Aktualne informacje dotyczące golfa w Polsce i na świecie, szereg…
Aż 13 miesięcy na kolejne zawodowe zwycięstwo musiał czekać ubiegłoroczny numer 1 światowego rankingu Irlandczyk Rory McIlroy. Po bardzo frustrującym sezonie dwukrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych obudził się pod sam jego koniec, wygrywając w minioną niedzielę prestiżowe Emirates Australian Open.
„Jestem teraz bardziej kompletnym graczem” – tak komentował minione 13 miesięcy bez wygranej jeden z najzdolniejszych golfistów młodego pokolenia. Po serii sukcesów w 2012 r., które wywindowały go na pole position rankingu światowego OWGR, forma Irlandczyka, drastycznie spadła. Spadły także jego notowania w rankingu – po sezonie bez wygranej Rory znalazł się na 6. miejscu w klasyfikacji najlepszych golfistów świata. Zła passa, zapoczątkowana na początku sezonu wymianą sponsora od sprzętu, w końcu się jednak odwróciła.
W minioną niedzielę 24-latek ponownie przypomniał w sobie całemu golfowemu światu. Birdie na 18. dołku w finałowej rundzie Australian Open przypieczętowało jego pierwszy w tym roku duży sukces. McIlroy, który rundę zaczynał z 4 uderzeniami straty do lokalnego faworyta – Australijczyka Adama Scotta, dzień kończył jako lider z 1uderzeniem przewagi nad rywalem. Po drodze zaliczył 4 birdie i eagle na 7. dołku.
„Myślę, że jestem teraz bardziej doświadczony, bardziej cierpliwy”, mówił po turnieju Rory zapytany o to, czego nauczył się w minionym roku. „Wiem też, żeby nie dołować się z powodu gry, gdyż kariera golfowa jest długa i każdy może mieć w jej trakcie i wzloty, i upadki”.
Turniej zdominowali Australijczycy, tym większym rozczarowaniem dla publiczności musiała być wygrana zawodnika nie spod barw tego kraju. Kolejnym zawodnikiem nie pochodzącym z Australii był Shih-chang Chan, który zajął dopiero 39. miejsce.
Na trzecim miejscu rywalizację ukończyli natomiast John Senden, Rhein Gibson i Bryden Macpherson.





