Dziennikarz sportowy w przeszłości związany ze Sport.pl, gdzie prowadził rubryki…
W Presidents Cup Amerykanie przegrywali po rywalizacji w parach 8-10, ale świetnie spisali się w meczach singlistów, zwyciężyli 16-14 w na polu Royal Melbourne GC i po raz 11 na 13 pojedynków byli górą.
Presidents Cup to rozgrywany co dwa lata mecz drużyny USA z drużyną Reszty Świata (golfiści spoza Europy) na podobnych zasadach do Puchary Rydera. Amerykanie regularnie okazują się lepsi od drużyny międzynarodowej, która wygrała raz i raz zremisowała. W tym roku szansa dla koalicji golfistów ze świata była.
Drużyna USA przegrywała 3-1 po pierwszych meczach fourball, po sobotnich porannych rozgrywkach w tym samym formacie było już 9-5 dla Reszty Świata, ale Amerykanie zaczęli odrabiać straty. Wygrali trzy mecze w formacie foursome i w niedzielnych grach singlistów wszystko było możliwe.
Sygnał do ataku dał grający kapitan Tiger Woods, który pokonał 3&2 Abrahama Ancera. Amerykanie zdobyli osiem z 12 możliwych punktów, a triumf zapewnił im Matt Kuchar.
„Dokonaliśmy tego razem. Przyjechaliśmy tu jako zespół, wszyscy robili to, co do nich należało. To było jedno z największych wyzwań, ale każdy z graczy wierzył w swoich kolegów i na nich polegał.” – powiedział Woods, który z 27 zwycięstwami w meczach Presidents Cup jest rekordzistą tego pucharu.
Kolejny Presidents Cup odbędzie się w 2021 roku na polu Quail Hallow Club w Północnej Karolinie w USA.





