Aktualne informacje dotyczące golfa w Polsce i na świecie, szereg…
Rory McIlroy przeszedł do historii golfa, wygrywając 90. edycję prestiżowego turnieju Masters. Irlandczyk z Północy obronił tytuł przed napierającą stawką najlepszych golfistów świata, zdobywając swoją drugą Zieloną Marynarkę z rzędu.
Było to jego szóste zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym w karierze, co pozwoliło mu zrównać się w klasyfikacji wszech czasów z takimi legendami jak Lee Trevino, Phil Mickelson oraz Nick Faldo.
Droga do zwycięstwa nie była jednak pozbawiona dramaturgii. McIlroy przystępował do trzeciej rundy z dużą 6-uderzeniową przewagą, którą jednak roztrwonił w ciągu jednego dnia. Mimo nierównej gry w finałowej rundzie, zdołał zachować zimną krew w kluczowych momentach. Przełom nastąpił w słynnym Amen Corner – dzięki birdie na dołkach nr 12 i 13, Rory osiągnął wynik 13 poniżej par. Choć na ostatnim dołku zanotował bogeya, niedzielną rundę zamknął wynikiem 70 (-2), co wystarczyło do końcowego triumfu z łącznym rezultatem -13.
Dramaturgia w finale
Zwycięstwo to ma wymiar historyczny – McIlroy stał się dopiero czwartym golfistą w dziejach, któremu udało się wygrać Masters dwa lata z rzędu. Po zejściu z ostatniego greenu mistrz nie krył emocji, celebrując sukces i ściskając swoją córkę Poppy, podobnie jak miało to miejsce rok wcześniej.
Największym wyzwaniem dla McIlroya była fenomenalna postawa Scottie’ego Schefflera. Dwukrotny zwycięzca Masters zakończył turniej tuż za plecami lidera z wynikiem -11. Scheffler popisał się rewelacyjną grą w weekend, notując w trzeciej rundzie 65 uderzeń – swój życiowy rekord w 27 rundach rozegranych w Auguście. Co więcej, w sobotę i niedzielę nie zapisał na swojej karcie ani jednego bogeya, jednak nawet tak bezbłędna gra nie wystarczyła, by dogonić McIlroya. W czołówce tabeli znaleźli się również Cameron Young i Justin Rose, którzy do końca liczyli się w walce o najwyższe cele.

Justin Rose znowu bez tytułu
Bardzo udany występ w Masters po raz kolejny zaliczył Anglik Justin Rose, jednak podobnie jak w zeszłym roku tak i w tym, po pełnym dramaturgii finale musiał obejść się smakiem.
45-latek, który w zeszłym roku przegrał w dogrywce z McIlroyem, tym razem stracił do niego dwa uderzenia. Przez krótki moment w finałowej rundzie na Augusta National to Rose cieszył się dwustrzałową przewagą. Jednak seria błędów w obrębie Amen Corner, spowodowała, że Rose musiał pożegnać się z marzeniami o tytule.
Rose zakończył zmagania na trzeciej pozycji (-10), dzieląc trzecią lokatę z Tyrrellem Hattonem, Russellem Henleyem oraz Cameronem Youngiem. Ten ostatni grał w finałowej grupie z McIlroyem, ale przez całą rundę nie zdołał złapać odpowiedniego rytmu.
Przygotowania i emocje
McIlroy przyznał, że tegoroczny triumf był wyjątkowo trudny. „Myślałem, że rok temu było ciężko przez presję związaną z próbą skompletowania Wielkiego Szlema, ale w tym roku zdałem sobie sprawę, że po prostu wygranie Masters jest niezwykle trudne”, mówił.
Aby przygotować się do turnieju, Rory spędził w ostatnich tygodniach mnóstwo czasu w Augusta National, żartując nawet, że pole stało się jego „domowym”.
Przed oddaniem ostatniego uderzenia kończącego dołek, McIlroy spojrzał za green w stronę swojej rodziny – córki Poppy, żony Eriki oraz rodziców, Gerry’ego i Rosie. Rodzice nie byli świadkami jego pierwszego zwycięstwa w Masters, oglądając je zamiast tego z rodzinnego domu w Holywood w Irlandii Północnej, gdzie dorastali McIlroy oraz jego caddie, Harry Diamond. Tym razem McIlroy nie był tak poruszony jak poprzednio, choć najbardziej załamał mu się głos, gdy podczas ceremonii wręczenia trofeum złożył hołd rodzicom, mówiąc: „Jeśli będę dla Poppy choć w połowie tak dobrym rodzicem, jak wy byliście dla mnie, to będę wiedział, że wykonałem dobrą robotę”.

fot. Masters Tournament Media Hub





