Dziennikarz sportowy w przeszłości związany ze Sport.pl, gdzie prowadził rubryki…
Padraig Harrington wygrał niesamowity w tym roku Honda Classic. To jego pierwszy triumf od sześciu lat, ale więcej niż o jego zwycięstwie, mówi się o spektakularnej klapie Iana Poultera.
Oddajmy jednak najpierw cześć zwycięzcy. Harrington od kilku lat był w dołku, turnieju nie wygrał od sześciu sezonów, w zeszłym sezonie spadł na sam koniec trzeciej setki rankingu golfistów i w Honda Classic zagrał tylko dzięki dzikiej karcie od sponsora. I to była dobra decyzja. Trzykrotny zwycięzca majors miał dobre dwie pierwsze rundy, solidnie grał w sobotę, a w finałowej rundzie przerywanej przez deszcz zachował zimną krew – po bogey’u na 17. dołku, zagrał birdie na osiemnastce i doprowadził do dogrywki, w której okazał się lepszy od Daniela Bergera.
– Gdy wygrywasz, musisz zdać sobie sprawę, że nie zdarza ci się to tak naprawdę często i cieszyć się chwilą – stwierdził 43-letni Harrington.
Zwycięstwo będącego na peryferiach golfa Irlandczyka było imponujące, ale jeszcze bardziej spektakularną klapę zaliczył Ian Poulter. Przed finałową rundą 39-letni Anglik miał trzy uderzenia przewagi i wszystkie atuty w ręku, by wygrać swój trzeci turniej PGA Tour w karierze. I wtedy zaczął się dwudniowy koszmar. Dwudniowy, bo rundę finałową zawieszono z powodu opadów deszczu w niedzielę.
Na pierwszej dziewiątce miał dwa birdie, ale też bogey’a i podwójnego bogey’a. Później nie było lepiej. Na 11. dołku znów miał podwójnego bogey’a i jego przewaga zniknęła. A potem zaczął się dramat 14. dołka, na którym Poulter dwa razy zagrał do wody i raz do bunkra. Potrójny bogey odebrał mu szansę na cokolwiek.
[youtube]6vJiASisD4g[/youtube]Poulter ostatnią rundę zakończył z wynikiem +3, do gry w dogrywce zabrakło mu jednego uderzenia. Wynik –5 w czterech rundach dał mu dzielone trzecie miejsce.
– To wstyd oddać wygraną w turnieju w ten sposób. Jestem rozczarowany, bo grałem naprawdę dobrze, a kilka głupich błędów sprawiło, że przegrałem turniej – stwierdził Poulter.
[fot] fot. MarekDarnikowski [/fot]





