Dziennikarz sportowy w przeszłości związany ze Sport.pl, gdzie prowadził rubryki…
1876 dni minęło od ostatniego jego ostatniego zwycięstwa. W niedzielę Tiger Woods wygrał Tour Championship, turniej kończący sezon PGA Tour. 10 mln dol. bonusu trafiło w ręce Justina Rose’a, który był czwarty.
Jeszcze w lutym mało kto wierzył w to, że Woods kiedykolwiek wrócił do zawodowego grania. Wątpliwości miał on sam. A potem krok po kroku udowadniał, że skreślać go nie należy. Ponad pięć lat, które minęły od jego ostatniego triumfu były naznaczone kontuzjami, czterema operacjami pleców, skandalami obyczajowymi i dziesiątkami wykluczających się komunikatów. Woods na własne życzenie narobił sobie kłopotów, by teraz odnieść prawdopodobnie najważniejsze zwycięstwo w karierze.
Tour Championship wygrał z przewagą dwóch uderzeń nad Billym Horschellem. Sceny z 18 greena przejdą do historii nie tylko golfa, ale i światowego sportu, gdy dziesiątki tysięcy ludzi podążały razem z Woodsem, by zobaczyć ostatnie uderzenia. Gdy piłka wpadła do dołka, tłum wpadł w ekstazę. Na zwycięstwo 42-letniego Woodsa trzeba było czekać 1876 dni.
Wow. 🐅 pic.twitter.com/klf7PLfVv9
— PGA TOUR (@PGATOUR) September 23, 2018
„Nie wierzę, że mi się to udało biorąc pod uwagę to, jak układały się ostatnie sezony. Było ciężko, ostatnia lata nie były łatwe, ale wróciłem. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie kilka osób wokół mnie i kilku z tych graczy jest teraz tutaj. Samemu cieżko mi uwierzyć, ze wygrałem Tour Championship”, cedził wyraźnie wzruszony Woods.
Dla Woodsa to wygrana numer 80. w zawodowej karierze, ma już tylko dwie mniej od rekordzisty Sama Sneada. Zarobił za nią 1,62 mln dolarów, co jest jego drugą największą wypłatą w karierze.
10 mln dol. bonusu za zwycięstwo w FedEx Cup zgarnął Justin Rose, który turniej ukończył na czwartym miejscu. Ale chyba zdawał sobie sprawę, że przy zwycięstwie Woodsa nawet tak wielka kasa nie pozwoli mu trafić na czołówki gazet i portali.





