domku klubowego, oczywiście w stylu mauretańskim, onieśmiela. Będzie drogo – to pierwsza myśl i myśl się nie pomyliła. Green fee, jak wszędzie, ale markową odzież, no właśnie, Caddie zauważyła. Nie ceny zauważyła, kurtki zauważyła. Oczywiście karty nie miała, ale za to kurtkę dostała.
Z racji otaczającego mnie bogactwa, przed grą wyobraziłem sobie soczystą zieleń fairwayów, szybkość greenów powyżej jedenastu. Ile to jedenaście, pojęcia nie mam, ale tak sobie wyobraziłem. Niedawno byłem świadkiem mierzenia prędkości greenu na Kalinowych. Marshall puścił piłeczkę z jakiejś krzywej deski, a po jej zatrzymaniu policzył kroki i dumnie oświadczył – dziewięć. Śmigają, co? Czyli pole Rotana wyglądało przed grą na jedenaście.
Nie było jedenastu, nie było soczystozielonych fairwayów, jakość utrzymania trochę kulała. Nie czepiałbym się, gdybym wcześniej nie zagrał na polu Al Maaden.
Zapomnijmy jednak o tych drobnych niedoskonałościach i przejdźmy do pola. A jest do czego przechodzić, ponieważ jest to cud golfowej architektury. Tak jak Al Maaden można by nazwać afrykańskim linksem, tak Rotana mogłaby być afrykańskim polem parkowym. Tysiące palm, poprzetykanych drzewkami oliwnymi. Przepiękne jeziora z palmowymi wyspami. Żółwie, kaczki, czaple i inne sikorko-skowronki. Był nawet jeden bocian i to z Sulechowa.
Pole trudne, chociaż otwarcia wybaczające. Greeny chronione przez bunkry jak Toledo przed Maurami. Wciśnięcie się między nimi, tymi bunkrami, pod dołek to duży kłopot. Piękne i częste dog-legi dokręcają techniczną śrubę.
Generalnie pole wpisuje się w egipskie klimaty, co traktuję jako duży komplement. Grać. Naprawdę warto. Piękne, wymagające i ten domek klubowy!

Royal Golf Marrakech
Old Course – Red and Green (18 dołków)
- Par: 72
- Architekt: Golias and Massy
- Długość: 5 871 m
- Rok założenia: 1927
New Course „Menara” – Blue
- 9 dołków
- Par: 36
- Architekt: Gery Watine i Thierry Sprecher
- Długość: 3 072 m
- Rok założenia: 2008
- Green fee: 95 euro / Buggy: 45 euro
Royal Golf Marrakech, ulubione pole nieżyjącego już Jego Wysokości Króla Hassana II, jest drugim najstarszym polem golfowym w Królestwie Maroka. Wiele sław odwiedziło to pole. David Lloyd George, brytyjski mąż stanu, grał tu wielokrotnie. Winston Churchill, przed II wojną światową, był stałym bywalcem. Późniejszy prezydent USA, generał Ike Eisenhower też, ale czy grywał z Churchillem, tego nie wiem. Ale grywał. No to nieźle wdepnąłem! Szczególnie, że na podjeździe stały dwa Maybachy, a parkowanie naszego Clio skutecznie utrudniał Aston Martin. Skuliłem się w sobie i pomaszerowałem do recepcji najpiękniejszego domku klubowego świata. Tak kiedyś stwierdzili Amerykanie. A Amerykanin zawsze rację ma, chyba, że głosuje na Trumpa, to nie ma. Domek to klimatyczny, w stylu kolonialnym, nie przytłaczający wielkością.
Uwaga! Jeżeli chcesz coś zjeść po rundzie, zarezerwuj stolik przed rundą. A najlepiej miesiąc wcześniej przy okazji załatwiania tee time. Jeżeli już ci się uda zasiąść, to do 15.30 dostaniesz przystawki, kuchnia musi się nagrzać. Nie zasiadłem, ale się napatrzyłem. Każda krewetka ma na talerzu swoje, z góry, wyznaczone miejsce. Ogonek musi patrzeć w górę, między ogonkami jest przerwa na zdobienie, a przed podaniem, jeszcze w kuchni, kelner robi selfie krewetce. A tłum nienasyconych gry i jadła golfistów czeka.
To 27-dołkowe pole jest oblężone. Każdy chce zagrać na najsłynniejszym dołku par trzy „Brigitte Bardot”. Król nazwał, wszyscy podziwiają. Rzeczywiście dołek jest przepiękny. Dwa wzgórza z przecinającym je bunkrem pośrodku są w swoim wyrazie dość jednoznaczne. Chociaż ja z racji swojego zawodu mogłem mieć też i inne skojarzenia. Pole ma 3 dziewiątki. Osiemnastkę Old Course (to ta z 1927 roku) i doklejoną w 2008 roku dziewiątkę New Course. Może w pierwszej kolejności, rozprawię się z nową. W zasadzie nie różni się niczym od starej i niczego nowego nie wnosi. Pewnie powstała, żeby rozładować tłum. Nie grać! No to teraz Old Course. Mnie nie porwało. Mało afrykańskie, a w zasadzie kompletnie nie afrykańskie. Pole w stylu europejskim, parkowym. Dużo zieleni, dość wąskie fairwaye, tee shoty bez szans na uderzeniową nonszalancję. Brak precyzji to brak piłeczki albo przetrącona antylopa. Co do antylop – biegają pojedynczo lub w stadzie, ale są na tyle małe, że trudno w nie trafić. Nawet zdjęcie trudno zrobić. Takie pola mogę grać w Hiszpanii, Portugalii, ale w Maroku wolałbym coś w pustynnym stylu. Co to jest styl pustynny? Duże przestrzenie, wycięte w piachu fairwaye, żółto po horyzont. Żółto po horyzont to tylko marzenie. Afryka się buduje. Wszędzie budowlany bałagan. Pole Royal Marrakech nie jest zabudowane, bo i nie ma na to miejsca.
Fairmont Royal Palm Golf
- Par: 72
- Architekt: Cabell Robinson
- Długość: 6 608 m
- Rok założenia: 2013
- Green fee: 110 euro / Buggy: 45 euro
To pole to marokańska rozkosz. Czym jest marokańska rozkosz? Dla Marokańczyka nie wiem. Dla mnie to takie pola golfowe jak Fairmont Royal Palm Golf.
Zamknij oczy, drogi czytelniku, otwórz, musisz przecież o rozkoszy przeczytać, a jak przeczytasz, zamknij i oddaj się swojej wyobraźni.
Nieograniczone przestrzenie aż po pasma ośnieżonych gór Atlasu. Zielone, wydarte pustyni fairwaye. Palmowe doliny, oliwkowe gaje, setki niewiarygodnie powycinanych bunkrów. I to wszystko należy do ciebie… Płacisz ogrodnikowi 110 euro i swojemu przewodnikowi, obligatoryjnie, 20.
Graliśmy z włosko-angielskim małżeństwem. Ona roześmiana, radosna kontaktowa. On wstrzemięźliwy, małomówny, nieuznający gry netto, zresztą brutto też mu nie wychodziło.
Po nieudanej grze przemówił z typową angielską flegmą: „Dzień zapowiadał się pięknie. Pogoda była wyśmienita. Przepiękne pole, a widoki zapierały dech w piersiach – co za beznadziejny dzień”. Powinno się produkować takie wyszywane makatki do zawieszenia nad łóżkiem.
Sam wjazd do resortu to estetyczne doznanie. Domek klubowy bez szaleństw, natomiast pomieszczenia wypoczynkowe to już marokański majstersztyk. I ten spokój. Po polu Royal Marrakech, gdzie golfiści prawie się tratują, tutaj cisza, ćwierkająca natura i przemykający na horyzoncie pojedynczy golfiści. Przepięknie. Caddie wybrała to pole jako najpiękniejsze. Na razie. Przed nami jeszcze trzy.

Assoufid Golf Club
- Par: 72
- Architekt: Niall Cameron
- Długość: 6 440 m
- Rok założenia: 2014
- Green fee: 110 euro/ Buggy: 45 euro
Poranek zapowiadał się pięknie. Żadna chmurka nie kleksiła nieba. Zefirek psotnik ukrył się między pióropuszami palmowych liści. Wierne Clio cierpliwie czekało pod hotelowymi drzwiami. „Czas na golfa”, zakrzyknęła Caddie i ruszyliśmy w marokańskie nieznane. Nie spodziewałem się, że dwa miesiące przed Bożym Narodzeniem dostanę najcudowniejszy prezent pod choinkę – pole golfowe Assoufid.
Egipt odwiedziłem dwukrotnie. Najpierw pola golfowe nad Morzem Czerwonym, potem wszystko co było do zagrania wokół Kairu. Jeżeli jesteście stałymi czytelnikami najwspanialszego magazynu golfowego „Golf&Roll” może pamiętacie, jak egipskie pola mnie zachwyciły, szczególnie kairskie perełki. Wybierając się do Maroka, na takie pola liczyłem, ale dopiero piąte z zagranych spełniło moje marzenia. Było czysto egipskie! Assoufid to cudownie zielone fairwayowe wstęgi położone na twardym pustynnym piachu. To setki palm, drzewek oliwnych, kaktusów. Falujący teren tworzący przepiękne doliny, wykroty, pagórki. Pojedyncze karawany golfistów przemieszczające się w ciszy z dala od golfowych pobratymców. Tak powinien wyglądać afrykański raj. A może i tak wygląda.
Czy pole jest trudne? Myślę, że nie. Otwarcia są wybaczające pod warunkiem, że jesteś odporny mentalnie. Ciągłe przebijanie się do zielonego przez pustynię działa deprymująco na wyobraźnię. Długie dołki par trzy. Dużo, niezależnie od pustynnego piasku, bunkrów.
Masz dobry dzień i piłki latają jak po sznurku, pole wydaje się łatwe. Grasz normalnie, to wtedy jest trudne. Fairmont Royal Palm zdetronizowane! Assoufid to najpiękniejsze z dotychczas zagranych – tak twierdzi Caddie, a ja potwierdzam. Niestety, smog z Marrakeszu dociera i na to pole. Zaśnieżone szczyty gór Atlas ledwo widoczne. Nie wierzcie zdjęciom reklamowym. Atlas to fatamorgana i kunszt fotografów z teleobiektywami. Góry oddalone są przecież o 60 kilometrów.

Samanah Country Club
- Par: 72
- Architekt: Jack Nicklaus
- Długość: 6 700 m
- Rok założenia: 2013
- Green fee: 100 euro/ Buggy: 45 euro
Pole bliźniacze w stosunku do wcześniejszego Assoufid tylko biedniejsze w urozmaiceniu. Oczywiście góry Atlas są, ale daleko i zamglone.
Jak przystało na pole golfowe spod ręki Jacka Nicklausa trzeba walczyć z dużą i podłużną wodą, wokół której biegnie kilka dołków. Stary numer Jacka. Tym razem niezbyt kłopotliwy.
Pole bardzo zadbane. Setki świeżo posadzonych roślin, piękne teksańskie kaktusy. Trudne wejścia na greeny i dużo jak to w Marrakeszu bunkrów.
Pole w moim ukochanym, afrykańskim, stylu. Dużo pustyni z fairwayowymi wyspami zieleni. Może bez wielkiego „wow”, ale dające dużo golfowej frajdy.
Fantastyczna kawa – i jak przystało na producenta kawy, którym jest Maroko – włoska.
Atlas Golf
- Par: 33
- Architekt: Alain Prat
- Długość: 2 380 m
- Rok założenia:
- Green fee 9/18 dołków: 40/60 euro
Miała to być „zapchajdziura” w oczekiwaniu na lot powrotny do Polski, a okazało się najpiękniejszą lotniskową poczekalnią i wyjazdowym odkryciem.
Pole 9-dołkowe, 7 minut jazdy samochodem od lotniska, jest wedlowską bombonierką, w której każdy dołek jest rajską czekoladką. Nawet pawie zdobią ten nieziemski ogród. Górki, dolinki, wodospady, kamienne mostki i to tylko za 180 zł za dziewiątkę.
Komu za mało wrażeń może zanurzyć się w degustacji marokańskiej kuchni – dwie restauracje. Może przenieść się w świat gwiazd za pomocą największego teleskopu w Maroku i zakończyć przygodę w relaksującym SPA.
Zagraliśmy 18 dołków, zjedliśmy przepyszny obiad i zdążyliśmy na samolot. Do zobaczenia Maroko!
PODSUMOWANIE:
Uwielbiam egipskie pola golfowe, szczególnie te wokół Kairu. Tyle tylko, że aby je skonsumować, trzeba za każdym razem przebijać się przez komunikacyjne piekło 10-milionowego miasta. Marrakesz to co innego. Czteropasmowe ulice, cywilizowany, w miarę, ruch. Jedyne zagrożenie to kłębowiska skuterów, nieprzestrzegających żadnych reguł.
Największym atutem Marrakeszu są odległości do pól golfowych. Z hotelowej dzielnicy Al Mazar do każdego pola jedzie się nie dłużej niż 20 minut. To w greckim Costa Navarino, resorcie z 4 polami, dojazd na obiekty zajmuje więcej czasu.
Również odległości do miejsc, które turysta musi zaliczyć, nie były dużo większe. Temperatura 30 stopni i to w październiku umila grę, niskie ceny za wejście na pole, w porównaniu z europejskimi standardami, i ich uroda poprawiają nastrój.
Dla naszego teamu Marrakesz jest golfowym odkryciem sezonu 2024. Już na wiosnę szykuję się do powrotu. Tym razem chciałbym odwiedzić nadmorskie pola okolic Agadiru. Będzie łatwiej, cała plażowa Polska tam lata, więc wybór wycieczek powinien być przeogromny.





