Teraz czytasz
Humor

Humor

Tęsknię za odrobiną poczucia humoru w polskim golfie. Każdy z nas wie, że to prawie niemożliwe, aby być zawsze zadowolonym z własnej gry. Tylko od ciebie zależy, jak podejdziesz do własnych wyzwań.

Zacznijmy od strachu przed wo­dą czy bunkrem, typowego dla graczy z hcp 36: jeśli naprawdę się nad tym zastanowisz – jaka jest najgorsza rzecz, która może ci się przytrafić podczas gry? Absolutnie nic! (Choć istnieje ry­zyko, że możesz zostać porażony piorunem jak Lee Trevino. Jego pomysł, aby trzymać 1 żelazo nad głową, mówiąc, że „nawet Bóg nie może trafić 1 iron”, nie był najlepszy.) Jeśli obawiasz się o zły wynik, to lepiej przyjrzyj się bliżej swoim oczekiwaniom. Prawdopodobnie nie jesteś tak dobry, jakbyś sobie tego życzył. Druga strona tego samego medalu to powaga charakteryzująca „elitar­nych golfistów”, którzy żyją w nadziei, że będą kolej­nym numerem 1 na świecie. Jakże często widywałem 12-latków już przygotowujących się do British Open. Clubfitting, całkiem nowy sprzęt, lekcje z trackmanem i golfowe kolonie za kilka tysięcy dolarów.

Pole golfowe przedstawia serię 18 problemów. Drzewa, bunkry, woda, nierówny teren, długa trawa… Cała gra kręci się wokół „rozwiązywania problemów”. Jeżeli nie chcesz mieć kłopotów, to przerzuć się na inną grę.

Wszyscy czujemy się nieskoordynowanie w niektórych momentach gry (mam nadzieję, że nie przez całą run­dę). Niezwykle ważne jest, by swoimi niepowodzeniami nie zatruwać wszystkiego dookoła siebie. Jeśli umiesz żartować sam z siebie, gra zmieni się w o wiele przy­jemniejszą. Śmiej się ze swojej głupoty – pozwól opaść napięciu. Wybacz sobie popełnione błędy, wyciągnij wnioski z lekcji i idź do przodu. Czy naprawdę koniecz­ne jest być aż tak poważnym?

Postaram się nakreślić dwóch graczy w półfikcyjnej sytuacji. Sprawdź, czy uda ci się ich rozpoznać. Rzecz dzieje się podczas U.S. Open, jest niedziela, na widowni zebrały się ogromne tłumy. Gracz nr 1, ubrany niena­gannie, mijając widownię, pojawia się na pierwszym tee. Nie zwraca na nikogo uwagi. Jego caddie mówi kilku fotografom, aby się cofnęli. Golfista przegląda swoją yardage book i jest całkowicie zaabsorbowany własną grą. Z kolei gracz nr 2 właśnie nadszedł, spóźnił się odrobinę, ponieważ w drodze na tee zatrzymał się, by dać kilka autografów. Ubrania, które ma na sobie, są trochę wyblakłe od słońca, a jego skórzane buty mają już swoje lata. Były polerowane niezliczoną ilość razy.

Pierwszy gracz w zupełnej ciszy przygotowuje się do uderzenia, aby po dłuższej chwili wybić drive’em pił­kę na sam środek fairwaya pośród pełnego szacunku aplauzu widowni. Ledwo reaguje na oklaski. Gracz drugi tymczasem opowiada dowcipy, zamiast przygo­towywać się do uderzenia, rzucając przy tym, że męczą go próbne swingi. Nagle zupełnie nieoczekiwanie dla oglądających podchodzi do piłki i również posyła ją na środek fairwaya, czemu towarzyszą salwy okrzyków i śmiechu. On również nie odpowiada, ponieważ jest już w połowie drogi do swojej piłki.

Przed drugim uderzeniem, gracz nr 1 kilka razy spraw­dza kierunek i prędkość wiatru. Dyskutuje ze swoim caddie’em, który przy okazji jest jedną z najlepiej zara­biających osób na tourze, czy „naprawdę jest 7 jardów nad bunkrem po lewej stronie flagi i czy wystarczyłby taki „pół wycięty niski-spin” ¾ 8 żelazo”… Następuje długa cisza przed tym, aż gracz zdecyduje, którym ki­jem uderzyć. Jego caddie nie śmie nic powiedzieć, bo jeśli znów coś źle zasugeruje, jak zdarzyło mu się w ze­szłym tygodniu, z pewnością straci pracę.

W tym czasie gracz nr 2 sprzecza się ze swoim caddie’em tylko po to, by zabawić widzów:

„Podaj mi moją 5 iron.”

„Do diabła szefie, o czym ty bredzisz?! Nie mógłbyś się tam dostać nawet z twoją 5 wood!”

„W porządku, mądralo, więc daj mi 6 iron. Myślę, że dosięgnę tam także szóstką.”

„Chyba śnisz! Jestem zmęczony byciem twoim caddie’em! Nigdy nie zarobimy do­brej kasy.”

Gracz nr 2 zakrada się i atakuje piłkę zu­pełnie, jakby chciał ją zaskoczyć, podczas gdy caddie nadal narzeka na boku. Na greenie, gracz nr 1 odzywa się do gracza nr 2 po raz pierw­szy. Mówi: „Twoja kolej”. Ale gracz nr 2 zdążył już puttować. Przeczytał green z odległości 50 m, kiedy do niego zmierzał. Wiedział już, gdzie jest break, kiedy stanął na greenie, zrobił birdie na tym dołku i zatańczył z radości ku euforii oglądają­cych. Gracz nr 1 nie zauważył niczego. Był zbyt zajęty spraw­dzaniem swojej linii puttowa­nia z każdej możliwej strony. Po boleśnie długim staniu nad piłką i sześciu próbnych swin­gach, również zakończył dołek na birdie.

Czytaj dalej na kolejnej stronie.

Pages: 1 2
© 2021 Magazyn golfowy GOLF&ROLL, wydawca: G24 Group Sp. z o.o