Now Reading
„Wściekły Tygrys”, czyli krótka historia filmu golfowego

„Wściekły Tygrys”, czyli krótka historia filmu golfowego

Golf na srebrnym ekranie? Brzmi niewiarygodnie, ale i ta dyscyplina posłużyła kilkakrotnie za kanwę scenariuszy filmowych. Rozbuchane emocje, gorycz porażek, łzy szczęścia, determinacja, by pokonać przeciwnika, ale przede wszystkim walka z własnymi ograniczeniami – cała ta szeroka tematyka związana ze sportem jest niewątpliwie bardzo filmowa. Czy można ją jednak odnieść również do golfa? Jakie historie o tym sporcie opowiedziano kinomanom?

Przednią zabawę i salwy śmiechu gwarantują „Golfiarze”. Kultowa komedia Harolda Ramisa zajęła ostatnio drugie miejsce w rankingu najlepszych filmów o sporcie wszech czasów, przygotowanym przez amerykański magazyn „Entertainment Weekly”. Historia jest dość błaha. Otóż pewien milioner postanawia przejąć teren, na którym znajduje się pole golfowe i wybudować na nim luksusowe osiedle. Do akcji wkracza jednak grupa zwariowanych fanów golfa, którzy skutecznie krzyżują jego zamiary. Wśród tej świty znajdują się najlepsi amerykańscy komicy: Bill Murray i Chevy Chase. Zwłaszcza ten pierwszy daje popis rewelacyjnej gry. Jego improwizacje aktorskie, na czele z historią o kopciuszku, powodują salwy śmiechu.

Swojego czasu głośno było także o filmie „Tin Cup”. Niektórzy uważają tę produkcję za najlepszy film o golfie. Reżyser Ron Shelton opowiada w nim historię podstarzałego trenera-bankruta, pracującego na zapuszczonym driving range’u gdzieś w Teksasie. Kiedyś miał duże szanse na zrobienie kariery, ale nie potrafił ich wykorzystać. Jego życie toczy się teraz spokojnym rytmem. Od czasu do czasu udziela lekcji i bezustannie narzeka na brak gotówki. Tę nieszczęśliwą sytuację przerywa jednak pojawienie się pięknej kobiety. Aby zdobyć jej serce, mężczyzna będzie musiał wygrać U.S. Open… Dużym atutem filmu jest na pewno Kevin Costner, który w roli golfisty-bankruta wypada bardzo wiarygodnie. Można zobaczyć również kilka pięknych widoków z pól golfowych. Jednak największa atrakcja „Tin Cup” to zawodowi gracze PGA, którzy pojawiają się w filmie. Na ekranie można wypatrzeć, między innymi, Phila Mickelsona, Craiga Stadlera, Petera Jacobsona, Corey’a Pavina i Steve’a Elkingtona.

Ciekawą interpretacją golfowego świata jest także mało znany w Polsce „Zawodowiec” („Dead Solid Perfect”). Film oparto na książce Dana Jenkinsa pod tym samym tytułem (niektórzy twierdzą, że jest to najlepsza książka o golfie, jaka kiedykolwiek powstała). Pokazuje intrygujący obraz życia na turniejach Pro. Na głównego bohatera, granego przez Randy’ego Quaida, czeka tam wiele pokus. Trudno oprzeć się zwłaszcza zagorzałym fankom golfa i atrakcjom hotelowego baru.

Dość zabawnym portretem golfowych zmagań jest amerykańska komedia „Farciarz Gilmore” („Happy Gilmore”). Adam Sandler pojawia się w niej jako trochę niewydarzony hokeista, którego los zmusza do porzucenia swojej dotychczasowej profesji i zainteresowania się golfem. Urząd skarbowy chce zlicytować stary dom babci Gilmore’a. Wygrana w turnieju golfowym jest więc dla niego szansą na duże pieniądze i odzyskanie zadłużonego domu. Jak na amerykańską komedią z Adamem Sandlerem przystało, „Happy Gilmore” obfituje w niewybredne gagi, ciąg przyczyno-skutkowy jest dość zachwiany, ale dużo śmiechu przez półtorej godziny gwarantowane. Nie jest to jednak film, do którego wraca się po latach.

Na tle tych „golfowych” komedii wyróżnia się film Sidney’a Lanfielda – „Follow the Sun”. Pochodząca z 1951 roku fabularyzowana biografia opowiada historię jednego z najlepszych golfistów w dziejach tej dyscypliny sportu, Bena Hogana. I jest to być może właśnie ten film z całej plejady „golfowych” obrazów filmowych, który najbardziej obfituje w dramatyzm i sportowe emocje. Ben Hogan urodził się w ubogiej rodzinie w Teksasie. Najpierw był caddym i musiał pokonać wiele uprzedzeń i stereotypów, aby zostać Pro. „Follow the Sun” jest więc historią człowieka, dla którego nie było rzeczy niemożliwych. Nawet wypadek samochodowy, po którym usłyszał, że już być może nigdy nie będzie chodzić, nie zniszczył w nim pasji do gry.

W filmie Roberta Redforda „Nazywał się Bagger Vance” golf wykorzystany został jako przyczynek do rozważań o przyjaźni, samopoznaniu i wierze. Weteran i bohater pierwszej wojny światowej ma zmierzyć się na turnieju golfowym z dwoma najlepszymi zawodnikami tamtych czasów, Bobbym Jonesem i Walterem Hagenem. W przygotowaniu do gry pomaga mu Bagger Vance. Tajemniczy mężczyzna dzieli się z nim nie tylko wiedzą na temat golfa, ale też refleksjami nad życiem. Niezauważalnie staje się jego mentorem i duchowym przewodnikiem.

Stosunkowo nowym filmem „golfowym” jest biografia Bobby’ego Jonesa – „Bobby Jones: Zamach geniusza” („Bobby Jones: Stroke of Genius”). Historia najlepszego golfisty wszech czasów przypomina jednak zbyt słodką laurkę. Szkoda, że reżyser filmu, Rowdy Harrington, zagalopował się w swoich hagiograficznych zachwytach. Choć, trzeba przyznać, łatwo było wpaść w tę pułapkę, realizując film o człowieku, który jako jedyny do tej pory zdobył Wielkiego Szlema.

Dużo pozytywnych komentarzy zebrał film Billa Paxtona „Najwspanialsza gra w dziejach” z 2005 roku. Ta lekka, bezpretensjonalna opowieść o pokonywaniu własnych słabości i przeciwności, jakie niesie życie, jest chyba jednym z ostatnich dokonań na niwie filmów o golfie. Główny bohater, Francis Quimet, to postać otoczona legendą. Pochodzący z biednej, robotniczej rodziny chłopak niespodziewanie dostał szansę gry w amerykańskich mistrzostwach w golfa. Jego przeciwnikiem był sam wielki Harry Vardon. Ich pojedynek uznawany jest za jeden z najwspanialszych (jeśli nie najwspanialszy) w historii. Film Paxtona, mimo że przewidywalny, potrafi wzruszyć, a jednocześnie niesie z sobą dużą dawkę humoru. Można go polecić zwłaszcza tym, którzy wciąż nie wierzą w to, że golf jest sportem pełnym emocji, napięć i pasji.

Golf jest zabawny! Taki wniosek wypływa z tej krótkiej analizy filmów, w których wątki golfowe odgrywały mniejszą lub większą rolę. Najczęściej są to bowiem komedie przepełnione zwariowanymi skeczami, do których kij i piłeczka jak najbardziej inspirują. A co z dramatem? Jeden „Follow the Sun”, i to jeszcze sprzed ponad pół wieku wiosny nie czyni.

Amerykański magazyn „Entertainment Weekly” ogłosił niedawno listę najlepszych filmów sportowych wszech czasów. Na pierwszym miejscu znalazł się „Wściekły byk” Martina Scorsese. Na golfowego „Wściekłego byka” przyjdzie chyba jeszcze poczekać. Tytuł już jest – „Wściekły Tygrys”.

Natalia Janek
„Golf24 Magazine”

Brak komentarzy (0)

Napisz komentarz

© 2025 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: NO81 Sp. z o.o., z siedzibą w/przy: ul.  Kazimierza Górskiego 1/416, 81-304 Gdynia