Now Reading
Śmignij tym kijem, smarkulo! Historie, których nie planowaliśmy

Śmignij tym kijem, smarkulo! Historie, których nie planowaliśmy

W pawilonie obok domu w Bojanie wieczory mają swój własny rytm. Słychać, jak kij uderza w piłkę, która miękko odbija się od ekranu. Świst golfowego kija miesza się ze śmiechem i okrzykami radości. Dla Aleksandry, Marcina i ich czwórki dzieci golf przestał być weekendową odskocznią – stał się elementem życia rodzinnego, w którym chętnie uczestniczą domownicy i ich znajomi.

Zaczęło się zupełnie niewinnie. Syn podarował ojcu Marcinowi voucher na lekcję z legendarnym trenerem na Tokarach Wacławem Laszkiewiczem. „Zobaczyłem faceta, który zaczął grać po pięćdziesiątce i był absolutnie zafascynowany tą grą. Pomyślałem: to coś dla mnie! Byłem zachwycony”, wspomina Marcin. Atmosfera, jaką potrafił stworzyć trener Laszkiewicz, była niepodrabialna. „Podczas treningów, na które chodziliśmy wspólnie z Marcinem, rzucał do mnie bez ogródek: «Śmignij tym kijem, smarkulo»”, śmieje się Ola. „I wiecie co!? Od razu czułam się młodsza o dwie dekady. To było tak rozbrajające, że aż chciało się śmigać jak nastolatka. No i «śmigam» do dziś”.

Jedna lekcja wystarczyła, by zaszczepić nową pasję. Wkrótce grali już wszyscy: Marcin, Ola i dzieci – Damian, Mateusz, Michał i najmłodsza córka Wiktoria. A potem przyszła myśl, by golf przenieść jeszcze bliżej domu. Dosłownie.

„Najpierw myśleliśmy o basenie albo jacuzzi, ale z czasem stwierdziliśmy, że bardziej cieszyłby nas domowy symulator golfa. Obok domu postawili drewnianą przybudówkę, a firma SIM Golf zaprojektowała i zamontowała w niej cały system: ekran uderzeniowy, radar Trackman, projektor oraz wykładzinę imitującą trawę prawdziwego fairwaya. „ Teraz możemy chwycić za kije i zagrać o dowolnej porze”, opowiada Marcin, oprowadzając nas po pawilonie. Mateusz dodaje z dumą: „Gramy nawet w klapkach i ręczniku. Jacuzzi mamy przecież tuż obok”.

SIM Golf tworzy symulatory szyte na miarę, oferując pełne doradztwo, kompleksowy montaż i stałe wsparcie techniczne. Fot. G&R/Filip Klimaszewski
Golfowy symulator może stać się miejscem integrującym całą rodzinę. Fot. G&R/Filip Klimaszewski

To co, dziewiąteczka po obiedzie?
To miejsce tętni życiem. „To co, dziewiąteczka dzisiaj?” – wystarczy jedno hasło rzucone przy obiedzie i wszyscy wiedzą, że wieczór jest zaplanowany. „Najczęściej zaczynamy spontanicznie. Kto ma wolny czas, ten puka do pozostałych pokoi i zbiera resztę”, opowiada Damian, najstarszy z trzech synów.

Bywa, że grają o 20, czasem o 22, a gdy następnego dnia nikt nie musi wstawać do pracy czy do szkoły, uderzenia słychać jeszcze grubo po północy.
Ale w tym miejscu są spotkania nie tylko przy golfie. Pomieszczenie służy jako kino domowe czy miejsce spotkań. „Mamy tradycję rodzinnych wieczorów. Robimy coś dobrego do jedzenia, śmiejemy się, oglądamy filmy, rozmawiamy. Czasem dzieci zapraszają znajomych, urządzają tu nocowanki. Rano są już przed domem i grają w piłkę, zanim my zdążymy się obudzić”, opowiada Aleksandra.

Ta przestrzeń naprawdę żyje. Na ścianach – zdjęcia z wyjazdów, z gry na polach, tablice rejestracyjne z podróży, drobne pamiątki. Obok ekranu – torby z kijami każdego gracza, sofa do oglądania i kibicowania podczas rozgrywek. Jest przytulnie i rodzinnie.

Element równowagi
Rodzina zgodnie przyznaje, że choć golf nie zdominował ich życia, to zdecydowanie nadał mu nowy, przyjemniejszy rytm. „Każdy z nas jest aktywny”, mówi Marcin. „Dzieci mają swoje pasje, my z żoną poza prowadzeniem własnej firmy jesteśmy mocno zaangażowani w lokalną społeczność. Prowadzimy młodzieżową grupę przy parafii. Golf jest dla nas raczej wieczornym resetem, sposobem na złapanie oddechu po całym dniu”.

„Ja sam mam problem, żeby zakończyć dzień bez choćby kilku uderzeń”, przyznaje z uśmiechem. „Golf jest piękny, ale potrafi też naprawdę wciągnąć. Widziałem już takie historie. Dlatego od początku mieliśmy z Aleksandrą jasną zasadę: harmonia przede wszystkim. Obiecaliśmy sobie, że golf będzie częścią naszego życia, a nie jego centrum. I tego trzymamy się do dziś”.

Domowy symulator dopełnia putting green przed domem. Fot. G&R/Filip Klimaszewski

Technologia, która się sprawdza
Za realizację projektu odpowiadała firma SIM Golf, specjalizująca się w projektowaniu i budowie symulatorów. „Znajomy polecił nam Stefana, właściciela firmy. Po kilku spotkaniach było jasne, że trafiliśmy na prawdziwego profesjonalistę”, wspomina Marcin. „Wszystko dobrane idealnie: ekran, komputer, oświetlenie. Sprzęt działa bezbłędnie. Przez cały rok ani razu się nie zawiesił”.

Rodzina postawiła na Trackman iO Home – w pełni wystarczające rozwiązanie domowe. „Jest to urządzenie zamocowane pod sufitem. Nie zajmuje miejsca, a całą wolną przestrzeń można wykorzystać na wiele sposobów”, dodaje Damian, przechodząc obok bieżni.

Aleksandra zwraca uwagę także na estetykę. „Kiedy usłyszałam, że Stefan jest architektem, wiedziałam, że będzie dobrze. Że wszystko będzie miało smak i spójność. I rzeczywiście – wyszło pięknie. Dołożyliśmy też coś od siebie”.

„Wisienką na torcie jest fototapeta z pola Pebble Beach. Zakochaliśmy się w tym miejscu podczas podróży, więc zamówiliśmy grafikę na całą ścianę”, dodaje Marcin.

Golf w życiu domowników
Każdy członek tej rodziny odnalazł w tym miejscu coś swojego. Damian – codzienny ruch i możliwość zrobienia treningu wtedy, kiedy ma ochotę, bez wychodzenia z domu. Mateusz – naturalną przestrzeń do bycia razem, do wspólnego śmiechu i zdrowej rywalizacji. Michał – idealne miejsce, by zaprosić kolegów, pograć, pogadać i po prostu być nastolatkiem. Wiktoria – czas z rodziną, w którym nikt się nigdzie nie spieszy. A Aleksandra? „Dla mnie najważniejsze jest to, że mąż gra w domu. Nawet gdy jestem w kuchni, i tak jesteśmy razem. Golf stał się częścią naszego rytmu dnia”, podkreśla.
I właśnie ten rytm – spokojny, prawdziwy, miękko wpleciony w codzienność – sprawia, że ich historia nie brzmi jak marketingowa opowieść, lecz jak fragment zwykłego życia. Życia, w którym pasja nie musi zagarniać wszystkiego, by nadawała sens i radość.

To opowieść o tym, że można kochać golfa, a jednocześnie się w nim nie zatracić. Że domowy symulator to nie „technologiczna zabawka dla wybranych”, ale most – prosty sposób, by pasję wprowadzić tam, gdzie jest najważniej: do domu, między bliskich, między codzienne obowiązki.
I wreszcie o tym, że czasem wystarczy jedno spotkanie z odpowiednią osobą – pasjonatem, takim jak trener Wacław Laszkiewicz – by golfowy „bakcyl” przeszedł z jednej osoby na całą rodzinę, zmieniając ich codzienny rytm na długo.

Golf bez nadęcia
Po roku korzystania z symulatora, domownicy nie wyobrażają sobie domu bez tej przestrzeni. „Gdybyśmy się przeprowadzali, kuchnia mogłaby poczekać, ale symulator musielibyśmy mieć”, wyraźnie nie żartuje Aleksandra.

Marcin dorzuca refleksję z podróży do Szwecji. „Tam golf jest normalny. Ludzie po pracy idą na pole z żoną, z dziećmi. Bez elitarności, bez presji. W Polsce wciąż jest postrzegany jako coś wyjątkowego, a przecież to piękna aktywność, która może być naturalną częścią codziennego życia”.
Wieczorami, gdy za oknem zimno i ciemno, w domowym symulatorze w Bojanie trwa rozgrywka na polu w Pebble Beach. Słychać wyraźne uderzenia kija, śmiech i spontaniczne rozmowy. A potem nagłą ciszę – tę krótką, elektryzującą pauzę, gdy piłka leci dokładnie tam, gdzie miała polecieć.

Partner materiału

SIM Golf projektuje i buduje symulatory golfa – zarówno domowe, jak i komercyjne. Firma produkuje także profesjonalne ekrany uderzeniowe oraz systemy ramowe do ich montażu. Tworzy symulatory szyte na miarę, idealnie dopasowane do potrzeb użytkownika, oferując pełne doradztwo, kompleksowy montaż i stałe wsparcie techniczne.

Przestrzeń w Bojanie, doskonale wpisuje się w misję marki – tworzyć miejsca, które łączą ludzi i stają się naturalnym tłem dla budowania relacji.

Więcej na www.simgolf.pl.

© 2025 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: NO81 Sp. z o.o., z siedzibą w/przy: ul.  Kazimierza Górskiego 1/416, 81-304 Gdynia