Aktualne informacje dotyczące golfa w Polsce i na świecie, szereg…
Australijski golfista Robert Allenby ma na swoim koncie aż 22 zawodowych zwycięstw, jednak teraz to nie jego bogate golfowe CV jest przedmiotem zainteresowania mediów na całym świecie. 44-letni golfista, występujący regularnie w amerykańskim cyklu PGA Tour, stał się ostatnio bohaterem afery, na której scenariusz składają się narkotyki, rabunek i… porwanie. O ile oczywiście w ogóle do niego doszło.
Zdarzenie, o którym rozpisują się teraz najważniejsze golfowe media i nie tylko, miało miejsce po drugiej rundzie turnieju Sony Open w Honolulu w połowie stycznia. Allenby, któremu nie udało się przejść w tych zawodach cuta, miał w piątkowy wieczór miał udać się ze swoim przyjacielem do lokalnej winiarni. Po kolacji odłączył się od czekającego na taksówkę znajomego. Tyle wiadomo na pewno, resztę spowija mrok, przynajmniej w świadomości golfisty, który następnego dnia pokazał się mediom z pokiereszowaną twarzą, twierdząc, że został w winiarni odurzony narkotykami, potem porwany, przewożony w bagażniku samochodu i obrabowany ze wszystkich kosztowności. Brzmi jak scenariusz sensacyjnego filmu? Czytacie dalej.
Allenby, według relacji, którą przekazał mediom, odzyskał świadomość dopiero niedaleko parku w Honolulu, kilka kilometrów od winiarni. Odnalazła go bezdomna kobieta, która miała powiedzieć golfiście, że widziała, jak został wyrzucony z samochodu. To też spowodowało obrażenia na jego twarzy. Inny człowiek, emerytowany żołnierz, który znalazł się też w tym czasie w pobliżu zdarzenia, wezwał i zapłacił ze swoich pieniędzy za taksówkę, która odwiozła pokiereszowanego Allenby’ego do hotelu.
Zaalarmowana doniesieniami golfisty policja z Honolulu od razu wszczęła śledztwo, jednak wraz z pojawianiem się kolejnych świadków wersja Allenby’ego zaczęła kompletnie się nie kleić. Odnaleziona bezdomna kobieta, niejaka Charade Keane, zeznała co prawda, że znalazła Allenby’ego w sobotni poranek na ulicy z krwawiącą twarzą, ale nie potwierdziła, że ktoś wyrzucił go z samochodu.
„Kiedy go zauważyłam, rozmawiał z dwoma bezdomnymi mężczyznami, których zresztą znam. Jednak kiedy zaczęli się kłócić, zabrałam go ze sobą. Po drodze powiedział mi, że jego wszystkie kosztowności zniknęły oraz opowiedział mi o swojej golfowej karierze i dzieciach. Potem ten człowiek wezwał taksówkę. Tyle tylko mogę powiedzieć”, relacjonowała.
Kolejnym świadkiem, którego namierzyła policja, był jeden z bezdomnych mężczyzn, z którymi miał rozmawiać Allenby zanim znalazła go Keane. „Ja i mój brat próbowaliśmy go ocucić, kiedy leżał na chodniku od dobrych 2 godzin. Kiedy w końcu odzyskał przytomność, oskarżył nas o kradzież”.
I w końcu na policję zgłosił się niejaki Chris Khamis, trzeci bezdomny, który według swojej relacji, był świadkiem tego, w jaki sposób Allenby zranił sobie twarz.
„Z tego, co wiem, nie było przestępstwa, ale jego głupota. Nikt nie wypchał go z samochodu. Ten człowiek upadł i uderzył się o skałę”, mówił. Wcześniej, jak zeznał Khamis, Allenby powiedział mu, że został odurzony narkotykami w klubie ze striptizem. Bezdomny próbował podobno ocucić golfistę, ale Allenby wciąż powtarzał że jest milionerem i machał przed nim platynową kartą kredytową.
Tyle świadkowie. Rzecznik policji z Hololulu potwierdził, że trwa śledztwo w sprawie rabunku i nieuprawnionego użycia karty kredytowej Allenby’ego, bo do tego rzeczywiście doszło.
Wersja o porwaniu, jak widać, nie jest już przez stróżów sprawa brana na poważnie.
Tyle przynajmniej wiemy do tej pory.
A oto zdjęcie golfisty po rzekomym porwaniu.






