Teraz czytasz
Golf Parks Poland: Od Juraty po Warszawę

Golf Parks Poland: Od Juraty po Warszawę

Anna Kalinowska

Driving range i 3-dołkowe pole typu pitch&putt w warszawskim Wilanowie to miejsce kultowe, znane tysiącom golfistów. Zbliża się 20-lecie tego popularnego obiektu, ale historia Golf Parks Poland jest o kilka lat dłuższa i zaczyna się… w nadmorskiej Juracie.

Końcówka barwnych lat 90. Istnieją już pola w Rajszewie, Postołowie i Kołczewie, ale generalnie golf w Polsce raczkuje. W głowie Janusza Herburta-Hewella raczkuje za to pomysł otworzenia profesjonalnego driving range’u, mimo że największą pasją dziennikarza Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa był przez lata tenis.

„W 1990 r., pracując już w Głosie Ameryki, nabyłem dom położony na przedmieściach Waszyngtonu w Reston w stanie Wirginia. Graniczył z polem golfowym. Zacząłem podglądać golfistów, bo w ich grze było coś fascynującego. W rozmowie z sąsiadem dowiedziałem się, że na golfa nigdy nie jest za późno, pod warunkiem że zainwestuje się należycie w lekcje z instruktorem. Po kilkunastu lekcjach z pro na polu w Reston stałem się pasjonatem golfa, co nie znaczy, że grałem dobrze. Byłem już po pięćdziesiątce, więc nie mogłem oczekiwać cudów”, wspomina.

Rakieta tenisowa została zawieszona na kołku, do domu przyjechał zestaw kijów. Było dużo ćwiczeń na range’u, czasami wyjście na rundę.

„To wtedy, wybijając piłki na strzelnicy golfowej w Reston, zrodził się pomysł otworzenia podobnego obiektu w Polsce. Po ponad trzydziestu latach pracy w Głosie Ameryki i RWE mogłem przejść na wcześniejszą emeryturę. Zamiast przenosin w ciepłe strony i wylegiwania pod palmami, zdecydowałem się zainwestować w biznes golfowy w kraju”, opowiada.

Strzelnica w Juracie
Wkrótce nadarzyła się ku temu okazja. Było nią spotkanie z biznesmanem Zbigniewem Niemczyckim, zapoznanym dzięki Wojciechowi Fibakowi. Niemczycki opowiadał o swoim hotelu Bryza w Juracie, zachęcał do odwiedzin. Do tych doszło w połowie lat 90. i jak wspomina Herburt-Hewell, urok tej miejscowości był niezaprzeczalny. Brakowało tylko golfa.

„Gdy nadmieniłem o tym Niemczyckiemu, ten zareagował entuzjastycznie, zdając sobie sprawę, że tak prestiżowy sport jak golf będzie wartością dodaną dla ekskluzywnego wówczas hotelu. Pozostawała tylko kwestia wybrania odpowiedniego miejsca do zbudowania strzelnicy”.

Padło na niewielki wolny teren w pobliżu parkingu hotelowego i kortów tenisowych. Przed jego wynajęciem, jeszcze w 1997 roku, założona została w Warszawie firma Golf Parks Poland Sp. z o.o., w której udziały miało również kilku Amerykanów.

Sezon w roku 2000 rozpoczął się dobrze. Latem było sporo klientów, głównie gości hotelowych, za to wrzesień… zaświecił pustkami. Zapewnienia właściciela hotelu o tym, że obiekt jest zapełniony o każdej porze roku nie przekładały się na dochody strzelnicy. A przynajmniej nie było chętnych na spróbowanie nieznanego wcześniej golfa.

„Zacząłem wtedy gorączkowo szukać alternatywnego rozwiązania, bo wynajem tamtego małego terenu był wyjątkowo drogi. Ze zrozumiałych względów wybrałem Warszawę, gdzie sezon przy sprzyjającej pogodzie mógł trwać cały rok i gdzie sami dyplomaci plus zagraniczni biznesmeni dawali szansę na utrzymanie obiektu”.
Największym właścicielem atrakcyjnych terenów rolnych i rekreacyjnych w stolicy oraz okolicach miasta była w owym czasie uczelnia SGGW.

„Mąż siostry mojej matki prof. Tadeusz Nowacki, wykładowca i dziekan katedry mechanizacji rolnictwa, pokazywał mi przed śmiercią piękne tereny za Pałacem w Wilanowie, przylegające do Morysina, nie zdając sobie chyba sprawy z moich golfowych planów. W październiku 2000 roku wynająłem agenta ds. nieruchomości, sugerując, że jestem zainteresowany wynajmem kilku hektarów w okolicy Wilanowa z zamiarem budowy rekreacyjnego obiektu golfowego. Uczelnia zareagowała pozytywnie, pokazano mi kilka działek. Bez większego zastanawiania wybrałem najbardziej urokliwy, pięciohektarowy teren przy ulicy Vogla, z łatwym dojazdem asfaltową ulicą”.

Warszawski rozdział
Cały obszar graniczący z polem doświadczalnym SGGW obsiano trawą, kontenerami z USA przyjechał sprzęt golfowy i kilka miesięcy później, w maju 2001 roku, odbyło się huczne otwarcie, na którym Janusz Herburt-Hewell wspólnie z Krzysztofem Materną zabawiali gości konferansjerką, a kapela Siwy Dym muzyką. Przybyło oczywiście wiele ciekawych osobistości, w tym wiekowa już wtedy Austriaczka Gertrude d’Amecourt, znana jako Gerti, która w pamięci nosiła obrazy z przedwojennej Warszawy, w tym… grę na 9-dołkowym polu w pobliskim Powsinie (w latach 30. powstał tam Polski Country Club, po wojnie teren pola przekształcono w park kultury).

Otwarcie GPP Wilanow 12.05.2001_Prezes_Graciela i Janusz Herburt – Hewell Hrabina Gertruda D’Amecourt.


Choć na treningi do Wilanowa przyjeżdżało kilkudziesięciu krajowych pasjonatów, to obiekt stał się przede wszystkim miejscem spotkań ekspatów i zagranicznych dyplomatów. Były długie rozmowy przy cygarach i whisky, ale nowych golfistów niewielu… Od początku jednak wiarę w to, że golf będzie się stawał coraz popularniejszy, miał wybrany przez Janusza Herburta-Hewella team pracowników na czele z Moniką Kołowrotną, wówczas studentką 3 roku ekonomii, która w dniu otwarcia rozpoczęła pracę w recepcji, kilkanaście miesięcy później została kierownikiem finansowym, a od 2006 roku kieruje obiektem.

„Ponieważ mieszkam na Florydzie i rzadko bywam w Polsce, to od kilkunastu lat obowiązki nadzorowania i promowania obiektu spoczywają na pani Monice, która robi to kompetentnie i z nieustannym sukcesem. Jestem pod dużym wrażeniem jej zaangażowania i pracowitości. Co ciekawe, nawet pracę magisterską pisała o nas, dokonując analizy rentowności i ewentualnej dochodowości obiektów typu driving range”, mówi Janusz Herburt-Hewell.

Skoro badania wykazały, że prowadzenie strzelnicy ma ekonomiczny sens, to Monika i kilku innych pracowników z energią podeszli do coraz to nowych projektów.
Po kilku latach istnienia obiekt został poszerzony o hektar, co ułatwiło organizację mistrzostw Warszawy longest drive. Przez wiele następnych lat brylowali w nich utalentowani golfiści – wśród kobiet długimi uderzeniami imponowały m.in. Monika Kowalewska, Aleksandra Jankowska, Anna Dziekan, Elżbieta Panas, Ewa Geritz, a wśród mężczyzn Jan Kaliński (300 m!), Jacek Person, Piotr Puzio, Thomas Keller i inni
Jednym z powodów do dumy właściciela obiektu było założenie klubu golfowego, co wiąże się z pewną anegdotką.

fot. Golf&Roll/Marek Darnikowski

„Pomysł założenia klubu powstał w czasie częstych spotkań w naszej recepcji z dowcipnym gawędziarzem Andrzejem Personem, późniejszym senatorem RP. Kiedy zaproponowałem nazwę Royal Golf Club Wilanów Andrzej śmiał się w kułak, ale z czasem pogodził z tą nieco pompatyczną nazwą, która, o dziwo, bardzo się dziś członkom klubu podoba. A jest ich niemało, bo ponad 160 osób”, wspomina Herburt-Hewell.

W 2004 r. zainwestowano w zadaszenie drivingu, a na dziesięciolecie obiektu dodano pole pitch & putt. Lata 2005–2012 to był największy wzrost liczby klientów indywidualnych i imprez firmowych z golfem. Wzrastało zainteresowanie golfem, eventami na polu, za to od blisko 20 lat w Golf Parks Poland nie wzrosła cena za koszyk piłek i wciąż wynosi 25 zł (choć stawka przez lata budziła wątpliwości). Cena jednostkowa za koszyk przy zakupie karnetu to jednak 13,50 zł. Nie zmienia się również fakt, że obiekt jest czynny przez zdecydowaną większość dni w roku, nawet tych świątecznych. Możliwość uprawiania ulubionej formy rekreacji w wolnym od pracy czasie to na pewno ważna sprawa dla potencjalnych klientów, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że życie w obiekcie… toczy się nawet w nocy.

„W pierwszym roku pracowaliśmy codziennie między godz. 9.00 a 21.00, potem była 8.00–22.00, obecnie poza Bożym Narodzeniem, choć przez lata można było trenować i w te dni. W godzinach otwarcia nie zbieramy piłek z drivingu, bo dwie maszyny po 15 tysięcy piłek na to pozwalają. Ich zbieranie i mycie odbywa się na nocnej zmianie, a prace porządkowe nad ranem. Od lat mamy zaufaną osobę – Dariusza Kowalczyka, który jest naszą podporą w kwestiach techniczno-maszynowych”, tłumaczy Monika Kołowrotna, dodając z uśmiechem, że sama jak trzeba też zasiada za sterami traktora, szczególnie że ukończyła 5-letnie technikum w klasie o specjalności budowy maszyn przemysłowych.

Ile osób odwiedziło przez wszystkie lata Wilanów? Trudno oszacować. Szczególnie, że jedni przychodzą tylko raz – spróbować, czym jest golf, inni bywają na strzelnicy od lat.
„Rokrocznie wydajemy około 200 zielonych kart. Martwi, że ta liczba od lat znacząco nie rośnie. Na pewno podczas dni otwartych przychodzi rokrocznie po kilkuset nowicjuszy. W czasie pandemii rosła liczba mieszkańców okolicy chętnych rozpocząć grę w golfa, którzy w końcu zdecydowali się zobaczyć, co dokładnie mijają po drodze na nowo powstałe osiedla w miasteczku Wilanów oraz na Zawadach”, wylicza Kołowrotna.

Jako dyrektor zarządzająca podkreśla, że dla obiektu od lat ważna jest dobra współpraca z SGGW oraz z władzami dzielnicy, w tym zaznaczanie obecności golfa na Dniach Wilanowa czy w innych działaniach podejmowanych lokalnie. Wśród najbliższych tego inicjatyw są zajęcia z minigolfa dla seniorów, prowadzone przez instruktorów GP Poland w Parku Kultury w Powsinie. Trwają także rozmowy z jedną z wilanowskich szkół o klasie sportowej.

fot. Golf&Roll/Marek Darnikowski
fot. Golf&Roll/Marek Darnikowski
© 2021 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: G24 Group Sp. z o.o