Dziennikarz sportowy w przeszłości związany ze Sport.pl, gdzie prowadził rubryki…
Dopiero dogrywka wyłoniła najlepszego gracza turnieju AT&T Byron Nelson rozgrywanego w Teksasie. Triumfatorem okazał się Hiszpan Sergio Garcia, który wygrał swój dziewiąty turniej PGA Tour w karierze.
Na ten triumf w PGA Tour Garcia czekał cztery lata. Jego ostatnim zwycięstwem był turniej Wyndham Championship z sierpnia 2012 roku. Blisko było rok temu podczas The Players Championship, ale wtedy przegrał w dogrywce z Rickiem Fowlerem. Tym razem dodatkowy dołek mu sprzyjał.
Garcia o zwycięstwo bił się z Brooksem Koepką i w dogrywce rywal niemal oddał mu zwycięstwo, zagrywając do wody. Garcia zagrał na par, co okazało się absolutnie wystarczające.
Dla Garcii to piekielnie ważne zwycięstwo także w kontekście walki o miejsce w składzie drużyny Europy na Pucharu Rydera. W rozgrywce europejsko-amerykańskiej Hiszpan uczestniczył już siedem razy w karierze, Europa triumfowała w pięciu z tych meczów. „To wiele dla mnie znaczy i da mi nieco punktów w walce o miejsce w drużynie” – powiedział.
Po raz kolejny zawiódł Jordan Spieth. Najlepszy golfista poprzedniego sezonu przed finałową rundą miał dwa uderzenia straty do lidera, ale znów zagrał katastrofalnie czwartego dnia. Wynik +4 zepchnął go w dół tabeli i choć sam twierdzi, że o „wtopie” z Masters już zapomniał, to w jego grze porażka z Augusty chyba nadal siedzi. Na cztery tygodnie przed US Open wątpliwości i znaków zapytania przy nazwisku Spieth jest co niemiara.
[fot]fot. Bauer Media limited[/fot]





