Now Reading
Wyndham Clark z drugim tytułem w U.S. Open!

Wyndham Clark z drugim tytułem w U.S. Open!

Rok po kontrowersyjnym incydencie i zniszczeniu szafek w Oakmont, Wyndham Clark powraca na sam szczyt. Amerykanin przetrwał ogromną presję ze strony rywali oraz wrogo nastawionej publiczności, triumfując w turnieju U.S. Open na legendarnym polu Shinnecock Hills na Long Island.

Finałowa runda tegorocznego U.S. Open dostarczyła kibicom niesamowitych emocji. Clark, który przed niedzielą wypracował sobie aż sześć uderzeń przewagi, zaliczył bardzo nerwowy finał – finałową rundę ukończył z wynikiem 73 uderzenia (+3), przez co jego prowadzenie na ostatniej prostej stopniało do zaledwie jednego strzału. Ostatecznie zdołał jednak dowieźć zwycięstwo do końca, kończąc turniej z wynikiem -4. Został tym samym zaledwie dziewiątym golfistą w historii, który wygrał U.S. Open, prowadząc nieprzerwanie od pierwszej do ostatniej rundy. Drugie miejsce zajął Sam Burns (-3), który na 17. i 18. dołku minimalnie spudłował szanse na birdie, a na trzecim stopniu podium zameldował się Tom Kim (-1), dla którego był to wspaniały powrót po konieczności gry w kwalifikacjach do turnieju. Scottie Scheffler zakończył zmagania na czwartej pozycji z wynikiem na par.

Gra przeciwko wszystkim

W finałowej rundzie Clark grał w jednej grupie ze Scottiem Schefflerem, a nowojorscy kibice jasno dali do zrozumienia, komu kibicują. Tłum wspierał Schefflera, który w swoje 30. urodziny walczył o zdobycie pierwszego w karierze Wielkiego Szlema. Z trybun raz po raz rozlegało się głośne „Happy Birthday”, a część fanów otwarcie buczała na Clarka i wiwatowała, gdy jego piłka na 7. dołku wylądowała w bunkrze.

Clark jednak przekuł tę niechęć publiczności w sportową złość. „Zdecydowanie nie chcieli, żebym wygrał. To rzadkość, by w turniejach wielkoszlemowych fani buczeli na twoje zagrania lub cieszyli się z tych złych”, mówił po rundzie.

Odkupienie po zeszłorocznej edycji

Niedzielne zwycięstwo to dla Clarka także wielki, osobisty triumf, dzięki któremu na dobre pożegnał się z demonami przeszłości. Podczas ubiegłorocznego U.S. Open w Oakmont Country Club, po tym, jak nie zdołał przejść cuta, sfrustrowany golfista skopał 121-letnie szafki. Otrzymał za to zakaz wstępu do klubu, musiał zapłacił grzywnę za ich naprawę, wpłacić darowiznę na cele charytatywne oraz poddać się terapii radzenia sobie z gniewem. Jak sam przyznał, był to trudny moment w jego karierze: Kiedy w niedzielny wieczór zmierzał w stronę domku klubowego z lśniącym trofeum w dłoniach, wyraził nadzieję, że ten sukces ostatecznie zamknie tamten trudny rozdział.

Nerwowa końcówka i wizyta-niespodzianka

W kluczowych momentach niedzielnej rywalizacji Clark udowodnił, że ma nerwy ze stali. Na 16. dołku (par 5) posłał piłkę z tee głęboko w wysoką trawę. Popisał się jednak niesamowitym uderzeniem ratunkowym, wracając na fairway, by ostatecznie trafić kluczowego putta na birdie z ponad 7 metrów i powiększyć przewagę. Z kolei na 18. dołku zagrał doskonały approach z roughu, po czym dwoma puttami przypieczętował zdobycie tytułu.

Ten wyjątkowy triumf z perspektywy trybun oglądał jego ojciec, Randall, który niespodziewanie przyleciał nocnym lotem z Denver. Zrobił to, by po raz pierwszy na żywo zobaczyć syna wygrywającego na PGA Tour – i to dokładnie w Dzień Ojca.

Dla 32-letniego Clarka to drugi tytuł U.S. Open – pierwszy zdobył w Los Angeles w 2023 roku.

© 2025 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: NO81 Sp. z o.o., z siedzibą w/przy: ul.  Kazimierza Górskiego 1/416, 81-304 Gdynia