Now Reading
Po co nam igrzyska?

Po co nam igrzyska?

Igrzyska olimpijskie w 2016 roku zbliżają się wielkimi krokami. Rio de Janeiro będzie pierwszym od ponad 100 lat miastem, gdzie golf zawita do olimpijskiej wioski. Czy istnieje jakakolwiek szansa na wystawienie naszych graczy? Kto zyska na obecności golfa na olimpiadzie? Czy na pewno włączenie golfa do harmonogramu igrzysk było dobrym pomysłem? 

Gdy w październiku 2009 roku Międzynarodowy Komitet Olimpijski podjął decyzję, iż golf wejdzie w skład dyscyplin olimpijskich w 2016 r., w całym środowisku golfowym wybuchła euforia. Cieszyli się decydenci, cieszyli się golfiści, cieszyli się prezesi organizacji golfowych. Trzy lata później radość nadal dominuje, ale powstaje coraz więcej pytań, a odpowiedzi nie zawsze są satysfakcjonujące.

Kto zagra?
Zgodnie z założeniami na olimpijskim turnieju pojawi się 60 mężczyzn i 60 kobiet zgodnie z klasyfikacją Official World Golf Ranking. Pierwszych 15 zawodników z tegoż rankingu zostanie zakwalifikowanych automatycznie. Następne 45 miejsc wypełnią kolejni golfiści z rankingu z poszczególnych krajów, o ile w czołowej piętnastce nie było dwóch reprezentantów danego państwa. Ta zasada gwarantuje, iż na zawodach pojawią się najlepsi, crème de la crème światowego golfa, identycznie jak na turniejach Wielkiego Szlema. Dlaczego więc na olimpiadzie, która jest z historycznego założenia przeznaczona dla sportowców-amatorów, mają wziąć udział jedynie zawodowcy? Profesjonalni gracze mają przecież swoje wielkie turnieje – Masters, The Open, U.S. Open, PGA Championship. Czy w takim wypadku, pozwalając na grę jedynie zawodowcom (gdyż tylko oni znajdują się na szczycie OWGR), nie czynimy z igrzysk olimpijskich piątego Szlema i komu tak naprawdę jest on potrzebny? „Golf ma już swój rodzaj olimpiady w postaci Ryder Cup, gdzie dwa kontynenty Europa i USA walczą co dwa lata o honor zwycięstwa. W Ryder Cup nie ma puli nagród, ale kontrakty sponsoringowe, jakie mogą zdobyć menedżerowie poszczególnych graczy, przekraczają wyobraźnię zwykłego człowieka. Naturalnie mamy też emancypację, więc Europejki walczą również z Amerykankami w Solheim Cup. Warunki są bardzo podobne jak w Ryder Cup, ale nagłośnienie medialne już nie jest takie samo”, komentuje udział golfa na olimpiadzie Marek Podstolski, były prezes PGA Polska.

Gdyby igrzyska olimpijskie odbyły się w najbliższych miesiącach, to oprócz najlepszej „piętnatski”, na zawodach pojawiliby się zawodnicy znajdujący się do około 300. miejsca w OWGR. Warto też dodać, iż w top 15 znajduje się już 6 zawodników z Wielkiej Brytanii i 6 z USA. Biorąc pod uwagę, iż wystąpić może tylko dwóch golfistów z danego kraju, na polu w Rio zobaczylibyśmy dziś reprezentantów Anglii, USA, Irlandii Północnej, Australii, RPA, Hiszpanii, Szwecji, Korei, Danii, Włoch, Japonii, Fidżi, Holandii, Belgii, Kolumbii, Francji, Portugalii, Japonii, itd. Łącznie z 33 krajów. Niestety, polskich reprezentantów brak i, jak na razie, nie zanosi się na jakąkolwiek zmianę. Do igrzysk zostały co prawda niespełna 4 lata, ale biorąc pod uwagę, iż do miejsca 1500. w rankingu nie mamy ani jednego Polaka, małe są szanse, iż coś w tej materii się drastycznie zmieni. Zawsze jednak pozostaje nadzieja na Madryt 2020. „Dobrze by było, gdyby Polacy mogli wziąć udział w olimpiadzie, ale musimy być realistami. Szanse na to, iż pojawią się oni w Rio, są nikłe. Ale nie zwalnia nas to z obowiązku systematycznego rozwoju polskiego golfa. To, co dziś najważniejsze, to stworzenie stabilnych fundamentów, planowanie wspólnie z innymi organizacjami i Ministerstwem Sportu strategii rozwoju oraz budowanie bazy sponsorów, którzy będą współpracować z nami w szerszej perspektywie, gdyż na efekty natychmiastowe nie ma co liczyć”, twierdzi Jarosław Sroka, obecny prezes PGA Polska. I choć prognozy co do udziału Polaków w najważniejszym święcie sportu są raczej pesymistyczne, najważniejsza jest jednak praca, jaka zostanie włożona w rozwój zawodników, aby w przyszłości Polacy pojawili się pośród golfistów-olimpijczyków. „Analizując przygotowania do igrzysk, trzeba mieć na uwadze, że jak na razie Polski Związek Golfa prowadzi szkolenie na poziomie amatorskim, szkoląc dzieci i młodzież, a w igrzyskach olimpijskich będą brali udział wyłącznie golfiści zawodowi. Członkowie obecnej kadry narodowej z czasem stopniowo, wraz z wiekiem, będą przechodzić na zawodowstwo i próbować swoich sił w ligach zawodowych. Aby doścignąć kraje anglosaskie, mające wielowiekowe tradycje w tej dyscyplinie, czeka nas jeszcze wiele lat pracy z młodzieżą, w kierunku rozwoju bazy szkoleniowej. Mam nadzieję, że na efekty tej pracy nie przyjdzie nam długo czekać”, komentuje prezes PZG Marek Michałowski.

Większość najznakomitszych nazwisk w golfowym świecie entuzjastycznie poparło ideę golfa na olimpiadzie, czy jednak ci sami golfiści będą chcieli grać w turnieju w Rio w 2016 roku i to grać z takim samym zaangażowaniem, z jakim przychodzi im rywalizować w najlepszych turniejach, gdzie do wygrania są czeki opiewające na sześciocyfrowe stawki? Kwalifikacja przez OWGR definiuje, iż na olimpiadzie pojawią się przede wszystkim zawodowcy, którzy regularnie biorą udział w turniejach z cyklu PGA Tour i European Tour. Prawdopodobnie będą oni musieli dokonać wyboru, czy zagrać w Rio, czy w turnieju, w którym mają szansę na niemałą wygraną. „Naturalnie wiemy, że podczas olimpiady będą odbywać się zaplanowane turnieje zawodowe, gdzie pula nagród, czasami nawet w milionach dolarów, jest przeliczana na punktację Order of Merit, co jest równoznaczne z uprawnieniami gry w najważniejszych ligach zawodowych. A więc zawodowiec XY Kowalski na pewno nie zrezygnuje z turnieju zawodowego, gdyż udział w nim jest jego pracą. Nawet, gdy wygra złoty medal, nic mu to nie da, oprócz naturalnie honoru. A z powodu udziału w igrzyskach może spaść z pierwszej do drugiej ligi zawodowej. Wiemy przecież, że w pierwszej lidze do wygrania są miliony, a w drugiej już tylko kilkadziesiąt tysięcy. Więc z czego ten złoty medalista ma w przyszłości żyć?”, wyraża swoje zaniepokojenie Marek Podstolski.
Można na to popatrzeć jednak z drugiej strony. W ciągu czterech lat golfista ma 16 szans na zdobycie pucharów Wielkiego Szlema, a tylko jedną na zdobycie olimpijskiego trofeum. Prestiż, jaki niesie z sobą olimpijski medal, jest więc nieporównywalny.

Piłkarski poker
Duży niepokój budzi również fakt, iż dyscypliny sportowe, które same w sobie należą do najbardziej prestiżowych i nierzadko jednocześnie najbardziej popularnych, a które są już wśród olimpijskich sportów, nie cieszą się tak dużym zainteresowaniem podczas samej olimpiady. Zarówno ze strony zawodników, jak i ze strony publiczności. Przykład? Kto potrafi z pamięci powiedzieć, jaka drużyna zdobyła medal w piłce nożnej na minionych igrzyskach? Sytuacja tenisa jest jeszcze ciekawsza. W Londynie wzbudził on o wiele większe zainteresowanie, gdyż sam turniej rozgrywany był na Wimbledonie. Zazwyczaj jednak turniej tenisowy w trakcie olimpiady nie cieszy się aż tak dużym powodzeniem.

Olimpijska wartość
Za każdym razem dyscyplina sportowa, która staje się olimpijską, może uzyskać od państwa odpowiednie dotacje na wykształcenie przyszłych olimpijczyków. Historia i doświadczenie mówi (przypomnijmy chociażby historię tenisa w latach 80.), iż taka dziedzina sportu otrzymuje od państwa pomoc na rozwój, na program szkolenia juniorów, na budowę nowych obiektów itp., dzięki czemu popularyzacja samego sportu zdecydowanie rośnie. „Powrót golfa do programu igrzysk olimpijskich stanowi ogromną szansę na rozwój golfa nie tylko w Polsce, ale również na całym świecie. Już od kilku miesięcy obserwujemy zwiększone zainteresowanie mediów tą dyscypliną, a musimy zdawać sobie sprawę, że obecność golfa w środkach masowego przekazu będzie stale rosła”, stwierdza Marek Michałowski. Podobnego zdania jest Jarosław Sroka: „Pojawienie się golfa na igrzyskach olimpijskich to bardzo mocny impuls promocyjny, wprowadzający golfa do masowej świadomości społecznej. Ci, którzy wcześniej mieli problem na przykład z odróżnieniem kijów golfowych od hokejowych, teraz w sposób zupełnie naturalny będą mogli dowiedzieć się, czym jest golf. Zauważą, że golf jest sportem masowym, dostępnym dla każdego, bo w Polsce istnieje już około 30 różnego rodzaju obiektów golfowych”.

W 2011 r. Brazylijski Komitet Olimpijski przeznaczył 156 milionów funtów na wsparcie Brazylijskiego Związku Golfa. To był pierwszy raz, gdy uzyskano taką dotację, a właściwie w ogóle była to pierwsza dotacja na golfa w tym kraju. Również rządy Republiki Czech, Fidżi, Kolumbii, Malty, a nawet Izraela czy Afganistanu postanowiły wesprzeć narodowe organizacje golfowe w swoich krajach, i to tylko dlatego, że golf pojawi się w Rio de Janeiro. W Polsce również powstała taka możliwość. Co to wszystko oznacza? Przełom, jaki teraz nastąpi, stworzy możliwość wytyczenia nowych ścieżek dla rozwoju golfa, upowszechni go, na takiej samej zasadzie jak upowszechniono wcześniej tenis. Fundusze, o których pisaliśmy wyżej, pozwolą zainwestować w dzieci i młodzież, dadzą możliwość na opracowanie programu dla rozwoju golfa, zmniejszy się tym samym powszechna bariera polegająca na kojarzeniu golfa z elitarnością. W rzeczywistości, mówiąc o olimpijskim golfie, najwięcej zyskają kraje, w których golf się dopiero rozwija, czyli de facto nasza ojczyzna. Nie będzie to może zysk w postaci medalu, ale w formie możliwości rozwoju, co w przyszłości, bliżej niezdefiniowanej, może dać szansę na olimpijski medal. I to jest chyba prawdziwym sukcesem wynikającym z obecności golfa na olimpiadzie. „Igrzyska olimpijskie są dla nas nie tylko impulsem, ale również wyzwaniem i motywacją, aby jeszcze bardziej zintensyfikować wysiłki mające na celu rozwój i popularyzację golfa w Polsce. Jestem przekonany, że status sportu olimpijskiego wprowadzi nas na wyższy poziom w rozmowach z instytucjami publicznymi, pomoże przełamać negatywne stereotypy oraz przyciągnie kolejnych, potencjalnych sponsorów”, stwierdza Marek Michałowski. „Obecność golfa na olimpiadzie możemy porównać do organizacji EURO 2012: będzie od nas wymagać dużo pracy, ale jest w tym ogromny potencjał. Potencjał, którego nie można zmarnować. Celem strategicznym jest zwiększenie zainteresowania golfem, popularyzacja go wśród młodych ludzi oraz identyfikacja zawodników, którzy mogliby w przyszłości reprezentować nas na olimpiadzie. Temu celowi należy podporządkować wszystkie działania tak w golfie amatorskim, jak i profesjonalnym. PGA Polska ma za zadanie zapewnić profesjonalne zaplecze sportowe, a co za tym idzie, stały dopływ młodych zawodników”, dodaje Jarosław Sroka.

EURO 2012 okazało się medialnym sukcesem dla Polski i niezwykle ważnym elementem działającym na korzyść rozwoju infrastruktury, nie tylko piłkarskiej. Podobnych efektów dla golfa oczekujemy dzięki jego obecności na olimpiadzie. A to jest już bardzo realna perspektywa.

„Golf&Roll” nr 4 (11)/2012

fot. Sport/Gettyimages/Flash Press Media

Brak komentarzy (0)

Napisz komentarz

© 2025 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: NO81 Sp. z o.o., z siedzibą w/przy: ul.  Kazimierza Górskiego 1/416, 81-304 Gdynia