Aktualne informacje dotyczące golfa w Polsce i na świecie, szereg…
Każdy, kogo spotykam, mówi, że mam najlepszą pracę świata – i trudno się z tym nie zgodzić. Niemniej po ponad 20 latach nieustannych podróży dopadł mnie drugi w życiu kryzys. Potrzebowałam przerwy, żeby znowu nabrać ochoty na odkrywanie nowych kierunków i testowanie dla was miejsc, do których warto się wybrać. Pół roku za biurkiem i tęsknota za przygodą wróciła ze zdwojoną siłą!
Uwielbiam nowe miejsca (choć coraz częściej łapię się też na tym, że chętnie wracam do tych sprawdzonych). Lubię kierunki niekoniecznie oczywiste. Na własne podróże poświęcam zazwyczaj kilka dni – intensywny plan dnia, gra w golfa, zwiedzanie i koniecznie polowanie na kulinarne perełki (w tym niezastąpiony jest mój partner „in crime”, Zbyszek). A jeśli po drodze uda się jeszcze wskoczyć do term czy na masaż, to nawet weekendowy wypad smakuje jak prawdziwe wakacje. Zatem, co w ostatnich miesiącach zrobiło na mnie największe wrażenie?
Jak zawsze – Włochy, region jeziora Garda

Absolutnie jedna z lepszych siatek połączeń z wielu polskich miast, kilkanaście pól golfowych rozsianych wokół jeziora i dwa fantastyczne resorty golfowe. Mój faworyt – QC Terme Garda, położony w sercu 27-dołkowego pola Arzaga Golf Club – to istny raj na golfa i relaks. Tutejszy kompleks term pochłania na kilka godzin, a wychodzi się z niego jak nowo narodzony: wodne atrakcje, kilkanaście różnych saun, zaskakujące aranżacje (sauna w starym beczkowozie, sala z jacuzzi i animacjami na wielkich ekranach) – nie zdradzę, co się tam dokładnie dzieje, sprawdźcie sami.
Jezioro otacza mnóstwo urokliwych miejscowości, z Sirmione i Salò na czele. Trasa rowerowa wzdłuż jeziora bije rekordy popularności (widoki naprawdę oszałamiają), a miejscowa kuchnia i wino tylko potęgują zadowolenie. To właśnie tu zabieramy was jesienią na finał Golf Business League. A w czerwcu 2027 zapraszamy na wyjazd łączący pobyt z operą pod gołym niebem w Weronie! Miejsce wybitne zarówno na krótszy, jak i dłuższy pobyt.

Bułgaria
Nie jest to kraj pierwszego wyboru, ale od lat kusiły mnie tutejsze fantastyczne pola projektu Gary’ego Playera, rozsławione przez międzynarodowy turniej Volvo World Match Play Championship. W regionie Kalikri znajdziemy trzy pola w promieniu kilku kilometrów.
Najsłynniejsze – Thracian Cliffs – to pole typu „monster”: albo je pokochasz, albo znienawidzisz. Ja lubię wyzwania, więc zagrałam na nim dwie rundy z różnych tee. Białe okazały się nie lada wyzwaniem, ale i frajda była zupełnie inna. Pole zdecydowanie warte tej podróży, choć raz w życiu.
Black Sea Rama to znacznie łagodniejszy i bardzo przyjazny projekt linksowy, również sygnowany przez Gary’ego Playera. Kiedy trafi się jedna z lepszych rund sezonu, trudno mieć o tym polu złe zdanie. Druga dziewiątka jest zdecydowanie ciekawsza i bardziej urozmaicona, z dramatycznym, ale przepięknym 18. dołkiem – zapada w pamięć! To tu zdecydowanie polecam się zatrzymać podczas pobytu w regionie. Zdecydowanie polecam nocleg w Black Sea Rama – serwis, jakość butikowego resortu i przyjazność personelu wyraźnie odstają (na plus) od tego, co spotkacie w pozostałych obiektach.
Lighthouse miał być najsłabszy z trójki, a okazał się miłym zaskoczeniem. Dobrze utrzymane pole pod egidą European Tour Destination to niezłe miejsce na trening. Pole w doskonałej kondycji, z kilkoma ciekawymi dołkami.
Te trzy pola są totalnie różne i właśnie dlatego Bułgaria to naprawdę ciekawy kierunek na tygodniowy pobyt – tym bardziej, że ceny są tu bardzo przyzwoite, a między majem a wrześniem nie brakuje lotów z polskich miast.

Estonia
Końcówka wakacji i trzy dni „wolnego”. Pytanie brzmiało: gdzie polecieć z Gdańska, żeby w pełni wykorzystać te trzy dni na rekonesans? Padło na Tallin. Półtorej godziny lotu i lądujecie w stolicy 4,5-milionowego kraju (tak, dobrze czytacie – kraj jest niewielki, a jedna trzecia mieszkańców żyje właśnie w Tallinie).
To miasto zaskakującej architektury – od starówki po nowoczesną, futurystyczną część. Leży nad morzem i mocno rozwija nadmorską infrastrukturę. Od razu rzuca się w oczy absolutna czystość ulic, duży porządek i fajny podział na dzielnice o zupełnie różnym charakterze. W dwa dni obeszliśmy je praktycznie w całości.
Oczywiście rano golf – na dwóch absolutnie fantastycznych, zadbanych i ciekawie zaprojektowanych polach, które, o dziwo, cieszą się popularnością nie tylko wśród sąsiadujących Finów, ale też wśród Anglików czy Niemców. Estonian Golf & Country Club – najbardziej znany kompleks, regularnie w europejskich rankingach. Niitvälja Golf – najstarsze pole w Estonii, zbudowane w 1993 roku. 18 dołków rozłożonych na 70 hektarach estońskiej przyrody, z zalesionymi obszarami, podchwytliwymi miejscami, raczej wyzwanie niż spacerek. Przy club house czeka też sauna dymna. Na ulicach słychać wszystkie języki świata. Już w czerwcu szykujemy tu jeden z naszych hitowych wyjazdów. To najmniej oczywisty kierunek w moim TOP 3 ostatnich lat. Polecam każdemu.






