Dziennikarz sportowy w przeszłości związany ze Sport.pl, gdzie prowadził rubryki…
O Tigerze Woodsie przez najbliższe cztery dni będzie najgłośniej, ale pretendentów do wygrania turnieju na przepięknym polu Augusta National jest więcej.
Dustin Johnson jest numerem jeden na świecie i o zwycięstwie w Auguście marzy niesamowicie. Przed rokiem musiał wycofać się na pierwszym tee – nie był w stanie zagrać z powodu urazu pleców, którego nabawił się spadając ze schodów w wynajętym domu.
33-latek wygrał w 2016 roku US Open, przez ostatni rok dołożył dwa turniejowe zwycięstwa i trzyma się jeszcze na pierwszym miejscu w światowym rankingu, choć mocno na niego napiera Hiszpan Jon Rahm oraz dwójka kumpli – Justin Thomas i Jordan Spieth.
Z tej trójki Spieth w ostatnich tygodniach gra najmniej spektakularnie, ale na Augusta National zazwyczaj jest wśród faworytów. Wygrał tu w 2015 roku, rok później nie poradził sobie z serią błędów w Amen Corner i oddał zwycięstwo Danny’emu Willettowi, a ostatnio był 11.
Przed rokiem do ostatniej chwili bili się Sergio Garcia i Justin Rose. Górą był Hiszpan, który wygrał swój pierwszy turniej wielkoszlemowy. Anglik w ostatnich sześciu Masters aż cztery razy kończył w czołowej dziesiątce i na niego też trzeba uważać.
Kto jeszcze? Bubba Watson. On wygrywał tu w 2012 i 2014 roku, a ostatnio prezentuje niesamowitą formę. Wygrał w tym roku już Genesis Open i WGC Match Play, choć jeszcze kilka miesięcy temu wątpił, czy będzie mógł kontynuować karierę.
Oczy na Tigera
Walka o zwycięstwo będzie z pewnością pasjonująca, a wiele osób liczy na to, że w ostatnich flightach w niedzielę będzie spacerował Tiger Woods. To jego pierwszy start w Masters od trzech lat, 13 lat minęło odkąd po raz ostatni zakładał Zieloną Marynarkę, a od dekady nie wygrał turnieju wielkoszlemowego. To o nim mówi się jednak najwięcej.
„Przestańmy mówić o moim ewentualnym zwycięstwie. Mam do zagrania cztery rundy, zwolnijmy trochę. Atmosfera jest niesamowita, ale zobaczymy, czy wszystkie klocki ułożą się jak należy”, mówi Woods.
Będzie Slam Rory’ego
W CV Rory’ego McILroya są wygrane w US Open, The Open i PGA Championship. Masters tam nie ma. Golfista z Irlandii Północnej chce zostać szóstym graczem w historii, który będzie miał wygrane cztery różne turnieje wielkoszlemowe. Wcześniej dokonali tego Jack Nicklaus, Gene Sarazen, Gary Player, Ben Hogan oraz oczywiście Woods.
W czterech ostatnich występach kończył w najlepszej dziesiątce. Nie ukrywa, że teraz cel jest tylko jeden. „Jestem świetnie przygotowany, ale nie mogę grać jak robot. Muszę mieć z tego frajdę, grać z uśmiechem, bo wtedy jestem w stanie zaprezentować swojego najlepszego golfa”, wyjaśnia.
Największe wyzwanie na Masters
Gdy golfiści zbliżają się do drogowskazu na Amen Corner, na rękach pojawia się gęsia skórka. W 1958 roku legendarny amerykański reporter sportowy Herbert Warren Wind nazwał dojście do 11 greenu, cały 12 dołek oraz pierwszą połowę dołka numer 13. Ale teraz mając na myśli Amen Corner wiele osób odnosi się do całych trzech dołków.
„Jeśli te trzy dołki zagrasz na par, możesz uważać się za szczęśliwego człowieka”, mówi komentator BBC Ken Brown.
Greg Norman, Rory McIlroy czy ostatnio Jordan Spieth – Amen Corner nie bierze jeńców i nie szczędzi trudności gwiazdom golfa. W 2016 roku w finałowej rundzie przed tymi dołkami Spieth miał pięć uderzeń przewagi, ale dwa razy wpadł do wody na niesamowitej „12” i oddał wygraną Willetowi. McIlroy przeżył coś podobnego pięć lat wcześniej.
Gdzie oglądać Masters?
Masters będzie pokazywała telewizja Eurosport dostępna u zdecydowanej większości operatorów telewizji kablowych i satelitarnych.
Masters można też śledzić na różne sposoby online – za pomocą platformy Eurosportplayer.pl (15 zł za miesiąc, pierwsze 7 dni gratis), na Ipla.tv (20 zł za miesiąc, pierwsze 14 dni gratis – w pakiecie jest też Golf Channel) czy na player.pl (40 zł za 30 dni, 7 dni gratis).
Plan transmisji:
Czwartek od godz. 23 w Eurosport 1
Piątek od godz. 20.35 w Eurosport 1
Sobota od godz. 20.10 w Eurosport 1
Niedziela od godz. 20 w Eurosport 1





