Teraz czytasz
Mateusz Kusznierewicz: Każdy ma w sobie mistrza

Mateusz Kusznierewicz: Każdy ma w sobie mistrza

Joanna Fischer

Jest wciąż aktywnym sportowcem i niedawno odniósł kolejny sportowy sukces. Mateusz Kusznierewicz dla G&R o pasji, łączeniu „kropek” i ważnej roli, jaką w tym wszystkim odgrywa regeneracja.

Mateusz, zacznę od gratulacji. Twoja ostatnia wygrana w regatach Bacardi Cup w Miami i to we wszystkich wyścigach to na pewno powód do dumy. Jakie emocje ci w tej chwili towarzyszą?

To było fantastyczne zwycięstwo ale przyznam, że jestem tym wszystkim trochę zaskoczony, bo mam już swoje lata. Co prawda, dobrze się trzymam, ale za mną już 46 wiosen i myślałem, że nie stać mnie już na aż tego typu wysoki, światowy poziom. A tu proszę…  Wszystko się dobrze układa, kiedy człowiek dba o siebie, kiedy się rozwija, niezależnie od tego, co ma już na swoim koncie, kiedy cały czas szuka swoich pasji, myśli pozytywnie i jest otwarty na świat. To wtedy dzieją się rzeczy naprawdę niezwykłe i jest to tak pozytywna energia, że udziela się ona w sposób niesamowity – najbliższym, współpracownikom, kibicom. Dzisiaj, kiedy szedłem ulicą, trzy osoby gratulowały mi tego ostatniego zwycięstwa. To bardzo pozytywne emocje.

W regatach wraz Brazylijczykiem Bruno Pradą, dzięki dużej przewadze wypracowanej nad rywalami, nie musieliście startować już w ostatnim wyścigu. A jednak po raz kolejny stanęliście do walki. Czy Ty potrafisz żyć bez sportowej rywalizacji?

Mieliśmy Przeprowadzono w sumie 8 wyścigów i wszystkie je wygraliśmy, nawet ostatni, w którym już tak naprawdę nie musieliśmy zwyciężyć. Chciałem jednak sprawdzić, czy damy radę utrzymać koncentrację i zmobilizować się nawet wtedy, gdy już nie ma takiej potrzeby. Co do mnie, to zdecydowanie jestem głodny rywalizacji, jest ona czymś, co mnie napędza. Co więcej, nawet jak nie mam rywali, to ich sobie wymyślam, nie tylko zresztą w sporcie. To daje mi dodatkową motywację, energię do działania. Nawet kiedy budzik mam nastawiony na 5.30, to często budzę się o 5.25.To są właśnie tego typu emocje. Natomiast to, co się obecnie wokół mnie dzieje, te wspaniałe sukcesy, myślę, że też efekt, jak to się mówi, połączenia kropek. Piękne wystąpienia miał kiedyś śp. Steve Jobs, twórca Apple, który mówił, że wszystko, czego się w życiu uczymy, co dzieje się w naszym życiu, czego doświadczamy to takie właśnie kropki. Później, kiedy odpowiednio połączy się te punkty różnych naszych doświadczeń, wiedzy, to nagle wszystko składa się w całość, w jedną komórkę, jeden atom. Kiedy tak się dzieje, wtedy wydarzają się fantastyczne rzeczy. Nie tylko w sporcie, ale generalnie w życiu. W golfie jest podobnie – kiedy połączymy w jedną całość wszystkie elementy, takie jak spokój, opanowanie, technikę, dobra strategię, uderzenia niekoniecznie mocne czy najdalsze, ale dokładne, to nagle okazuje się, że po rundzie przynosimy same par czy birdie. Tak samo jest w żeglarstwie – kiedy wszystkie elementy dobrze się połączą, nagle widzimy świat w pięknych kolorach.

Czy nie jest tak, że jedynie ci wielcy mistrzowie są w stanie te wszystkie kropki połączyć?

Każdy może to zrobić. Każdy! Oczywiście tych, co wygrywają, można nazwać mistrzami. I chwała im za to, że potrafią to robić, ale zapewniam – każdego na to stać. Nawet kiedy ktoś dzisiaj jest w drugiej połowie stawki, to za jakiś czas może być pierwszy.

Jak spędziłeś miniony rok, który przez pandemię wielu sportowcom pokrzyżował plany?

Byłem bardzo aktywny sportowo. Jestem dobrze zorganizowany, staram się patrzyć w przyszłość i mam swoje marzenia. Pomimo tych wszystkich obostrzeń, bardzo dużo żeglowałem, trenowałem. Co ciekawe, mam teraz nową rolę, nowe zajęcie. Oprócz tego, że jestem zawodnikiem, to od jakiegoś czasu spełniam się również w roli mentora. Kolega poprosił mnie, abym pomógł mu zdobyć złoty medal na igrzyskach w Tokio, które miały się odbyć w zeszłym roku, a które przełożono na ten. Stałem się więc jego trenerem, mentorem. Przez cały zeszły rok wspólnie podróżowaliśmy – byliśmy w Hiszpanii, Grecji, Portugalii i we Włoszech. Oczywiście mam odpowiednie pozwolenia, bo to moja praca. Praktycznie większość zeszłego roku spędziłem albo na łódce, albo na motorówce.

Jak się zatem regenerujesz i wypoczywasz po tak aktywnym okresie jak ten ostatni?

Mam swoje dwie metody regeneracji. Po pierwsze, jeden dzień w tygodniu mam  bez wyjazdów, bez spotkań. Każde spotkanie z ludźmi, nawet takie online, to duży wydatek energetyczny. Wykorzystuję ten dzień na rozwój osobisty, pracę koncepcyjną, odnowę biologiczną, na masaż, jacuzzi, saunę – to jest taki mój czas. I nie mówię, że to są weekendy, bo je spędzam z rodziną – to akurat środy. Kolejna rzecz – zawsze bardzo dbam o to, by każdego dnia spać odpowiednią liczbę godzin i w dobrych warunkach. Osiem i pół godziny. Tak mam nastawione w zegarku. Zatem jeśli mam się obudzić o 6.30, to już o 21 wyciszam się, o 21.30 już jestem w łóżku, a o 22 zasypiam. Dzięki temu wstaję naprawdę wypoczęty. Zawsze dbam również, by pomieszczenie, w którym śpię, było wywietrzone i zaciemnione. I w końcu, bardzo ważną kwestią jest też to, by spać na wygodnym materacu. Cieszę się na współpracę z marką Curem, której zostałem ambasadorem. Nigdy nie myślałem, że odpowiedni materac może pomóc mi aż w takim stopniu regenerować się po intensywnym dniu. Materace tej marki sprawdzają się bardzo dobrze nie tylko w przypadku sportowców. Od kiedy korzystam z jednego z nich – dla siebie wybrałem materac .exe – poczułem ogromną różnicę i niebywały komfort podczas snu. Kluczowe dla zdrowego snu podparcie – kręgosłupa, mięśni i całego spoczywającego ciężaru, to zadanie, które materace Curem wykonują doskonale. Poza optymalnym rozprowadzeniem siły nacisku, pomagają one również rozprowadzić ciepło oraz zwiększają poziom wentylacji. To czyni model .exe jedną z najbardziej zaawansowanych technologicznie pozycji oferowaną w nowej linii materacy Curem.

A co z golfem? Czy mimo tego intensywnego zawodowo okresu, udaje ci się wyskoczyć na rundę golfa?

W tym roku grałem tylko jedną rundę na Majorce. I to z żeglarzami. Było wesoło i przyjemnie, zagrałem 86 uderzeń, jestem więc zadowolony – to taki mój poziom. Jeśli chodzi o mojego golfa, to najczęściej gram z Marzenką i Krzysztofem Gradeckimi podczas moich odwiedzin w Brzeźnie. Uwielbiam ich odwiedzać i staram się to robić raz czy dwa razy w roku. Jestem też w częstym kontakcie z Mateuszem Gradeckim i Adrianem Meronkiem. Bardzo im kibicuję. Kilka razy w roku gram również z Michałem Ligockim – Michał podobnie jak ja jest olimpijczykiem, mamy więc sporo wspólnych tematów. Bardzo lubimy umówić się gdzieś w połowie drogi pomiędzy Sopotem a Warszawą i wspólnie zagrać rundę. Kiedyś grałem w golfa bardzo intensywnie, teraz nie mam aż tyle czasu, bo ok. 250 dni w roku poświęcam na żeglarstwo i obowiązki zawodowe.

fot. Rebell/Kamil Strudziński

© 2021 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: G24 Group Sp. z o.o