Now Reading
Grzegorz Kłak: Nie widzę przeszkód

Grzegorz Kłak: Nie widzę przeszkód

Gdy miał 24 lata, stracił wzrok na  skutek wypadku w wojsku. Dla wielu byłby to moment, który na zawsze zmienia życie i wyznacza jego granice. Ale Grzegorz Kłak nie znosi słowa „nie da się”. Jest pierwszym niewidomym zdobywcą Korony Gór Polski, srebrnym medalistą British Blind Open, pasjonatem gór, golfa i aktywnego życia. Zawodowo pracuje jako masażysta, a prywatnie konsekwentnie udowadnia, że największe ograniczenia najczęściej istnieją tylko w naszych głowach.

 

G&R: W sierpniu zająłeś pierwsze miejsce w kategorii B1 stableford podczas Scandinavian Blind Open 2026, w lipcu wróciłeś z British Blind Open ze srebrnym medalem kategorii całkowicie niewidomych, chociaż… byłeś jedynym zawodnikiem, który przygodę z golfem zaczął już po utracie wzroku.

Grzegorz Kłak: To prawda. W Anglii startowali naprawdę świetni golfiści, ale przeważająca większość z nich nauczyła się go, zanim – z powodu choroby lub wypadku – stracili wzrok. Więc oni dostosowali swoją grę do tej utraty wzroku, a ja zaczynałem od zera już jako niewidomy. Pewnie takich osób jak ja w środowisku światowego golfa niewidomych trochę by się znalazło, ale raptem garstka.

G&R: Zanim spotkaliśmy się na polu golfowym, słyszałam o Twoich wyczynach górskich. Zawsze miałeś taką energię? Czy utrata wzroku zmieniła Twoją osobowość?

G.K.: Zawsze miałem zapał, ciekawość świata i kochałem sport oraz przyrodę – to we mnie pozostało. Po wypadku wiedziałem tylko, że niektóre rzeczy będzie mi po prostu trudniej robić. Ale że zostanę golfistą z kartą handicapową – tego się nie spodziewałem.

G&R: Czy przed utratą wzroku miałeś okazję być na jakimś polu golfowym?

G.K.: Nie. Golf był dla mnie światem elitarnym, znanym tylko z telewizji i hollywoodzkich filmów. Kiedy mój dawny kolega ze szkoły średniej, a obecnie trener Jacek Uchański, zaproponował mi grę, zapytałem: „Oszalałeś? Jak ja, osoba niewidoma, mam trafić w piłeczkę, czy ty w ogóle przemyślałeś komu składasz propozycję?”. Z jednej strony to brzmiało jak abstrakcja, z drugiej… wyzwanie i zapaliła mi się lampka, że trzeba spróbować. Wtedy, w 2021 r. dałem się namówić i pojechaliśmy na pole Zawarcie w Gorzowie Wielkopolskim. Byłem na kilku lekcjach, a potem na dwa lata moje i Jacka drogi się rozeszły.

G&R: To od kiedy grasz tak na poważnie?

G.K.: Regularnie zacząłem bywać na naszym gorzowskim polu około półtora roku temu.

G&R: Czym urzekł Cię ten sport?

G.K.: Postawionym przede mną wyzwaniem – tym, że niewidomy może udowodnić sobie, iż coś niemożliwego stanie się realne. Urzekło mnie też bycie w przyrodzie: szum wiatru, drzewa, zapach trawy. W golfa nie gram oczami, lecz zmysłami. Słucham dźwięku piłeczki i wiem, czy strzał był dobry; czuję wiatr na policzku i dotykiem badam wysokość czy wilgotność trawy na greenie. Czasem czuję, jakby trawa się ze mnie śmiała po nieudanym zagraniu, albo drzewa klaskały po sukcesie.

G&R: Jak wyglądają Twoje treningi?

G.K.: Metodologia jest taka sama jak dla widzących, ale trener musi poświęcić mi więcej czasu na wytłumaczenie topografii pola dla „zmapowania” terenu w mojej wyobraźni. Trenujemy zamach i ustalamy siłę. Drugi trener od techniki, Piotr Zygier, traktuje mnie już kompletnie bez taryfy ulgowej. Co ciekawe, zasady gry dla niewidomych są identyczne, poza jednym wyjątkiem: możemy dotknąć kijem piasku w bunkrze. Podczas startu w Anglii podsłuchałem, że niektórzy trenerzy stukają w chorągiewkę, żeby ich zawodnik po dźwięku ją lokalizował. Poza tym wszystko jest tak samo jak u pełnosprawnych.

Grzegorz Kłak jest pierwszym niewidomym zdobywcą Korony Gór Polski, srebrnym medalistą British Blind Open, pasjonatem gór, golfa i aktywnego życia. Fot. G&R/Marek Darnikowski

G&R: Czy brak wzroku czasem daje jakąś przewagę?

G.K.: Tylko wtedy, gdy trener nie informuje mnie o wszystkich przeszkodach. Widzący gracze spinają się, gdy widzą przed sobą wodę, bunkry czy drzewa. Ja, nie wiedząc o nich, po prostu wykonuję zamach na ustaloną odległość. Dopiero po strzale trener czasem mówi: „Grzegorzu, nawet nie chciałbyś wiedzieć, co było przed Tobą”.

G&R: A co z odruchem odrywania za szybko głowy, żeby spojrzeć za piłką? Tobie udaje się zatrzymać wzrok w dole w momencie uderzenia?

G.K.: Niestety, też patrzę w kierunku lecącej piłki – to odruch z czasu, gdy widziałem. Po oddaniu strzału następuje kilka sekund ciszy i pustki, podczas których pracuje wyobraźnia. To jest burza emocji; czekam na reakcję trenera i zanim on cokolwiek powie, po jego westchnieniu czy uśmiechu często już wiem, jak mi poszło.

G&R: Jesteś dla siebie surowym sędzią?

G.K.: Jestem bardzo ambicjonalny i za każdym razem chciałbym oddać idealny strzał. Trenerzy często mnie tonują, mówiąc, że za dużo od siebie wymagam. Ja jednak czuję odpowiedzialność nie tylko przed sobą, ale i przed trenerem – chciałbym go zadowolić dobrym wynikiem, bo wiem, ile pracy włożył w moje przygotowanie.

G&R: Jakie sukcesy najbardziej zapadły Ci w pamięć?

G.K.: Na turnieju w Anglii na dołku par 4 zagrałem na 300 metrów, piłka wpadła na green, a ja dobiłem ją do dołka, zdobywając swoje pierwsze birdie w życiu. To było coś niebywałego. Zdarzył mi się też hole-in-one, ale na razie tylko na symulatorze.

G&R: Opowiedz o kulisach zagranicznych startów.

G.K.: Ponieważ w Polsce na razie nie ma takich zawodników jak ja, to jeżdżę na turnieje organizowane przez International Blind Golf Association, bo tam są inni gracze w moich kategoriach (B1 – całkowicie niewidomi, B2 i B3 – niedowidzący). Co ciekawe, nie ma rozróżnienia, czy ktoś urodził się niewidomym, czy z czasem stracił wzrok. Z zeszłym roku wystartowałem w Czech Disabled Open organizacji EDGA, ale dopiero udział w zawodach IBGA to ogromne doświadczenie dla mnie i to zdobyte na świetnych polach. Z ciekawostek, aby wyrównać szanse, w mojej kategorii B1 muszę grać w specjalnych, bardzo ciemnych okularach.

G&R: Jak oceniasz szanse na rozwój golfa osób z niepełnosprawnościami w Polsce?

G.K.: Mam nadzieję, że będę inspiracją! Przeszkody są systemowe. W zeszłym roku w PZG powstała Komisja ds. golfistów z niepełnosprawnościami, ale nie wiem, żeby coś się dalej działo. Problemem jest też nakłonienie osób niepełnosprawnych do grania. Golf jest stosunkowo drogi (szczególnie koszt regularnych treningów z trenerem) i technicznie bardzo trudny, a dostępność pól ograniczona. Mam szczęście, że mieszkam w Gorzowie, gdzie mamy pole, bo bez tego moja przygoda pewnie skończyłaby się niczym. Czuję też, że przecieram szlaki. Bardzo cieszę się, że Polski Związek Golfa zainteresował się moją postacią i choćby dzięki publikacjom o moich startach przejął pod swoje skrzydła, bo daje mi to ogromnego „kopa” do rozwoju.

G&R: Czy pola golfowe w Polsce są przygotowane na przyjęcie osób z dysfunkcją wzroku? Co by można poprawić niewielkim kosztem?

G.K.: Moim zdaniem nie ma czego zmieniać, ale jestem osobą niewymagającą. Jako niewidomi nie potrzebujemy specjalnych modyfikacji pól czy budynków klubowych, nie sądzę, że trzeba „ubrailawiać” drzwi do toalet czy menu w barze. Kluczem jest pomocna osoba – caddie lub trener – bez której nie jesteśmy w stanie zagrać samodzielnie. Poza tym nie oczekuję specjalnego traktowania.

G&R: A inkluzywnego języka? Używasz czasem określenia niepełnosprawni, a obecna etykieta wskazuje, że lepiej byłoby „osoby z niepełnosprawnościami”.

G.K.: Kompletnie nie robi mi to różnicy, mam do tego dystans. Sam mówię o sobie „ślepy idzie na golfa” i uwielbiam kawały o niewidomych. Ludzie w moim gabinecie masażu często przepraszają mnie, gdy powiedzą odruchowo „do zobaczenia”, a ja wtedy śmieję się i mówię: „Racja, lepiej do widzenia”.

G&R: W 2024 r. zdobyliście wraz z żoną Magdaleną Koronę Gór Polski, a tym samym zostałeś pierwszą osobą niewidomą w Polsce, która weszła na wszystkie 28 najwyższych szczytów głównych pasm górskich w kraju. Który wierzchołek był szczególny?

G.K.: Czy to najwyższe Rysy czy bieszczadzka Tarnica czy inne miejsca – cały projekt był przygodą, wspaniałym wspólnym czasem z Magdą. W górach czuję się częścią natury. Może nie widzę widoków, ale czuję pod stopami błotnisty szlak, czuję zapach lasu po deszczu, czuję gdy skały oddają ciepło po słonecznym dniu. Chodzenie po górach daje mi olbrzymią satysfakcję, bo sprawdzam się i udowadniam sobie, że nie jestem gorszą częścią społeczeństwa. Chcę pokazywać, że można osiągnąć to samo co osoby zdrowe. Szkoda, że czasem ludzie nie korzystają z tego, że mają nie tylko dwie ręce, dwie nogi, ale i wzrok.

Trenerem Grzegorza jest Jacek Uchański. Fot. G&R/Marek Darnikowski

G&R: Nie masz wtedy ochoty szturchnąć takich leniwców-maruderów?

G.K.: Czasem tak, ale wolę inspirować moimi działaniami. Ludzie zwykle widzą mnie dziarskiego, uśmiechniętego, opowiadającego o górach, golfie, kajakach czy rowerze, a potem mówią o tym swoim dzieciom, które marudzą, że nic im się nie chce. Ja też mógłbym ponarzekać, ale… po co?

G&R: Nie miewasz gorszych dni?

G.K.: Życie to nie tylko kraina mlekiem i miodem płynąca, poza widocznymi w mediach sukcesami, jak nagroda Kolosa za zdobycie Korony Gór Polski czy Idola Polski 2025 w plebiscycie Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem, to miewam trudne momenty i chwile zwątpienia, ale nigdy nie tkwię w tym długo. Mówię sobie, że trzeba się podnieść, bo problemy są od tego, żeby je rozwiązywać, a nie w nich tkwić. Cieszę się, że należę do grupy osób niepełnosprawnych, które udowadniają, że można być szczęśliwym i uśmiechniętym.

G&R: Jakie masz kolejne plany golfowe, a jakie górskie cele?

G.K.: Jeśli chodzi o góry, to został nam ostatni szczyt do ukończenia Korony Sudetów, a chcemy z Magdą skompletować też Diadem Polskich Gór, który wymaga zdobycia 80 szczytów, prowadzi też na mniej znane wierzchołki. Poza tym jestem „zdobywaczem” latarń morskich – zostały mi już tylko trzy do zaliczenia.

G&R: W górach jesteście z żoną jednym teamem, wielokrotnie chwaliłeś Magdę za bycie najlepszym przewodnikiem. A jakim jest caddiem bądź sparing partnerem na golfie?

G.K.: Niestety, żona zawozi mnie na pole i nie chce zostać, golf jej nie wciągnął. Ale podkreślmy tutaj, że bardzo nad tym ubolewam – wierzę, że przeczyta i zmieni zdanie! Natomiast na polu mogę liczyć na wyjątkowych ludzi – poza wspominanym Jackiem Uchańskim i jego Fundacją Handicap Zero ogromnym wsparciem jest dla mnie trener Piotr Zygier oraz sparing partner Hubert Tomczyk.

G&R: Jak byś siebie określił jednym zdaniem?

G.K.: Taki trochę „szalony wariat”, niepokorny. Skakałem ze spadochronem w tandemie, latałem w tunelu aerodynamicznym, a nawet pilotowałem awionetkę. Lubię łamać stereotyp niewidomego.

Rozmawiała Anna Kalinowska, fot. Marek Darnikowski

© 2025 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: NO81 Sp. z o.o., z siedzibą w/przy: ul.  Kazimierza Górskiego 1/416, 81-304 Gdynia