Teraz czytasz
Odszedł Wacław Laszkiewicz

Odszedł Wacław Laszkiewicz

Po nierównej walce z chorobą zmarł Wacław Laszkiewicz, trener PGA Polska, członek sztabu szkoleniowego kadry narodowej, od wielu lat związany z klubem Tokary Golf Club. Przede wszystkim jednak człowiek o wielkim sercu, w pełni oddany pracy ze swoimi podopiecznymi.

Żołnierska charyzma i gołębie serce. Wacław Laszkiewicz, emerytowany oficer Wojska Polskiego , od zawsze związany ze sportem. Już jako 13-latek zaczął uprawiać „ciężary” pod okiem słynnego trenera Ryszarda Szewczyka. W pewnym momencie musiał jednak wycofać się z uprawiania tej dyscypliny: „Po prostu przestałem rosnąć i gdy moi koledzy zdobywali mistrzostwa świata czy Europy, ja stanąłem z boku”, mówił w jednym z wywiadów, który nam udzielił.

Ze sportem nie mógł rozstać się jednak na dłużej. Potem było judo, gdzie pieczę nad nim objął trener Andrzej Suchanowski, potem prorektor na AWFiS w Gdańsku. Potem strzelectwo, które trenował w klubie Gwardia Opole i Śląsk Wrocław i w którym zdobył medale z mistrzostw Polski i Kadry Olimpijskiej grupy C. I w końcu golf, który pojawił się w jego życiu całkiem przypadkowo w Stanach Zjednoczonych, by zdominować czas na żołnierskiej emeryturze.

Wacław Laszkiewicz był jednym z tych, którym się chciało zrobić dla rozwoju golfa więcej. Jako pierwszy w Polsce zajął się m.in. grupą niewidomych, za cel stawiając sobie nauczenie ich gry w golfa. Był to temat wywiadu, jaki udzielił magazynowi „Golf&Roll” w 2012 r.

„Od zawsze miałem do czynienia za sportem wyczynowym, poznałem jako wieloletni szef szkolenia i dyrektor WKS „Flota” Gdynia prawie wszystkie jego aspekty. Tak się złożyło, że w naszym klubie Rotary Gdańsk Sopot Gdynia, do którego należę, pomagano osobom niepełnosprawnym, w tym niewidzącym poprzez realizację projektu „Poznaj świat rękoma”. Wykonywano dla tych osób specjalne, odlane z brązu, makiety zabytków Gdańska. W pewnym momencie wobec dylematu, co dalej, pomyślałem sobie: „OK. To teraz ja nauczę ich gry w golfa”, mówił.

fot. Golf&Roll/Marek Darnikowski

Jak pomyślał, tak zrobił. Zajęcia, przeprowadzone przy współpracy m.in. z klubem Rotary Gdańsk Sopot Gdynia, okazały się strzałem w dziesiątkę.

„Lubię trudne wyzwania. Nigdy od nich nie uciekałem, wręcz przeciwnie – raczej zawsze ich szukałem. No i zacząłem prowadzić taką grupę. Było to 10 osób. Z początku wydawało mi się to bardzo łatwe, ale kiedy te osobny przyszły do mnie po raz pierwszy z laskami, psami przewodnikami, kompletnie niewidzący, pomyślałem sobie: „Boże, co ja zrobiłem. Jak ja mam to poprowadzić, jak skonstruować zajęcia, żeby ten zamach, swing był skuteczny, żeby oni w ogóle wiedzieli, co robią”. Zacząłem z nimi pracować 2 lata temu, jako pierwszy w Polsce, nie miałem kompletnie żadnego doświadczenia, wzoru. No i wymyśliłem sam przyrządy do nauczania, stworzyłem sposób treningu, adoptując do nowych warunków mój system nauczania zamachu oparty o teorię zamachu Ernie’ego Elsa. Mówi ona, że zamach golfowy to jednopłaszczyznowy ruch wahadłowy, wykonywany w sposób naturalny, z góry w dół, jak wahadło. Zastosowałem też wierszyk mojego autorstwa, który od dawna znają wszyscy moi uczniowie. I to zaczęło działać”, opowiadał.

Działać na tyle dobrze, że zajęcia te dawały niewidomym podopiecznym prawdziwą radość.

„Nigdy nie widziałem większej radości po trafieniu do dołka, jaką miałem szansę obserwować u moich „niewidzących” . My nie doceniamy naszych zmysłów, tego, co możemy robić. Kiedy nie trafiamy do dołka z 2 metrów złościmy się na siebie i mówimy o sobie… brzydko!”. A oni po trafieniu do dołka z pół metra… skaczą z radości!”, relacjonował.

Sam uroki tej dyscypliny poznał stosunkowo późno, bo w wieku 47 lat.

„W jakim innym sporcie człowiek mógłby w tym wieku osiągnąć jakieś przyzwoite wyniki? Może w strzelectwie… to moja druga pasja! Zaznaczam, że już nie jestem zawodnikiem, lecz trenerem, szkoleniowcem i tym głównie się zajmuję. Gram na turniejach wyłącznie dla zdobywania doświadczenia, aby skuteczniej uczyć. Uczyć wszystkich i tych , którzy chcą być mistrzami i tych, którzy chcą szukać wyłącznie radości  z gry. Moją zasadniczą działalnością szkoleniową  jest wyczyn sportowy, ale równie największą radość i przyjemność daje mi szkolenie osób , które najzwyczajniej i szczerze cieszą się tą grą!”

Członek PGA Polska, instruktor w klubie golfowym Tokary GC, przez wiele lat koncentrował się także na szkoleniu przyszłych golfowych mistrzów Polski, organizując i prowadząc w Tokarach prężną juniorską grupę, z której wywodzą się m.in. Jakub Dymecki i Maria Żrodowska. To właśnie o roli trenera w kształceniu młodych zawodników Wacław opowiadał nam w kolejnym wywiadzie, jaki ukazał się na łamach „Golf&Rolla”:

„Trzeba dzieci i młodzież przede wszystkim kochać, być wyrozumiałym i cierpliwym. Trenować bardziej zabawowo, przynajmniej na początku. Nie jest to trudne, trzeba tylko do dzieci troszkę inaczej podchodzić niż do dorosłych. Ważna jest organizacja treningu, aby dzieci się nie nudziły (…). Jestem trenerem wychowanym na sporcie wyczynowym. Trzydzieści lat działałem w sporcie jako zawodnik i jako szef szkolenia i uważam, że zadaniem trenera jest doprowadzenie zawodnika do szkolenia centralnego, do kadry narodowej, a potem ścisła współpraca z trenerem kadry. Jestem praktycznie teraz na wszystkich konsultacjach, uczę się od Mike’a O’Briena i Filipa Naglaka, którzy prowadzą kadrę. Przyjeżdżam na zawody, gram z nimi, poświeciłem się i gram z nimi nawet na pro-amach. I są tego znakomite efekty. Zobaczyłem bowiem od środka, czego może im brakować i to nadrabiam”, mówił.

Pod jego okiem Wacława Laszkiewicza wszystko musiało jednak chodzić jak w zegarku – żołnierskim zegarku.

„Miałem wzorce najlepsze z możliwych: trenera jako nauczyciela techniki, jako wychowawcy, jako ojca, który potrafił zmobilizować, był też moim autorytetem moralnym. Nie jest to trudne, jeśli się te wartości prezentuje na co dzień. Jestem szczery z zawodnikami, a więc działam często emocjonalnie i „bacik” jest w robocie. Czasem jestem ostry, ale wynika to z serdeczności i życzliwości do zawodników (…) Jak świat światem, wojskowa musztra, porządek od zawsze pomagały w sporcie. Dlatego też tym, który założył pierwszą wyższą szkołę wychowania fizycznego, był nie kto inny jak Józef Piłsudski. Sport i ceremoniał wojskowy cały czas wzajemnie się przeplatają – dyscyplina, porządek, musztra. Dzięki temu idziemy na skróty, mniej dyskutujemy, a więcej pracujemy. Jak ktoś się temu przeciwstawia, to wyznaczam kierunek…. pojedyncze drzewo, odległość 300 metrów, czołganiem przez pełzanie – naprzód (śmiech – przyp. red.). Ale zawsze z wielkim humorem i miłością.”

Taki właśnie był Wacek. Zawsze oddany, zawsze pełny pasji. Żegnaj Przyjacielu.

Łącząc się w smutku i żałobie składamy najszczersze kondolencje i wyrazy głębokiego współczucia rodzinie, najbliższym oraz wszystkim tym, dla których był drogi.

fot. Golf&Roll/strzalynafairwayu.pl
© 2021 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: G24 Group Sp. z o.o