Dziennikarz sportowy w przeszłości związany ze Sport.pl, gdzie prowadził rubryki…
Dopiero czwarty dogrywkowy dołek wyłonił zwycięzcę Waste Management Phoenix Open. Na dodatkowych dołkach Japończyk Hideki Matsuyama okazał się minimalnie lepszy od Rickiego Fowlera.
Przez całą niedzielę wydawało się, że Fowler wygra drugi turniej w tym roku. Wszystko było pięknie do dołka numer 17., który okazał się koszmarem Fowlera. W finałowej rundzie Amerykanin przestrzelił i piłka zamiast trafić na green, wpadła do stawu. Jego marsz po zwycięstwo został powstrzymany przez bogeya na tym dołku. Słabszy moment rywala wykorzystał Japończyk Matsuyama, który na dwóch ostatni dołkach finałowej rundy zaliczył birdie i doprowadził do dogrywki.
A tam wielka batalia rozpoczęła się na nowo. Roztrzygnięcia dwukrotnie nie przyniósł 18. dołek, na 10. dołku też był remis. Golfiści znów udali się na „17”. Koszmar Fowlera powrócił. Piłka po jego uderzeniu z tee znów wylądowała w stawie. Matsuyama szansę wykorzystał – na tym dołku wystarczył mu par, Fowler zagrał birdie, choć miał jeszcze szansę przedłużyć starcie – jednak spudłował putt na par.
„Miałem szczęście, że udało mi się tutaj wygrać. Przykro mi, że Rickie w przegrał w ten sposób, ja dałem z siebie po prostu wszystko” – stwierdził Japończyk, który wygrał swój drugi turniej PGA Tour w karierze.
Dla Fowlera porażka była bolesna tym bardziej, że cały turniej z bliska obserwowała jego rodzina. Szczególnie istotne było dla niego to, że w Phoenix pojawił się jego dziadek, którego imię wytatuował sobie na lewym bicepsie. Starszy pan, jako jedyny z najbliższej rodziny, nie widział jeszcze nigdy na żywo żadnego zwycięstwa swojego wnuka. I na to niestety będzie musiał czekać.
[youtube]wope4UPl_k8[/youtube]Z turnieju zadowoleni są organizatorzy. Widownia ustanowiła kolejny rekord – przez cztery turniejowe dni zmagania golfistów obserwowało blisko 619 tys. kibiców. Najwięcej było ich podczas sobotniej rundy – wtedy na polu pojawiło się ponad 200 tys. osób. Finał przyciągnął mniej osób, ale nie ma się czemu dziwić – tego dnia w USA rozgrywano 50. Super Bowl, a to dla Amerykanów rzecz święta.
Tak świetne wyniki nie byłyby możliwe, gdyby nie legendarny 16. dołek na „stadionie”, który swoją magią i wyjątkową atmosferę przyciąga fanów, a dla graczy stanowi wielkie wyzwanie.
[youtube]9KtV78O6YYM[/youtube] [fot]fot. shutterstock.com[/fot]





