Dziennikarz sportowy w przeszłości związany ze Sport.pl, gdzie prowadził rubryki…
Takiego finiszu 80. Masters w Auguście nikt się nie spodziewał. Nowym mistrzem został Anglik Danny Willett, który turniej wygrał z przewagą trzech uderzeń nad swoim rodakiem Lee Westwoodem i obrońcą tytułu Jordanem Spiethem.
Triumf Willetta przyszedł równo 20 lat po ostatniej wygranej golfisty z Anglii w Masters – w 1996 roku dokonał tego Nick Faldo. I odbyło się to niemal w bliźniaczym stylu. Faldo przed ostatnią rundą miał sześć uderzeń straty do Grega Normana, Willett do prowadzącego po trzech dniach Spietha tracił pięć uderzeń.
W niedzielę Willett zagrał perfekcyjnie. Na żadnym z 18 dołków nie zagrał gorzej niż par, pięć razy udało mu się uzyskać birdie, bez większych strat przeszedł przez legendarny „Amen Corner”. Ręce mu nie zadrżały, gdy doszła do niego wiadomość o tym, że prowadzi. Wręcz przeciwnie – popisał się świetnym birdie na „16” dołku.
Willett zrobił swoje, ale nieco pomógł mu Jordan Spieth. Broniący tytułu sprzed roku Amerykanin grał w Auguście niemal perfekcyjnie. Wydawało się, że uda mu się zostać czwartym graczem w historii, który wygrywał w tym turnieju rok po roku. Prowadził od pierwszego dnia aż do niedzieli – grał skutecznie, mądrze, pilnował wypracowanej pierwszego dnia przewagi. Aż do 10. dołka w niedzielę – tam zagrał na bogey’a i zaczęły się problemy. Na 11. dołku po kiepskim drive’ie niemal się uratował, ale nie trafił putta na par i skończył znów z bogeyem. Prawdziwy dramat przeżył na 12. dołku par 3. Pierwsze uderzenie – do wody. Poprawka z połowy fairwaya – do wody. Trzecia próba – do bunkra. Skończył ten dołek z siedmioma uderzeniami, cztery powyżej par. Na trzech kolejny dołkach stracił łącznie sześć uderzeń i z gonionego stał się goniącym. Na pościg miał sześć dołków. Nic z tego nie wyszło.
„To ciężkie. To było bardzo trudne 30 minut dla mnie i mam nadzieję, że nigdy się nie powtórzy”, cedził Spieth, który jak nakazuje tradycja nałożył zieloną marynarkę na barki nowego triumfatora Masters – Willetta.
Oprócz zielonej marynarki na konto Anglika wpłynie 1,8 mln dolarów. To jego pierwsza wielkoszlemowa wygrana i piąta w zawodowej karierze. Przed turniejem niewielu stawiało na jego wygraną, choć w doskonałej formie jest od miesięcy. W ciągu dwóch lat przebił się z poza pierwszej setki na 12. miejsce w światowym rankingu. Po wygranej w Masters wskoczył do najlepszej dziesiątki – zajmuje dziewiąte miejsce.
Wygrana robi tym większe wrażenie, że do ostatniej chwili udział Willetta w turnieju stał pod znakiem zapytania – 28-latek czekał na narodziny swojego potomka. Szczęśliwie rozwiązanie nastąpiło na samym początku kwietnia, świeżo upieczony ojciec swój udział w Masters potwierdził jako ostatni.
W XXI wieku golfistom ze Starego Kontynentu na legendarnym polu Augusta National Golf Club nie wiodło się najlepiej. Willett jest pierwszym od 20 lat Anglikiem, który triumfował w Masters i pierwszym od 17 lat golfistą z Europy, który tego dokonał.
Dla Anglików to Masters było wyjątkowo udane. Triumfował Willett, a drugie miejsce zajął Lee Westwood, który po raz drugi w karierze był blisko zielonej marynarki. W pierwszej dziesiątce było jeszcze trzech innych graczy z Anglii – Paul Casey (–1) zajął dzielone czwarte miejsce, Matthew Fitzpatrick (par) był na siódmej lokacie, a Justin Rose (+1) na 10. miejscu.
Lider światowego rankingu Jason Day turniej skończył na dzielonym 10. miejscu z wynikiem +1. Przez cztery turniejowe dni zagrał tylko jedną rundę poniżej par, w jego grze brakowało błysku z ostatnich tygodni. Z takim samym wynikiem turniej zakończył Rory McIlroy. Po dwóch rundach był tuż za Spiethem, ale w bezpośrednim starciu z Amerykaninem w sobotę dostał srogie lanie – 77 uderzeń w trzeciej rundzie odebrało mu szanse na dobry wynik.
[fot]fot. Sport/Gettyimages[/fot]





